środa, grudnia 20, 2017

Książka o kupie

W poszukiwaniu kupy, czyli "O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę".

Co prawda tytuł posta jest troszkę mniej górnolotny niż choćby tytuł filmu "Poszukiwacze zaginionej Arki", ale mam dziś nastrój NISKOlotny ;-) i dlatego taki będzie ten wpis.

Na długo jeszcze zanim zaszłam w ciążę przeczytałam, że ktoś wpadł na pomysł napisania książki dla dzieci na temat... kupy. Pomyślałam wtedy, że świat zwariował. Czas mijał, zdziwienie pozostało. :P

No i zaszłam w ciążę, urodził się mały Sebastian i... kupa stała się, że tak się wyrażę, chlebem powszednim. ;-) Kupa została odczarowana. Już mi się nie robi niedobrze na jej widok (no może czasami). Potrafię się z niej śmiać i rozmawiać bez oporu. Ale może tak jest dlatego, że kupa takiego malucha nie wygląda ani nie pachnie/śmierdzi jak kupa. Że też swoją drogą brakuje neutralnego czasownika na słowo zapach w języku polskim. 

No i wtedy natknęłam się na informację o innej książce na temat sławetnej kupy, a mianowicie: "O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę" autorstwa Wernera Holzwartha i z ilustracjami Wolfa Erlbrucha. Nie powiem, tytuł równocześnie mnie zaintrygował i rozbawił. Kret niczym Sherlock Holmes próbujący rozwikłać zagadkę, kto był tak bezczelny, że mu narobił na głowę? Przyznacie, że to urocze. :P Z pewnością książki tej nie można zaliczyć do typowych dziecięcych pozycji. A skoro tak, to znaczy, że ja, mama pod prąd, musiałam ją zdobyć. 



Okazało się jednak, że nie jest to tak proste jakby się wydawało. Książka została wyprzedana w większości księgarni internetowych. Na szczęście można było ją jeszcze kupić na stronie wydawnictwa Hokus Pokus. Jeśli ta pozycja Was zainteresuje, spieszcie się, bo w tym momencie jest duża przecena na tę książkę. Zapłacicie za nią 50% mniej: 14,50 zamiast 29 złotych. Dodatkowo zauważyłam, że w tym momencie książka wróciła do sprzedaży w księgarniach Bonito oraz Aros. W obydwu miejscach kosztuje 17,40 złotych.

Książka, tak jak się tego spodziewałam, jest urocza. Tak tak. Dobrze przeczytaliście. Jest to urocza książka o kupie i bynajmniej nie gadam bzdur. Od pierwszej do ostatniej strony czytałam ją z uśmiechem na ustach. Historia jest prosta. Pewnego dnia biednemu krecikowi ktoś bezczelnie narobił na głowę. I co? Zdenerwowany kret zamiast bezczynnie siedzieć, zakasa rękawy i postanawia dowiedzieć się, kto to był. Idzie od zwierzaka do zwierzaka i pyta się, czy to przypadkiem nie on dopuścił się tego niecnego występku. ;-) A zwierzęta po kolei zamiast jedynie powiedzieć tak czy nie, były na tyle uprzejme, że pokazywały kretowi, jakie kupy robią. ;-)

"- Ja? Ależ skąd! Ja robię to tak!"




Kiedy byłam mała i jeździłam na wieś na wakacje, jedną z ulubionych przeze mnie zabaw było właśnie zgadywanie, kto zrobił kupy, na które natykałam się co jakiś czas na polnych dróżkach. Ta książka niejako przypomniała mi tamte sielskie chwile. ;-) Tytułowy kret podczas swojego dochodzenia miał (nie)przyjemność zobaczyć kupy w formie: białej mazi, pękatych pączków, okrągłych bobków, kuleczek w kolorze czekoladowym, brązowo zielonych placków oraz miękkiej i brązowej. Nie zdradzę Wam, kto zrobił te kupy. Nie będę Wam odbierać przyjemności zgadywania.



Ale czy oprócz rozróżniania kup ta książka czegokolwiek uczy? Chciałabym zaznaczyć, że według mnie książki dla dzieci wcale nie muszą niczego uczyć, żeby być dobre. Dobrze jest jeśli uczą, ale nie jest to dla mnie niezbędne. Jednak ta książka, wbrew pozorom, uczy. 

Poszukiwanie prawdy

Po pierwsze uczy, że nawet jeśli jesteś bardzo zdenerwowany, nie należy na nikogo krzyczeć ani fałszywie osądzać. Kret na spokojnie i z szacunkiem podchodzi do każdego ze zwierząt i najzwyczajniej w świecie pyta się, czy to przypadkiem nie one mu narobiły na głowę. Przede wszystkim chce poznać prawdę. 


Pomoc autorytetów

Kret nie potrafi sobie poradzić sam, ponieważ nigdy wcześniej nie miał styczności z tematem kup, a na dodatek jest jeszcze krótkowzroczny. Dlatego postanawia w końcu poprosić o pomoc ekspertów w materii „kupowej”, a mianowicie muchy. Bardzo mądra lekcja pokazująca, że warto prosić innych o pomoc, że czasem podejście typu JA, JA, JA nie zaprowadzi nas donikąd. Zdobywajmy wiedzę od innych, nie wstydźmy się przyznać przed sobą, że nie wiemy wszystkiego.


Czy dochodzenie kreta poszło na marne? Czy może mu się udało? Uwaga spoiler... ;-) Tak! Zwierzak w końcu dowiedział się, kto mu narobił na głowę!





Jak zareagował? No cóż. Jeśli chodzi o minusy tej książki to chyba właśnie jest nią reakcja kreta na całą zaistniałą sytuację. Dlaczego? Ponieważ kret postąpił według zasady "oko za oko, ząb za ząb". Hmmm... Czytając tę książkę swojemu dziecku postaram się porozmawiać z nim na temat odwetu kreta. Może wspólnie znajdziemy jakieś lepsze rozwiązanie niż to z prawa talionu. ;-)






Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB



- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

2 komentarze:

  1. o tej książce nie słyszałam - brzmi fajnie, może poza zakończeniem właśnie; a znasz książkę "Mała książka o kupie"? - też śmieszna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Słyszałam o niej. To była właśnie ta pierwsza książka na temat kupy, o której usłyszałam. Natomiast po przeczytaniu opinii na jej temat na stronie lubimyczytac.pl, nie zdecydowałam sie na jej kupno. Po pierwsze, jeśli chodzi o ocenę, zdobyła tylko 4,73/10 punktów, a co do opinii, oto kilka fragmentów:

      "Przełamywanie tabu? Żart. Ta książka to stek bzdur (choć lepsze byłoby określenie kupa gó**a). Wśród wszystkich książek tej autorki, ta jest wybitnie idiotyczna (wieża z kału i naga rodzinka skacząca po wielkim łożu, o co tu kurna chodzi???)";

      "Książka o kupie, też rozumiem, bo już kilka przerobiliśmy (czego się nie robi, żeby uszczęśliwić małolata), ale tutaj nawet moje dzieci sie nie ubawiły. Kupowy wieżowiec był, delikatnie rzecz ujmując, dziwny... Ale mama, tata, pani i pan skaczą po łóżku na golasa i wszyscy robią kupę. I don't get it";

      "Plus za przełamywanie tabu. Czepiam się za to zawartości merytorycznej np. "Kupa = to co jemy"!!!!! Co za piramidalnie szokująca bzdura!!! I na dodatek nie jedyna w tej książce";

      "Ciekawą sprawą byłoby więc odczarowanie kupki. Mogłoby do tego dojść za sprawą interesującej publikacji pani Pernilli. Ale nie doszło, bo po dwóch stronach oglądania/czytania córka z niesmakiem powiedziała "Tatusiu, już nie chcę". Nie dziwię się. Tandetne rysuneczki i jeszcze gorszy tekst - np. "kupa kukurydza (powinno być kolba kukurydzy)". Ja też nie dobrnąłem do końca książeczki, mimo że nie ma ona dużej objętości".

      Wniosek - pozycja raczej nie warta uwagi...

      Usuń

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger