poniedziałek, marca 12, 2018

Tort na pierwsze urodziny... bez cukru


Pierwsze urodziny dziecka nie są chyba dla niego tak ważne jak dla jego rodziców. Dziecko przecież i tak tego wydarzenia nie będzie pamiętać. Pierwszą rzeczą, jaką ja na przykład pamiętam ze swojego życia to, kiedy miałam 2 lata i 3 miesiące, i urodził się mój brat. Pamiętam, jak rodzice weszli z nim do mieszkania trzymając go na rękach. Pewnie gdyby się wtedy nie urodził, jeszcze trochę czasu by minęło do mojego pierwszego wspomnienia z dzieciństwa. Swoich urodzin natomiast, ani pierwszych, ani drugich, ani trzecich, czy  też czwartych nie pamiętam.

Pierwsze urodziny dziecka dla jego rodziców są pierwszą okrągłą rocznicą i to nie byle czego, bo przecież narodzin ich syna czy córki. Dodatkowo mama dziecka, o czym pisałam ostatnio, obchodzi wtedy równocześnie rocznicę swojego porodu. ;-)

Urodziny = prezenty + tort

A skoro już stanęliśmy na temacie urodzin, co nam się z nimi kojarzy (oprócz prezentów oczywiście)? No właśnie... Wypasiony tort. I do tego obowiązkowo zdjęcie przed tymże tortem. ;-)

Tort upieczony w domu

Mama z takimi zdolnościami kulinarnymi jak ja nieźle się napociła, żeby urodzinowy tort nie był zakalcem i do tego był jeszcze smaczny i ładny. Jak już pisałam w poście "Nigdy nie mów nigdy" zanim urodził się Sebastian, praktycznie nigdy nie gotowałam, a moim wyznacznikiem, że danie jest gotowe była woń spalenizny. I mimo braku doświadczenia kulinarnego, nie wyobrażam sobie, żeby na urodziny swojego dziecka zamawiać tort w cukierni. 

Dlaczego domowy tort?

1) Bo jestem Mamą pod prąd. ;-)
2) Bo chciałam, żeby ten tort był też osobistym prezentem ode mnie, żeby jego wykonanie było przejawem miłości jaką darzę swoje dziecko. I jak to z każdym prezentem chyba bywa, bardziej docenia się te zrobione własnoręcznie niż kupione.
3) Bo moja mama zawsze piekła nam na urodziny tort i bardzo miło to wspominam. Dlatego też chciałabym podarować swojemu synkowi tak samo miłe wspomnienia z jego dzieciństwa.
4) Bo nie daję jak na razie swojemu dziecku cukru, a raczej jest mało prawdopodobne, żeby w cukierni zrobili mi tort bez cukru (i bez słodzika). 

Dlaczego tort bez cukru?

O tym, dlaczego nie daję dziecku cukru, postaram się napisać bardziej szczegółowo przy okazji posta o karmieniu według wytycznych BLW. W skrócie jednak chodzi o:
   * zdrowie dziecka; 
  * żeby nie miał próchnicy (bo jeśli jakość zębów odziedziczył po mnie, to niestety do próchnicy będzie miał skłonności);
   * żeby nie przyzwyczaił się za nadto do bardzo słodkiego smaku (do drugiego roku życia wyrabiają się smaki u dzieci), aby w przyszłości nie ciągnęło go zbytnio do słodyczy, bo, wiadomo, duża ilość słodkiego to również prawdopodobna nadwaga w przyszłości, a nawet cukrzyca (a w rodzinie zarówno mojej, jak i męża są osoby cierpiące na cukrzycę); 
   * żeby jadł zdrowiej, a wiadomo, że cukier (rafinowany oczywiście) to tak zwane puste kalorie; daję dziecku natomiast słodziwa naturalne takie jak: owoce świeże lub suszone, syrop daktylowy czy też klonowy; od czasu do czasu cukier kokosowy (posiada niski indeks glikemiczny), i od pierwszego roku dziecka: miód.
  * żeby nie był dzieckiem nadpobudliwym, bo dowiedziono, że zbyt duża ilość cukru u dzieci jest właśnie jedną z przyczyn nadpobudliwości.

Tort urodzinowy próba 1: tort marchewkowy

Ponieważ świadoma swoich kulawych zdolności kulinarnych domyślałam się, że upieczenie tortu urodzinowego nie będzie łatwym przedsięwzięciem, podjęłam wcześniej 2 próby przygotowania tortu. Pierwsze podejście do tortu urodzinowego dla mojego syna to był tort z okazji imienin mojej mamy, które wypadają mniej więcej miesiąc przed sławetnymi pierwszymi urodzinami mojego dziecka. Tort był nawet smaczny, ale wyszedł zakalec plus był bardzo czasochłonny i, na mój gust, przedobrzony (była w nim i marchew, i jabłka, maliny, ziarna chia, wiórki kokosowe, migdały i wiele wiele innych składników). Przepis na ten tort możecie znaleźć na stronie: Szpinak robi bleeeMojej mamie smakował, a to najważniejsze, bo zrobiłam go przecież dla niej na jej imieniny. Tak natomiast wyglądał w moim wykonaniu. Z zewnątrz jeszcze jako tak. Trochę gorzej w środku (zdjęcia tego tortu w środku nie posiadam). ;-)

Tort urodzinowy próba 2: tort malinowo-kakaowy

Drugie podejście do tortu urodzinowego dla mojego synka było o wiele łatwiejsze, a efekt lepszy niż przy pierwszej próbie. Po pierwsze postanowiłam użyć przepisu ze znanej mi już książki kucharskiej. Wiem, że przepisy w niej zawarte są smaczne, proste i zdrowe. Chodzi mi o książkę Nowe alaaankowe BLW.



Na początku trochę się przeraziłam, że przepis na ten tort zajmuje aż 3 (!) strony. Przepisy w tej książce zwykle są bardzo krótkie w rodzaju: połącz składniki i usmaż, albo uformuj placki i włóż je do piekarnika. A tu osobny przepis na biszkopt, osobny na masę. Już miałam odłożyć książkę na półkę bez czytania przepisu, no bo jak ja niby byłabym w stanie zrobić coś tak skomplikowanego? Trzy strony przepisu były dla mnie równoznaczne z poziomem wtajemniczenia kulinarnego à la Magdalena Gessler czy też Gordon Ramsay. 

Całe szczęście, że załamana faktem, iż w internecie nie znalazłam żadnego innego ciekawego i prostego przepisu na smaczny tort bez cukru, postanowiłam spojrzeć dokładniej na ten długaśny przepis. Zaufałam też autorkom książki (Joannie Anger i Annie Piszczek), dzięki których wiedzy ja, absolutne zero kulinarne, gotuję samodzielnie dla swojego synka odkąd skończył 6 miesięcy.

Okazało się, że strach ma wielkie oczy. Tort wcale nie okazał się tak skomplikowany. Po prostu przepis jest napisany szczegółowo, aby tacy znawcy tematu jak ja, byli w stanie bez problemu upiec przepyszny i przepiękny tort. 



Jeśli chodzi o smak, jest to tort delikatny i raczej bardziej tradycyjny oraz w żadnym razie nie przedobrzony, jak to było w przypadku tego pierwszego marchewkowego. Do tego z wyglądu jest fenomenalny. Jest również zdrowy, gdyż znajduje się w nim dużo świeżych owoców. 

Składa się z trzech głównych elementów: przepysznego kakaowego biszkoptu słodzonego cukrem kokosowym, bitej śmietany delikatnie słodzonej syropem klonowym, oraz świeżych truskawek, malin i/lub borówek (ja użyłam wszystkich trzech). Tort nie jest specjalnie czasochłonny, a składniki (oprócz cukru kokosowego oraz niesłodzonego dżemu z czarnej porzeczki) są raczej łatwo dostępne w większości supermarketów. 

Pierwszą próbę wykonania tortu malinowego podjęłam przy okazji rocznicy poznania męża (wypada na 3 tygodnie przed urodzinami naszego syna). Całkiem sporo lat już nam się uzbierało, bo 9. Tort wyszedł przepyszny! Jedynym niedociągnięciem był krzywo przekrojony biszkopt (choć pomiędzy grubymi warstwami śmietany nie widać było zbytnio wspomnianej asymetrii). A tak wyglądał:



Tort urodzinowy próba 3 i ostatnia: tort malinowo-kakaowy

Trzecia i ostateczna próba (bo już docelowy tort urodzinowy mojego synka) wyszedł idealnie. Nie obyło się oczywiście bez nieprzewidzianych komplikacji. Tort robiłam w kuchni u teściów, gdyż na urodziny syna pojechaliśmy do nich na świętowanie. No i okazało się na przykład, że nie posiadają miksera. Na szczęście dalsza część rodziny owszem miała taki sprzęt w domu, a teść raz dwa podjechał do nich na motorze i w mig mi przywiózł to brakujące urządzenie. A ja w między czasie starałam się co nieco ubijać białka ręczną trzepaczką rozmyślając przy tym, jak przed wynalezieniem miksera ludzie byli w stanie ubijać białka. Nie do wykonania. ;-)

A oto przepis na wspomniany tort malinowo-kakaowy:



* jajka co prawda wyjęłam z lodówki, ale w kuchni teściów nie ma różnicy w temperaturze w lodówce i poza nią, więc te jajka były jednak chłodne;
* użyłam syropu klonowego;
* dżem z czarnej porzeczki bez cukru i słodzika znalazłam w Lidlu.



* zapomniałam przesiać cukru kokosowego;
* białka super mi się ubiły, ale po dodaniu cukru, zrobiła się z nich płynna maźka, tak jakbym nigdy niczego nie ubijała  (więc do końca nie wiem, czy było warto się męczyć z ubijaniem ;-) ); mimo wszystko biszkopt wyrósł;
* piekarnik w domu teściów nie ma termoobiegu; użyłam opcji grzanie góra-dół na 160 stopni i też wszystko super wyrosło;
*najfajniejszym momentem było zrzucenie biszkoptu na ziemię; dla uzyskania lepszego wyrazu na twarzy teściowej, biszkopt zrzuciłam z wysokości brzucha, a nie kolan. Mina teściowej bezcenna :D :D :D
* biszkopt kroiłam na talerzu, przez co nie pokroił mi się idealnie prosto, bo talerz w środku ma jednak wgłębienie.


* nie chciało mi się dzielić porcji śmietany na 3 części, więc zrobiłam wszystko razem. Oczywiście na początku całe białko wylatywało mi poza miskę, ale wsadziłam wszystko do zlewu i jakoś poszło bez całkowitej destrukcji kuchni teściów;
* oczywiście nie odmierzałam odpowiednich porcji śmietany, tylko waliłam jej ile się dało na każdą z warstw (na tę górną zostało już trochę mniej śmietany, ale jeszcze wystarczająco, żeby przykryć kakaowy biszkopt; nie odmierzałam też ilości owoców. I tak miałam ich w nadmiarze (truskawki, maliny i borówki).

Śmietany nie nakładałam szybko (bo znając życie szybko byłoby równoznaczne z tym, że spora jej ilość zamiast na biszkopcie wylądowałaby na podłodze), ale wcześniej włożyłam gotowy krem do lodówki, więc śmietana była już dość mocno schłodzona, a ponadto w kuchni teściów panuje temperatura jak w lodówce, więc spokojnie się wszystko trzymało tam, gdzie powinno. W końcu jakiś plus z tego zimna. ;-)

Tort wszystkim zaproszonym gościom smakował tak, że się im uszy trzęsły. Solenizantowi również (a to jest przecież najważniejsze). Po prostu buzia mu się nie zamykała. Zjadł go tyle, że aż się bałam, że go brzuch potem może rozboleć, ale nic takiego nie miało miejsca. 

A teraz kilka zdjęć z przyjęcia urodzinowego, żebyście zobaczyli efekt finalny tortu...




... oraz reakcję solenizanta ;-)




Ponieważ pierwsze urodziny mojego dziecka sprawiły, że z nostalgią zajrzałam do albumu rodzinnego w poszukiwaniu swojego zdjęcia z pierwszych urodzin oraz do albumu rodzinnego rodziny męża w poszukiwaniu jego zdjęcia z pierwszych urodzin, poniżej załączam jeszcze dwa nasze zdjęcia sprzed prawie 34 i 38 lat. ;-)



A czy Wy pamiętacie swoje pierwsze urodziny (choćby ze zdjęć) albo pierwsze urodziny Waszych dzieci? Jak Wam minęły? :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger