poniedziałek, kwietnia 30, 2018

Sebastian i trzy koty

Sebastian i trzy koty

NIEMOWLĘ I KOTY


Może pamiętacie, że jakiś czas temu napisałam post na temat kotów i toksoplazmozy. Kocham koty i bardzo mnie boli, kiedy słyszę, jak często są one porzucane... bo ciąża, bo dziecko. Jak pewnie pamiętacie, w domu mamy trzy koty, w tym jednego zaadoptowaliśmy, kiedy byłam w ciąży. Część z Was pewnie wzniesie oczy do nieba. Jaka ta Mama pod prąd nieodpowiedzialna! Nie zgodzę się z tymi osobami. Naprawdę trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby zarazić się toksoplazmozą od domowych kotów i to na dodatek jeszcze takich nie wychodzących. Poczytajcie sobie zresztą wspomniany artykuł, który napisałam o kotach i całej tej strasznej toksoplazmozie. ;-) Jestem jak najbardziej odpowiedzialna, a moje dziecko urodziło się zdrowe. Koty też mają się dobrze. :-) 

środa, kwietnia 25, 2018

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!

Pewnego dnia buszując po Internecie natknęłam się na niesamowitą książkę pod tytułem "Alya i trzy koty". Jest to historia pisana z punktu widzenia kotów na temat dziwnego wydarzenia, jakie niedawno miało miejsce w ich domu. Chodzi o pojawienie się czegoś nowego, małego i płaczącego, czegoś, co po dłuższej analizie okazuje się być nie czymś, lecz kimś - a dokładniej - niemowlęciem. Patrzyłam na tę książkę i patrzyłam, i nie wierzyłam własnym oczom. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że to MOJE KOTY napisały tę książkę (!). Było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności. ;-) Zanim zdradzę Wam podobieństwa w fabule książki do tego, co przez ostatnie półtora roku przeżyły moje koty, opowiem Wam najpierw pokrótce o wspomnianej książce. 

środa, kwietnia 18, 2018

Wysypka, czyli o szkodliwych substancjach w kosmetykach dla dzieci

Wysypka, czyli o szkodliwych substancjach w kosmetykach dla dzieci

Byłam dziś ze swoim synem w ośrodku zdrowia na szczepieniu. Pielęgniarka przed podaniem szczepionki MMR powiedziała, że jednym z objawów ubocznych, jaki może pojawić się u dziecka to wysypka nawet na całym ciele. Dodała też, że podczas wielu lat swojej pracy tylko raz to się dziecku zdarzyło i była to akurat jej wnuczka i że nie ma się czym przejmować, że wysypka mija samoistnie po upływie 24h.  

Przewidywalna wysypka nie należy raczej do sytuacji, którymi bym się za bardzo przejmowała. Natomiast zainteresował mnie (choć nie zaskoczył) kolejny wątek, jaki pociągnęła pielęgniarka. Dotyczył on dalej tematu wysypki. A oto słowa pielęgniarki: "Ale wie Pani, ja tu mówię o możliwej wysypce poszczepiennej, która praktycznie nigdy się nie pokazuje, a tu przed Wami było inne dziecko z wysypką na ciele po głupiej oliwce dla dzieci. Kto by pomyślał, że oliwka może uczulić!". Nie byłabym sobą, gdybym na te słowa nie odpowiedziała: "Oczywiście, że oliwka może uczulić! Szczególnie jeśli się spojrzy na jej skład". Mina pielęgniarki... bezcenna. ;-)

piątek, kwietnia 13, 2018

Nosidło mei tai - moje wybawienie

Nosidło mei tai - moje wybawienie

Dotychczas myślałam, że o chustach i nosidełkach do noszenia dzieci napisano już wszystko, co jest do napisania i że taki post na moim blogu jest po prostu zbyteczny (no i wcale nie taki pod prąd ;-) ). Moją opinię na ten temat zmienił jednak pewien "uroczy" komentarz, jaki usłyszałam pod swoim adresem będąc z dzieckiem w parku na spacerze. Mój syn był wtedy oczywiście w nosidełku. Komentarz wypowiedziała pewna kobieta siedząca na ławce, a brzmiał on następująco (uwaga! cytat): 


"To jest wygoda dla matki, a nie dla dziecka. Ci*a jedna".


Cóż za piękne słowa, nie uważacie? Czy rzeczywiście jestem ci*ą, bo używam nosidełka? Jak to jest z tymi chustami? Czy naprawdę jest to tylko wygoda dla matki (ojca/babci/dziadka/cioci/wujka/niani, itd)? Czy dziecko przez noszenie w chuście cierpi w jakikolwiek sposób? Czy może cierpią plecy dorosłego dźwigającego kilku(nasto)kilogramowy tobołek na swojej klatce piersiowej lub plecach? A może właśnie dziecku jest tak najwygodniej i rodzicowi przy okazji również? Już Wam odpowiadam. :-)

wtorek, kwietnia 03, 2018

Zdrobnienia i spieszczenia, czyli zdrobnionka i śpieściońka

Zdrobnienia i spieszczenia, czyli zdrobnionka i śpieściońka


Wcześniejsze wpisiki na blogusiu



"Pamiętacie mój wcześniejszy wpisek na bloguśku dotyczący spacerku z dzieciaczkiem? Dzisiejszy pościk to opisek mojej wczorajszej próbki wyjścia z dzieciątkiem na spacerek. Missionek impossiblek do kwadracika".

"Przyznam się, że mam pewien problemik z książeczkami dla najmłodszych dzieciaczków (czyli dla tych poniżej roczku), a taki wieczek ma w tym momenciku moje dzieciąteczko". 

"Na długo jeszcze zanim zaszłam w ciążunię przeczytałam, że ktoś wpadł na pomyślik napisania książeczkusi dla dzieciaczków na temat... kupeczki. Pomyślałam wtedy, że światek zwariował. Czasik mijał, zdziwionko pozostało". 

"Kiedy byłam w pierwszym trymestruniu ciążeczki i jeszcze nie znałam płećki dzieciąteczka, weszłam do jednego sklepiczku z używaną odzieżunią i zapytałam sprzedawczyniusi, gdzie znajdują się ubraneczka dla maleńkuśnych dziecinek. Chciałam zrobić taki wstępny rekonesansik. ;-) Sprzedawczyneczka zapytała się od raziku: "Ale to będzie dla chłopczusia, czy dla dziewczyneczki?".
Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger