poniedziałek, marca 19, 2018

"Uratuj mnie", czyli książka o dobroci dla zwierząt


Treść książek, jakie wybieram dla swojego dziecka jest dla mnie niezmiernie istotna. To między innymi dzięki nim będę mogła nauczyć swoje dziecko, jak być dobrym człowiekiem. Jaką tematykę zwykle wybieram? Po pierwsze, staram się kupować książki łamiące stereotypy społeczne, książki pokazujące na przykład, że chłopcy mogą być wrażliwi, a dziewczynki silne. Po drugie, staram się wybierać książki uczące moje dziecko poszanowania dla każdego człowieka, bez względu na jego pochodzenie, status społeczny czy też religię. A po trzecie, bardzo cenię książki pokazujące dzieciom, że zwierzęta to nasi przyjaciele, że należy je szanować, chronić i kochać. 



"Uratuj mnie" Patrick George

Tym razem właśnie o tego typu książce chciałabym Wam opowiedzieć. Chodzi mi o książkę "Uratuj mnie" autorstwa Patricka George'a. 


Nie tylko zakochałam się w jej przekazie, ale również w jej ciekawej formie. Kiedy przeczytałam o tej książeczce, nie było jej jeszcze na polskim rynku. A ponieważ moje dziecko jest wychowywane w rodzinie polsko-hiszpańskiej, kupiłam mu ją w Hiszpanii. Mam dla Was jednak dobrą wiadomość. Od jakiegoś czasu ta książka jest już dostępna na polskim rynku. Została opublikowana przez Wydawnictwo Bajka. Pozycja ta jest obecnie dostępna w wielu księgarniach internetowych, a jej cena waha się pomiędzy 23 a 35 złotych. Ostrzegam jednak. Z moich obserwacji, książka ta jest bardzo szybko wykupywana.

Jednak nawet jeśli zdarzyłoby się, że kiedy zdecydujecie się na jej zakup, ta książka nie będzie już dostępna w żadnej polskiej księgarni, nie powinno Was to zbytnio zmartwić. Jest to bowiem książka obrazkowa, w której praktycznie nie ma tekstu. Dlatego nie ważne, czy kupi się ją na rynku hiszpańskim, brytyjskim, czy choćby chińskim. Sami zaraz zobaczycie, że da się ją zrozumieć w każdym języku. :-)

Książka ma nietypową formę. Składa się z kolorowych ilustracji zajmujących całe strony, pomiędzy którymi znajduje się przezroczysta foliowa przekładka z nadrukowanym elementem grafiki, który pasuje zarówno do obrazka po lewej jak i po prawej stronie. Przekładając folię z prawej strony na lewą, całkowicie zmieniamy znaczenie ilustracji. Odpowiadamy na tytułowe pytanie, jak można uratować konkretne zwierzę narysowane na obrazku.

Czego może nauczyć ta książeczka?


1. Zwierzęta NIE na dywanik

Że zamiast zabijać tygrysy na futrzane dywaniki w salonie
można pozwolić im żyć na wolności wśród swojej zwierzęcej rodziny.


Niestety dość często można jeszcze spotkać dywaniki w salonach wykonane ze skóry zwierząt. Na naszej szerokości geograficznej, może nie są to tygrysy, ale na przykład krowy już tak. I nie trzeba szukać daleko. Bardzo znany sklep IKEA posiada przecież w swoim asortymencie dywanik ze skóry owczej lub bydlęcej.

2. Cyrk BEZ zwierząt

Że zamiast radować się widokiem wytrenowanych słoni w cyrku,
można pozwolić im żyć na wolności wśród swojej zwierzęcej rodziny.


Cyrk. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby funkcjonował bez zwierząt. Występy niedźwiedzi, słoni, czy też lwów były hitem całego show. Owszem klowni, czy też akrobaci byli fajni, ale każdy przecież czekał na zwierzęta. Obecnie jednak chyba nikt nie zaprzeczy, że najpopularniejszym cyrkiem na świecie jest Cirque du Soleil, a nie ma w nim żadnego zwierzęcia, nawet pchły. Tylko ludzie. 

Na szczęście społeczeństwo stało się bardziej świadome i zdaje sobie sprawę, że zwierzęta w cyrku, żeby móc robić sztuczki najpierw są męczone, żeby nie powiedzieć maltretowane. Nierzadko stosuje się technikę zastraszania zwierząt, żeby w końcu nauczyły się wykonywać sztuczki, do których natura ich nie przystosowała. Ponadto, czasem zwierzęta są pozyskiwane do cyrków w sposób nielegalny.

3. Trofea z polowania

Że zamiast wieszać głowy upolowanych łosi na ścianie w swoim domu,
można pozwolić im żyć na wolności wśród swojej zwierzęcej rodziny.


Myśliwi czy też kłusownicy wracając z udanego polowania, po zastrzeleniu z dubeltówki większego okazu zwierzęcia, odcinają czasem tym zwierzętom głowy i wieszają je na ścianie swojego domu. Są jeszcze domy, na których ścianach wisi niejedna zdobycz. Przykładu nie trzeba szukać daleko. Takie trofea wiszą choćby na ścianach w przedpokoju u sąsiada w bloku moich rodziców. 

Mnie osobiście robi się zawsze na taki widok niedobrze. Nie rozumiem, jak ktoś może chcieć się chwalić tym, że zabija. I co z tego, że są to "tylko" (sic!) zwierzęta? 

Co więcej, jakiś czas temu przeczytałam, że na przykład w Polsce planowana jest premia finansowa za strzelanie do ciężarnych dzików. Niektórych to oburzy, innych pewnie nie. A powinno oburzyć wszystkich (i nie tylko myśliwych). Inny przykład. Z kraju mojego męża, Hiszpanii. Ówczesny król Juan Carlos I w 2006 roku brał udział w polowaniu na słonie w Botswanie. Następnie zrobił sobie zdjęcie przed upolowanym zwierzęciem (poniżej). W 2012 roku ponownie brał udział w polowaniu w tym kraju, ale zanim upolował słonia, złamał biodro podczas polowania. Karma?



Wydaje mi się, że ważne jest uczenie dzieci od małego, że na zwierzęta się NIE poluje. A jeśli już, to tylko po to, żeby przeżyć (tak jak robią to inne zwierzęta), a na pewno nie po to, żeby się chwalić, że się zabiło (!).

4. Bezpieczny połów ryb

Że zamiast łapać żółwie w sieci rybackie przy okazji połowu ryb
można pozwolić im żyć na wolności na plaży i w morzu, a łowić ryby w inny, bezpieczny dla żółwi sposób.


Przy okazji tych ilustracji można opowiedzieć dziecku, o tym, że istnieją różne sposoby na połów ryb. I, niestety, jeśli nie stosuje się poprawnych technik, może to spowodować tzw. połów przypadkowy, czyli oprócz złapania zamierzonych ryb, w sieci wplątują się też inne zwierzęta, np. żółwie. 

Oprócz tego problemu, można dziecku opowiedzieć też o drugim, czyli tzw. połowie za młodych ryb. Obydwu sytuacjom można zapobiec, używając sieci o odpowiedniej wielkości oczkach i przy zastosowaniu nowoczesnych technologii (np. taśmy sortujące, sygnały akustyczne).

5. Chów kur chowowi NIE równy

Że zamiast hodować kury w ogromnym stłoczeniu
można pozwolić im chodzić po polu na świeżym powietrzu.


Przy okazji tej ilustracji można dziecku opowiedzieć, o tym, jak w łatwy sposób pomagać kurom żyć w lepszych warunkach. Wystarczy przecież jedynie zwracać uwagę na maleńki szczegół na jajkach, na jedną cyfrę wydrukowaną na ich skorupkach. Chodzi o cyfrę oznaczającą warunki, w których hodowane są ptaki, widniejącą na początku nazwy, tuż po literach oznaczających symbol państwa, z którego pochodzi dane jajko (w Polsce PL). 

Jajka typu 3 (te najtańsze) to niestety horror dla ptaków. Kury znoszące "trójkowe" jajka żyją na wielkich halach, są stłoczone w drucianych klatkach i brudne od kup. Przez całe swoje kurze życie nie widzą ani promyka światła dziennego i nawet nie mogą rozprostować skrzydeł, bo tak jest tam ciasno. Dodatkowo często nie mają piór i są pełne ran zadawanych im przez inne bardziej agresywne kury. Czasem, aby ptaki się nie raniły nawzajem, właściciele takich kurzych ferm obcinają im dzioby, co jest dla ptaków kalectwem. Jedynym zadaniem takich kur to znieść tak dużo jaj jak to możliwe, a potem zdechnąć. Często przez zadeptanie przez inne kury.

Jajka typu 2 są znoszone przez kury z chowu ściółkowego. Warunki życia takich ptaków dalej są złe, ale na szczęście trochę lepsze od chowu klatkowego. Kury znoszące "dwójkowe" jajka mogą się ruszać, ale ciągle jest ich sporo na m2, bo aż 25. Takie kury posiadają natomiast już dostęp do piasku i grzęd.

Jajka typu 1 oznaczają chów wolnowybiegowy, czyli kura ma dostęp do wybiegu i żyje w swobodnych warunkach, natomiast na noc jest zamykana w klatce.

I w końcu te najlepsze, jajka typu 0, czyli jajka z chowu ekologicznego. Kury znoszące "zerówki" są hodowane na świeżym powietrzu, z zupełnie wolnym dostępem do wybiegu oraz są karmione paszą posiadającą certyfikat ekologiczny.

Robiąc zakupy z dzieckiem w supermarkecie, pokazujmy mu, że wybieramy jajka 0 lub 1. Niech nasze dziecko wie, że kury, których jajka jemy, żyją w dobrych warunkach. :-)

6. Obuwie ze skóry... EKOLOGICZNEJ


Że zamiast kupować obuwie ze skóry krokodyla
można pozwolić żyć tym zwierzętom na wolności.


Przez wiele lat byłam fanką odzieży skórzanej. Jeśli ramoneska, to tylko z naturalnej skóry. Jeśli buty, to też tylko i wyłącznie skórzane. Skóra ekologiczna kojarzyła mi się z kiepską jakością. Dopiero, kiedy zaczęłam bardziej myśleć o tym, że skórzany ubiór to śmierć zwierzęcia, zaczęłam rozglądać się za alternatywnymi materiałami. I okazało się, że takie ubrania wcale nie muszą być do kitu. Mogą naprawdę być ładne, mocne i wygodne. 

Ciekawą opcją jest oferta sklepu Vege Moda, który oferuje artykuły w 100% wegańskie, jak to sami określają, dla wszystkich miłośników zwierząt, roślin i natury. Choć mnie osobiście, nawet bardziej niż ubrania, urzekły na tej stronie drewniane bączki dla dzieci w kształcie warzyw i owoców.

A jeśli oferta tego sklepu i jemu podobnych jest dla Was zbyt droga (dla mnie jest), bardzo tanią i ekologiczną opcją kupowania odzieży są zakupy w ciucholandach. Polecam Wam takie zakupy szczególnie, jeśli chodzi o ofertę ubrań dziecięcych (ubrania są jak nowe lub nowe). A przy okazji przypominam Wam wpis z moimi typami krakowskich ciucholandów. :-)

Warto zwracać uwagę dziecka kupując ubrania, na to, z jakich materiałów wykonana jest odzież lub buty. Oczywiście nie chcę nikogo przekonywać do kategorycznego odrzucenia naturalnej skóry. No może z jednym wyjątkiem. Jeśli jedziecie na egzotyczne wakacje, NIGDY PRZENIGDY nie kupujcie skórzanych wyrobów z nieznanych źródeł. Wytłumaczcie dziecku, że na tamtejszym targu nie kupicie skórzanego portfela, czy też butów, gdyż istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że te produkty zostały wykonane ze skór zwierząt zabitych przez kłusowników. 

7. ZOO to NIE jest fajny dom.

Że zamiast oglądać niedźwiedzie w klatce w zoo
można pozwolić im żyć na wolności wśród swojej zwierzęcej rodziny.


Ogród zoologiczny. Kiedy byłam mała, uwielbiałam chodzić do niego z rodzicami. Było to dla mnie nie lada przeżycie. Uwielbiałam oglądać zwierzęta. Tak bardzo je lubiłam. Przede wszystkim egzotyczne koty, gdyż koty, odkąd pamiętam, były moimi ulubionymi zwierzętami. Jednak z czasem zaczęłam zauważać, że niektóre z tych zwierząt były smutne, że miały bardzo małe klatki, albo że niektóre z nich urodziły się już w niewoli. I wtedy napełniał mnie smutek. Zdawałam sobie sprawę, że te zwierzęta są uwięzione w tych klatkach, nie mogą żyć na wolności tak jak choćby ja. 

Warto rozmawiać z dzieckiem o tej stronie ogrodów zoologicznych. Jeśli już wybiera się do zoo, dobrze wybierać ogrody zoologiczne, w których panują dobre warunki dla zwierząt, albo na przykład można zorganizować alternatywną wycieczkę do gospodarstwa agroturystycznego. W taki sposób dzieci będą mieć kontakt ze zwierzętami, ale te zwierzęta nie będą zamknięte w klatkach.

8. Zupa z płetwy rekina


Że zamiast jeść zupę z płetwy rekina
można pozwolić żyć rekinom na wolności bez uszczerbku na ich zdrowiu.


Ja osobiście nigdy takiej zupy nie jadłam. Jest to bowiem przysmak kuchni chińskiej, a nie polskiej. Na szczęście coraz więcej Chińczyków jest świadomych, co kryje się za tą zupą. Każdego roku, aby ją przygotować, zabijanych jest 70 milionów (!) rekinów. W tym momencie już jedna trzecia wszystkich gatunków rekinów jest zagrożona wyginięciem. Całe szczęście staje się coraz mniej popularna!


I jeszcze przykład geograficznie bliższy Polsce: Hiszpania. Bardzo popularne są tam owoce morza. Niestety chyba nie wszyscy wiedzą, że, aby przygotować niektóre z tych dań, zwierzęta są gotowane... żywcem. Tak jest choćby z homarem, który żywy wrzucany jest do gotującej się wody...

Nie będę tutaj nikogo przekonywać do przejścia na wegetarianizm, bo sama wegetarianką nie jestem (choć byłam), ale warto być świadomym, co stoi za niektórymi daniami i wybierać te, podczas przygotowania których zwierzęta nie cierpią. Warto też uświadamiać o tym swoje dziecko.


9. Szal z lisa

Że zamiast nosić wokół szyi szal zrobiony z futra lisa
można pozwolić żyć temu zwierzęciu na wolności.


Kiedyś panowała moda na szale z lisów. Moja babcia na przykład miała aż dwa takie szale. Na szczęście w dzisiejszych czasach tego typu ubiór nie jest już modny. Coraz mniej modne są też futra z norek i innych zwierząt futerkowych. W dzisiejszych czasach na szczęście popularne są wyroby ze sztucznego futra. Uświadommy nasze dziecko również o tym niebezpieczeństwie dla zwierząt. Jeśli kupujemy już futra, decydujmy się na te sztuczne.


10. Aquapark jak wodny cyrk

Że zamiast bawić się widokiem wytrenowanych orek w aquaparku
można pozwolić im żyć na wolności w oceanie.


No cóż. Niestety popisy delfinów albo orek w aquaparku to nic innego tylko swego rodzaju "cyrk wodny". Pozostałe akwaria w aquaparku przypominają natomiast "wodne zoo". Zwracajmy uwagę na warunki, w których te zwierzęta są trzymane. Wyczulajmy na to swoje dzieci. 

Choć niestety warunki warunkami, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że zwierzętom najlepiej na wolności...

11. Adopcja zwierząt

Że zamiast wyrzucać psa na śmietnik
można go zaadoptować i trzymać w domu jako prawowitego członka rodziny.


Niestety rokrocznie porzucanych jest bardzo dużo domowych psów i kotów. W Polce nie jest dobrze, ale jeszcze gorzej jest w Hiszpanii, państwie, w którym mieszkałam przez 6 lat. Jeśli Was interesuje ten temat, zapraszam do lektury mojego posta sprzed kilku lat na temat porzucania zwierząt w Hiszpanii

Bardzo korzystne dla dzieci jest wychowywanie się w domu, w którym mieszkają zwierzęta. Stali czytelnicy bloga pewnie pamiętają, że mam aż trzy koty, a jednego z nich zaadoptowałam, kiedy byłam w ciąży. I nie, nie bałam się zarażenia toksoplazmozą. ;-)

Oczywiście nie wszyscy mają możliwość przygarnięcia (lub kupienia) zwierzaka. Warto jednak wyczulać swoje dziecko na to, że zwierzęta należy szanować, że czują ból i strach tak samo jak ludzie, oraz że potrafią być dla nas wspaniałymi przyjaciółmi. 

Co może się stać, kiedy o tym nie mówimy? Do dziś nie zapomnę, kiedy byłam w podstawówce i poszukiwano wśród uczniów dzieci, które znęcały się nad osiedlowym kotem. Nie będę opisywać, co mu zrobiły, ale było to bardzo drastyczne. :-(  

Ponadto uczmy dzieci, że trzeba głośno mówić o prawach zwierząt i reagować, kiedy są łamane. Niech nasze dzieci widzą, że my, rodzice, nie zgadzamy się na to, żeby ktoś krzywdził zwierzęta. Dosłownie kilka dni temu byłam świadkiem dwóch sytuacji łamania praw zwierząt w Hiszpanii: pies cały czas przywiązany na łańcuchu z pseudo-budą zbitą z kilku desek (z dziurami oczywiście) oraz trzy psy do polowania zamknięte cały czas w klatkach. Chcę uratować te zwierzęta. Podczas mojego ostatniego pobytu w Hiszpanii zebrałam już informacje, jak zaskarżyć właścicieli tych zwierząt. A ponieważ już niebawem znowu pojadę do Hiszpanii, pomogę tym psiakom raz na zawsze.

Pytanie do czytelnika

Na ostatniej stronie książki jesteśmy pytani, jakie inne zwierzęta możemy uratować. Daje to nam możliwość jeszcze dłuższej rozmowy z dzieckiem i zastanowienie się nad tą jakże ważną kwestią.

Co mi przychodzi do głowy?

1. Olej palmowy

Nie kupujmy produktów, w których składzie znajduje się olej palmowy (mimo że jest to niestety bardzo trudne, bo znajduje się w większości produktów). Dlaczego, ponieważ lasy deszczowe są rokrocznie wycinane, aby zrobić miejsce na nowe plantacje palm. Efekt? Obecnie zostały już tylko niewielkie skrawki lasów deszczowych. Zwierzęta zamieszkujące te lasy, tracą swój dom. Najgorzej wygląda sytuacja orangutanów, które pozbawione lasów, głodują, giną w pożarach, albo są zabijane. 

Zawsze lubiłam Nutellę, ale przysięgam, że już jej nigdy przenigdy nie kupię! Oraz wielu innych popularnych produktów...




2. Plastik 


Ograniczmy kupno plastiku, a przede wszystkim produktów z tak zwanymi mikrogranulkami (znajdującym się na przykład w niektórych peelingach, czy wybielających pastach do zębów). Takie mikrogranulki są niczym innym jak plastikiem. Dodatkowo są tak małe, że filtry i oczyszczalnie nie są w stanie odseparować ich ze ścieków. Trafiają więc do rzek, mórz i oceanów.

Szacowania Greenpeace są zatrważające. Mówi się o 663 gatunków morskiej fauny narażonej na zanieczyszczenie mikrodrobinkami poprzez spożywanie ich lub spożycie zwierząt, które wcześniej spożyły takie mikrogranulki. Trafiają do żołądków ryb, ptaków, wielorybów, żółwi i innych organizmów morskich, które mylą je z pożywieniem. Może to powodować zatrucia, choroby a nawet śmierć zwierząt. 




"Uratuj mnie", ta prosta książeczka praktycznie bez słów jest mądrzejsza niż niejedna encyklopedia. Miłość do przyrody i dbanie o nią to to, czego powinniśmy nauczyć nasze dzieci. Przecież los wszystkich zwierząt raz całej planety w przyszłości będzie w rękach następnych pokoleń, w rękach naszych dzieci, a potem naszych wnuków.

Co sądzicie o tej książeczce? Znacie inne ciekawe pozycje dla dzieci o podobnej tematyce?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger