czwartek, sierpnia 23, 2018

"Powiedz komuś!", czyli kompendium wiedzy o trudnych sprawach

Osoby, które śledzą mój blog z pewnością zauważyły, że jeśli chodzi o książki dla dzieci, preferuję pozycje nazwane przeze mnie - analogicznie do mojego bloga - "pod prąd", czyli te podejmujące trudniejsze tematy niż zwykłe książeczki dziecięce. Wszystkie dotychczasowe recenzje książek pod prąd możecie znaleźć pod tym linkiem

Książka, o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć, mimo swojej niewielkiej grubości, jest tak obszerna tematycznie, że będzie dla mnie nie lada wyzwaniem streścić ją w jednym poście. Choć przecież do odważnych świat należy, czyż nie? Wobec tego spróbuję. :-)





Książki tej raczej nie da się czytać od deski do deski. Jest to dość niestandardowa pozycja, która według mnie powinna być ni mniej ni więcej jak dopiero punktem wyjścia do rozmów na szereg poruszanych przez nią kwestii. Można jej używać zarówno w domu czytając ją naszym dzieciom, jak i w szkole podczas lekcji, co nota bene jest sugerowane na okładce książki. Widnieje tam adnotacja, że publikacja ta jest proponowaną lekturą w podręczniku dla klasy I z cyklu "Odkrywam siebie".

Dlatego też, biorąc pod uwagę niestandardowość zarówno tej książki, jak i mojego bloga, mimo że normalna recenzja powinna po prostu streszczać daną pozycję, ja streszczając ją, rozszerzę niektóre z fragmentów. ;-)


Książka "Powiedz komuś!" - Elżbieta Zubrzycka


O jakiej książce mówię? O "Powiedz komuś!" autorstwa Elżbiety Zubrzyckiej, a wydanej przez niedawno odkryte przeze mnie bardzo ciekawe wydawnictwo, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, z wieloma mądrymi książkami pod prąd na swoim koncie.

Zaciekawiła mnie już postać samej autorki wspomnianej pozycji - Elżbiety Zubrzyckiej. Okazało się, że jest ona założycielem Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego oraz, że powołała w tymże wydawnictwie dział GWP dla dzieci, w ramach którego wydawane są książki, które mają za zadanie pomagać rodzicom w wychowaniu, a dzieciom w rozwoju i pokonywaniu trudności. Co więcej, Elżbieta Zubrzycka stworzyła także program książkowy "Bezpieczne dziecko", mający na celu ochronę dzieci przed przemocą i wykorzystaniem seksualnym, więc, jak sami widzicie program niezmiernie istotny. Książka "Powiedz komuś!" jest jego częścią.

Jest to pozycja niewielkich rozmiarów. Ma raptem 50 stron i mało tekstu, ale, jak zaznaczyłam na samym początku, jest chyba najbardziej "naładowaną" jeśli chodzi o treść pozycją, z jaką miałam dotychczas do czynienia w literaturze dziecięcej. 

Książka podzielona jest na 4 główne działy:


1. Nasz świat jest bardzo ważny i trzeba go szanować.
2. Wszyscy ludzie są bardzo ważni i trzeba ich szanować.
3. Dzieci są bardzo ważne i trzeba dzieci szanować.
4. Twoje ciało jest bardzo ważne i wszyscy muszą je szanować.

To książka nie tylko dla dzieci.


Moja pierwsza myśl po przeczytaniu tej książki? Rany! Jeśliby dorośli stosowali się do tych zasad, to życie na Ziemi byłoby wspaniałe! Byłoby wręcz jakąś utopią! To powinna być książka również dedykowana dorosłym, książka dzięki której mogliby na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, dlaczego tak źle traktują środowisko naturalne, tych słabszych, mniejszych, czy też samych siebie. Niestety to są chyba tylko moje pobożne życzenia. Większości dorosłych nie da się już zmienić. Natomiast można zacząć starać się dobrze ukształtować nowe pokolenie, nasze dzieci. Możemy zarówno pokazywać im, jak traktować innych ludzi i zwierzęta oraz co robić, żeby one same były bezpieczne w tym nieperfekcyjnym (niestety) świecie, w jakim przyszło im żyć.

1. Nasz świat jest bardzo ważny i trzeba go szanować.


Z pierwszej części książki - dotyczącej środowiska - chciałabym się skupić na następujących tematach:

- nie wolno śmiecić




Cha! Ilu dorosłych o tym pamięta? Patrząc na zaśmiecone chodniki, czy też trawniki, raczej niewielu. I z roku na rok jest coraz gorzej. Może nawet nie przez to, że ludzie coraz bardziej śmiecą, tylko że każdy produkt coraz bardziej skrupulatnie jest opakowywany (zwykle plastikiem), więc tych śmieci też jest coraz więcej. Pamiętam akcję sprzątania osiedla jeszcze za czasów mojej podstawówki. Ile ogromnych worków śmieci zebraliśmy! Prawie 30 lat minęło (jak jeden dzień ;-) ), a ja to dalej pamiętam. Ogromne, ogromne ilości śmieci leżących na chodnikach i trawie.

Nigdy nie widziałam, żeby jakiś przechodzień podniósł śmieć z ziemi nie należący do niego. Jeden jedyny raz byłam tego świadkiem i pamiętam moje osłupienie, widząc, że ktoś podnosi nie swój śmieć i wyrzuca go do kosza. Zrobił to mój przyjaciel Belg i było to, jak możecie się domyślić, w Belgii. Po prostu podniósł szklaną butelkę leżącą na trawniku i zaniósł ją do najbliższego kosza, nota bene, podzielonego na części tak, aby śmieci mogły być odpowiednio segregowane. Widząc moje ewidentne zdziwienie, powiedział: "To jest również mój dom, więc chcę, by był czysty. Nie dziw się tak. Nie jestem jakimś odmieńcem. Tutaj większość ludzi by tak postąpiła. A co? W Polsce jest inaczej?". Wiecie, jak głupio mi się zrobiło? Przecież u nas tak się nie robi. Ba! Nawet ja, nigdy niewyrzucająca śmieci od tak na chodnik czy trawnik, raczej nie podnoszę z ziemi odpadków innych osób. Pod tym względem jesteśmy lata świetlni na Belgami...

Dlatego wydaje mi się niezmiernie istotne, aby kolejne pokolenie Polaków było świadome, że tak nie wolno robić, że śmiecąc niszczy się wspólną przestrzeń do życia, już i tak nieźle zmaltretowaną przez człowieka. Dobra edukacja od najmłodszych lat, wierzę w to mocno, może przynieść spore efekty. Warto rozmawiać o tym temacie z dziećmi oraz oczywiście dawać im dobry przykład.

- nie wolno wywozić śmieci do lasu




To jest chyba tak zwana oczywista oczywistość. Tak zawsze myślałam. Okazuje się jednak, że nią najwidoczniej nie jest, ponieważ z roku na rok w Polsce przybywa liczba "dzikich" wysypisk. Bardzo trudno jest kogoś ukarać za śmiecenie w lesie, bo trzeba by go złapać na gorącym uczynku, albo mieć świadków. Do tego wszystkiego, kary są śmiesznie niskie: od 50 do 500 złotych. Bardzo podoba mi się poniższy spot kampanii "Czyste lasy" podejmującej walkę z problemem dzikich wysypisk, choć smutno mi, że ten film nie dał ludziom do myślenia i nie przyniósł praktycznie żadnych rezultatów. :-(

Czyli jeszcze raz, mówmy o tym swoim dzieciom i bądźmy dla nich dobrym przykładem.


- nie wolno porzucać zwierząt




Porzucanie zwierząt jest ogromnym problemem nie tylko w Polsce. Przez 6 lat mieszkałam w Hiszpanii, kraju przodującym w niechlubnych statystykach Unii Europejskiej dotyczących porzucania czworonożnych pupili. Jeżeli interesuje Was więcej informacji na ten temat, zapraszam do lektury posta na temat porzucania zwierząt napisanego na moim wcześniejszym blogu Czarna Hiszpania.

Dlaczego ludzie porzucają zwierzęta? Niektórzy tłumaczą się kryzysem ekonomicznym, lub po prostu coraz trudniejszą osobistą sytuacją materialną, inni porzucają, bo im tak wygodniej, choćby przed wakacjami; jeszcze inni, bo na przykład dana rasa zwierzęcia nie jest już na topie, więc należałoby wymienić zwierzę na aktualniejszy model. Pewnie są też i tacy, którzy nie przemyśleli za dobrze zakupu lub adopcji, nie zdawali sobie sprawy (!), że zwierzę to nie maskotka i oprócz radości, jaką przynosi opieka nad nim, wymaga również czasu, cierpliwości i wysiłku. Są również osoby, które oddają zwierzęta, gdy te starzeją się i zaczynają chorować. Wiadomo - weterynarz nie jest za darmo. 

Co jeszcze prowokuje właścicieli czworonogów do porzucania zwierząt? Lęk (niepodparty żadnymi faktami), że po narodzinach dziecka zwierzę domowe będzie stwarzać dla malucha zagrożenie zdrowia lub życia. Przeczytajcie sobie choćby mój wcześniejszy wpis na ten temat: Noworodek i koty

Jeśli chodzi natomiast stricte o pozbywanie się kotów, to są one często porzucane przez swoich opiekunów z, jak się okazuje, całkowicie bezpodstawnego strachu przez zarażeniem się pierwotniakiem wywołującym toksoplazmozę. Obawiają się tego przede wszystkim kobiety w ciąży. O tym, dlaczego takie obawy nijak się mają do faktów medycznych, pisałam już wcześniej na blogu w poście Koty, ciąża i toksoplazmoza

Do jakiego wniosku dochodzę po przeanalizowaniu głównych przyczyn porzucania zwierząt? Wydaje mi się, że po prostu takim ludziom nie zależy na swoich czworonogach, że są egoistami, że zwierzaki traktowali jak zabawki, które, kiedy się zaczęły psuć, lub sprawiać problemy, zostały wyrzucone jak śmieci. 

Dwa lata temu powstała bardzo wizualna kampania "XI. Nie porzucaj", zorganizowana przez akcję Karmimy Psiaki. Na mnie osobiście wywarła tak wielkie wrażenie, że do dziś o niej nie zapomniałam. Może nie nadaje się do oglądania dla małych dzieci, bo jest dość drastyczna, ale jest szansa, że jej przekaz zdoła dotrzeć do niejednego dorosłego. Zresztą zobaczcie sami.






Co zrobić, aby skończyć z tak haniebnymi ludzkimi czynami? Trzeba nauczyć nowe pokolenie, że zwierzętom należy się szacunek, miłość i oddanie, że są to istoty żywe, które czują, a więc i cierpią, tak jak zranieni, odtrąceni i porzuceni ludzie.


2. Wszyscy ludzie są bardzo ważni i trzeba ich szanować.


Z drugiej części książki - dotyczącej ludzi - chciałabym się skupić na następujących tematach:

- nie wolno plotkować ani mówić nieprawdy o innych



No cóż. Niech podniesie rękę ten, kto nigdy o nikim nie plotkował. Chyba nie da się znaleźć takiej osoby, prawda? Niby wiemy, że jest to złe, a jednak często nie możemy się powstrzymać przed niby takimi "niewinnymi" ploteczkami. Warto jednak pamiętać, że bardzo często, nawet jeśli nie mamy złych intencji, plotki mogą zacząć żyć swoim życiem i w efekcie zaszkodzić obgadywanej osobie. Co więcej, nie wiem, jak Wy, ale ja, kiedy usłyszę, że ktoś bardzo plotkuje, nie za bardzo będę w stanie takiej osobie zaufać. No bo jaką mam gwarancję, że i o mnie nie zacznie plotkować na prawo i lewo?

Warto powtarzać dzieciom, jak szkodliwe jest obgadywanie innych i ile może przynieść takiej osobie cierpienia. Można też podać pomysł na dosadne odpowiedzenie osobie plotkującej, choćby tak, jak sugeruje to poniżej Mała Mi. ;-)


- nie wolno patrzeć i nic nie robić, kiedy ktoś kogoś krzywdzi




Niby każdy z nas to wie, ale jednak coraz częściej mówi się o patrzeniu jedynie na czubek swojego nosa (ewentualnie swojego i swojej rodziny) oraz o tak zwanej znieczulicy społecznej. Słyszy się o pobiciach w centrach miast w biały dzień, o tym, że nikt nie zareagował, o omdleniach na ulicy i też braku reakcji przechodniów. Skąd to się bierze? Czy chcemy, aby świat szedł w tym kierunku? Czy świadomość, że jeśli nas ktoś zaatakuje na ruchliwej ulicy, najprawdopodobniej nikt nam nie pomoże jest taka fajna, że i my odwracamy wzrok, kiedy ktoś komuś wyrządza krzywdę? 

Uczmy dzieci, żeby reagować, ale żeby reagować z zachowaniem podstawowych zasad bezpieczeństwa. Uczmy też dzieci swoim przykładem. Bądźmy obywatelami wrażliwymi na krzywdę innych.

- nie wolno wybiegać na ulicę




Jakże logiczne, prawda? Wydaje się, że każde dziecko to wie. Powinien wiedzieć to też w takim razie każdy dorosły. A patrząc codziennie na polskie ulice, można dojść do zupełnie odmiennych wniosków. Mało kto przechodzi uważnie przez jezdnię, są też i tacy, co na nią wybiegają. To, czego byliśmy uczeni jako dzieci, czyli "patrz w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo" wpadło chyba do jakiejś czarnej dziury w naszej pamięci. Dlaczego nie wolno wybiegać na ulicę chyba każdy wie. 

Dodam jeszcze, że nie tylko nie wolno wbiegać, ale również wchodzić, jeśli nie sprawdziło się, czy nie nadjeżdża jakiś pojazd. Obecnie dużym problemem jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drogach wydaje się być... technologia. Telefony komórkowe używane zarówno przez pieszych (nawet kiedy przechodzą przez pasy), jak i osoby prowadzące pojazdy oraz słuchawki, przez które leci odcinająca nas trochę od świata zewnętrznego muzyka, jakkolwiek by nie była piękna, mogą w takiej sytuacji okazać się nawet śmiertelne. 

Chyba ze wszystkich dotychczasowych kampanii dotyczących bezpieczeństwa pieszych na drogach najbardziej zapadła mi w pamięć ta wklejona przeze mnie poniżej. Jest to aktualna kampania MPK Kraków pod tytułem "Weźże uważaj!". Zobaczcie sami. Uwaga, mimo że jest to tylko animacja, jest dość drastyczna.



Czyli innymi słowy powtarzajmy dzieciom, jak istotna jest uwaga podczas przechodzenia przez jezdnię i, ponownie, bądźmy dla nich wzorowym przykładem w tej kwestii.

3. Dzieci są bardzo ważne i trzeba dzieci szanować.


Z trzeciej części książki - dotyczącej dzieci - chciałabym się skupić na następujących tematach:

- nie wolno obrażać, wyzywać ani wyśmiewać się z dzieci



Oprócz przemocy fizycznej, o której pisałam niedawno na blogu, istnieje także równie niebezpieczna przemoc psychiczna. Jeśli chodzi o relację rodzic - dziecko, jest to, wydaje mi się najczęstszy rodzaj przemocy, z której czasami rodzice nawet nie zdają sobie sprawy. Nazywanie dziecka debilem, ciamajdą, nieznośnym; mówienie dziecku, że nigdy niczego nie osiągnie, że do niczego się nie nadaje; opowiadanie w miejscach publicznych innym osobom, że nasze dziecko wcale nie jest takim aniołkiem, lecz bardziej diabłem wcielonym. Chyba każdy z nas albo był świadkiem tego typu zdarzenia, albo sam coś podobnego wypowiedział pod adresem dziecka, kiedy był już całkowicie wykończony. 

Jest taka jedna kampania dotycząca przemocy psychicznej rodzica nad dzieckiem, która utkwiła mi w pamięci. Oglądnijcie ją. Naprawdę warto. Oto, jaka jest jej treść:

"Jest już dorosły. Czeka na ważną rozmowę. Dlaczego brak mu pewności siebie? Może jako dziecko uwierzył we wszystko co usłyszał od Ciebie, k
iedy potrzebował Twojej akceptacji? /"Zabierz te bazgroły, nie mam czasu teraz!"/. Gdy bardzo się starał, ale mu nie wychodziło. /"Co się tak guzdrzesz? Pospiesz się niezdaro!"/. Kiedy jedzenie znów okazało się świetną zabawą. /"Znowu się upaprałeś? Przez Ciebie tylko piorę i piorę"/. Dokładnie w tej jednej chwili doświadcza tego, w jaki sposób jego pewność siebie i wiara we własne możliwości były budowane przez lata. /Nic z Ciebie nie będzie!/. 

Przemoc emocjonalną stosujemy wszyscy. /"Zawsze wiedziałam, że jesteś zdolny!"/. Często zupełnie nieświadomie. To pozornie niewinne żarty, mimochodem wypowiedziane słowa. /"Spokojnie, kochanie. Pomogę Ci"/. Wystarczy chwila słabości, gorszy dzień, czasem bezsilność. Tylko świadomi rodzice wiedzą, że każde ich słowo i zachowanie potrafi zmienić życie. /"Jadłeś budyń? Budyń jadł Ciebie?..."/. /I tak w Ciebie wierzę!/. 

Kiedyś Twoje dziecko rozwinie skrzydła. Od Ciebie zależy, czy będzie latać. 



Przeczytałam też niedawno bardzo mądre zdanie: "To nie jest tak, że Twoje dziecko sprawia Ci kłopot, tylko po prostu ono ma kłopot". 



Pamiętajmy o tym, kontrolujmy się oraz często mówmy też swoim dzieciom, że nie wolno ich obrażać, wyzywać ani wyśmiewać.

- nie wolno kazać dzieciom milczeć, kiedy dzieje im się krzywda




Dzieci muszą być tego świadome! Powtarzajmy im to jak najczęściej! Nawet jak jakąś mantrę. Nigdy nie wiemy przecież, kogo spotkają na swoje drodze. Ktoś może ich skrzywdzić. Może to być kolega w szkole, który bije albo okrada z kieszonkowego nasze dziecko, może to być sąsiad, który ma niecne intencje wobec naszego syna lub córki. Jeśli nasze dziecko czuje, że ktoś je źle traktuje, musi wiedzieć, że zawsze może na nas liczyć i że powinno nas o tym poinformować.

- nie wolno wmawiać dzieciom, że rodzice przestaną je kochać



Cha! Kolejny rodzynek z przestrzeni publicznej. Ile razy ja już to słyszałam! Czasem mówi to sam rodzic, czasem przypadkowo napotkana osoba. "Jeśli nie będziesz grzeczny, to rodzice przestaną Cię kochać". Jeśli będziesz tyle płakać, to nikt nie będzie Cię chciał". Ja sama, kiedy byłam mała, usłyszałam, że jak mi się nie podoba, to mogę się zgłosić do adopcji. Może jacyś inny rodzice będą mnie chcieli. Pamiętam, jak strasznie się wtedy czułam. Wiele lat minęło, ale dalej pamiętam, jakby to było wczoraj. 

Rodzice i ogólnie dorośli chyba czasem nie zdają sobie sprawy, jak wielką moc mają wypowiadane przez nich słowa. Dziecko powinno czuć się przy nas bezpiecznie. Nie mówmy mu więc takich strasznych rzeczy! Burzymy wtedy jego poczucie bezpieczeństwa i warunkujemy naszą miłość. Dziecko może wyciągnąć wniosek, że rodzice go będą kochać tylko i wyłącznie, kiedy będzie ciche i nie będzie okazywać wszystkich emocji. Może dojść do wniosku, że zachowując się inaczej, nie będzie już dla nas ważne, albo po prostu zostanie oddany do domu dziecka. 

A miłość rodzica do dziecka powinna być przecież bezwarunkowa. Pamiętajmy o tym, jako rodzice i przypominajmy to naszych dzieciom.

4. Twoje ciało jest bardzo ważne i wszyscy muszą je szanować.


Z czwartej części książki - dotyczącej ciała - chciałabym się skupić na następujących tematach:

- nie wolno szczypać ani bić dzieci



O biciu dzieci już pisałam. Natomiast tym razem chciałabym dodać jeszcze słów kilka na temat szczypania. Zacytuję tym razem Panią Agnieszkę Graff, która w swojej książce "Matka feministka" napisała chyba wszystko, co można napisać na temat "radosnego" szczypania dzieci przez dorosłych:


"Szczyp polski tradycyjny. Co to takiego? Szczęśliwy, kto nie wie. Szczyp, czyli rytualne szczypanie dzieci przez dorosłych, był zmorą mojego dzieciństwa. Szczypano zwykle w policzek, mówiąc przy tym "puci, puci", "ho, ho, ho" albo "rośniemy, rośniemy". Szczyp zajmował dziwne miejsce wśród gestów - gdzieś między przemocą a czułością. Dorośli uważali go za czułość, zaś dzieci wiedziały, że to przemoc, ale nie miały jak tej wiedzy dorosłym przekazać, bo nikt ich o zdanie nie pytał. Szczypy należało znosić z uśmiechem, inaczej uchodziło się za dziecko "bezczelne" lub "nadąsane". (...) Szczyp następował znienacka, często w ramach obowiązkowych powitań i pożegnań. Bolał jak jasny gwint. Po wykonaniu szczypa zadowolony z siebie dorosły oddalał się do swoich dorosłych spraw, a upokorzona szczypem ofiara zostawała z poczuciem obrzydzenia [i] wstydu. [...] 

Szczyp to część większej całości, która polega z grubsza na tym, że dzieci traktuje się jak własność, kłopotliwą inwestycję na starość. Tradycyjna wersja relacji dorosły - dziecko to relacja władzy całkiem wypłukana z szacunku. Przykazanie wszak mówi: "Czcij ojca swego i matkę swoją" - czcij, a nie szanuj. O szacunku do dziecka w ogóle nie ma mowy".

Powtarzajmy swoim dzieciom, że istnieją granice nietykalności cielesnej i, że nie wolno ich dotykać, szczypać, czy też całować, kiedy one tego nie chcą. Jeśli nasze dzieci będą tego świadome, będą miały po pierwsze przyjemniejsze dzieciństwo, a po drugie, będą znać granice swojej cielesności, co przyda im się w ich dorosłym życiu, i nie będą na przykład wykorzystywane seksualnie, bo "partner tak chciał".

- nie wolno dotykać dzieci między nóżkami




Dzieci powinny o tym wiedzieć już od najmłodszych lat. Powinny też wiedzieć, że jeśli coś takiego im się przydarzy, muszą o tym jak najszybciej powiedzieć rodzicowi, albo np. nauczycielowi w szkole, jeśli to ich rodzic ich w ten sposób skrzywdził. 

Wiem, że jest to temat niezmiernie ważny i poważny, ale nie mogłam się powstrzymać przed wklejeniem tego krótkiego filmiku w tonie komicznym pochodzącym z mojego ukochanego serialu "Przyjaciele". Dotyczy on właśnie kwestii dotykania okolic intymnych. 




CHANDLER: Ty, pieszczoch. Możemy pogadać? Twój krawiec to bardzo niegrzeczny pan!
JOEY: Franki? O czym ty mówisz ???
ROSS: Hey, co jest ???
CHANDLER: Krawiec Joego...wykorzystał mnie!
ROSS: Co ???
JOEY: Niemożliwe. Chodziłem do tego faceta przez 12 lat.
CHANDLER: Powiedział, że będzie mi robił szef, pojechał ręką do góry a potem...!
ROSS: co ???
CHANDLER: Dotykał mnie!
JOEY: No bo tak właśnie robią spodnie! Pierw jadą do góry jedną stroną, przerzucają, a potem robią tył. Co ? Ross, Ross mógłbyś mu powiedzieć, że tak właśnie robią spodnie ???
ROSS: Tak, tak dokładnie. W WIĘZIENIU! Co się z tobą dzieje ???
JOEY: Co ??? Nie ??? O mój Boże.

- nie wolno całować ani przytulać dzieci, kiedy nie mają na to ochoty



Temat niejako powiązany z tym dotyczącym szczypania dzieci. Całowanie na siłę, albo wmawianie dzieciom, że jeśli kogoś nie pocałują, to ta osoba będzie smutna, albo przestanie je kochać jest po prostu niedopuszczalne. Dzieci mogą nie chcieć kogoś pocałować, nawet jeśli to będzie najbliższa osoba, i mają do tego prawo. Dzieci muszą o tym wiedzieć, a dorośli muszą to respektować. Dziecko nie jest jakąś kukiełką, tylko człowiekiem i trzeba szanować jego decyzje i stawiane przez niego granice. 

Obecnie mam problem ze swoją teściową, która absolutnie nie rozumie, że nie można dziecka całować na siłę. Owszem, mieszka daleko od wnuka i bardzo rzadko go widzi, ale całowanie go na siłę nawet kiedy dziecko płacze, bo tego nie chce, jest niedopuszczalne nawet dla najwspanialszej babci na świecie. Co może nam, rodzicom pomóc, w przekazywaniu tej informacji innym dorosłym? Jeśli nasze słowa nie zadziałają, to może pomocna będzie na przykład taka koszulka? ;-)

źródło: https://koszulove.com/
Jak sami widzicie, tematyka książki "Powiedz komuś!" jest niezmiernie obszerna. Wymienione przeze mnie punkty to tylko maleńki ułamek wszystkich podjętych w tej książeczce tematów. Mam nadzieję, że po mojej recenzji nie muszę nikogo przekonywać do jej zakupu, tym bardziej, że ceny rozpoczynają się już od 14 złotych. Sami zobaczcie.

Czy umiecie rozmawiać z Waszymi dziećmi na trudne tematy? Czy są jakieś inne książki, które Wam w tym pomagają? A może znaliście już "Powiedz komuś!"? Bardzo chętnie poznam Wasze odpowiedzi na te pytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger