piątek, listopada 08, 2019

Macierzyństwo bez ściemy #2 wywiad z Katarzyną Wierzbicką, autorką bloga Madka roku

Macierzyństwo bez ściemy #2 wywiad z Katarzyną Wierzbicką, autorką bloga Madka roku
Dziś zapraszam Was na kolejny wywiad z cyklu "Macierzyństwo bez ściemy". Przypominam, że są to wywiady na wskroś realistyczne. Żadna z mam, która zgodzi się odpowiedzieć na moje pytania, nie będzie mogła owijać w bawełnę. Ma mówić prawdę i tylko prawdę, i pod żadnym pozorem nie może idealizować. Różowym i słodziutkim instamamuśkom mówię kategoryczne NIE! 😉


Katarzyna Wierzbicka


Drugą odważną mamą, która podjęła się wyzwania jest Katarzyna Wierzbicka.
Z wykształcenia bibliotekarka, z doświadczenia księgarka, z teraźniejszego zawodu nauczycielka przedszkola, a w marzeniach - pisarka. Mama trójki dzieci. Uwielbia książki fantasy – choć ma zdecydowanie za mało czasu na czytanie. Kocha musicale i podróże. Prowadzi blog Madka roku. Wygrała konkurs Piórko 2019 na bajkę dla dzieci i książeczka jej autorstwa pod tytułem "O królewiczu, który się odważył" będzie dostępna od 18 listopada w sklepach sieci Biedronka.


1. Czym macierzyństwo w realu różni się od tego na Instagramie? 


No cóż, najbardziej tym, że w realu widuję swoje dzieci, natomiast konto instagramowe staram się prowadzić tak, aby nie pokazywać ich twarzy. Ustaliliśmy z mężem, że dzieci mają prawo do prywatności, a matka, nawet blogerko-instagramerka, nie może im tego zabierać bez ich zgody. Wrzucam zatem zdjęcia książek wartych polecenia, dzieł plastycznych mojego uzdolnionego potomstwa i widoczki z fajnych miejsc, w których byliśmy. Czasem kubki z kawą. Ponoć kawa zbiera zwykle dużo lajków, no to co mi szkodzi. 😉 Nie dokumentuję natomiast moich kłótni z dziećmi, momentów, kiedy tracę panowanie nad sobą i wydzieram się jak opętana, historii spóźnień do pracy z powodu oporu Tuptusia przed założeniem kurteczki czy ilości zjadanych w sekrecie przed dziećmi cukierków. 

2. Co najbardziej Cię zszokowało na początku Twojego macierzyństwa? Czego się w ogóle nie spodziewałaś? 

Oj, mnóstwo rzeczy! Ja w ogóle przez jakiś czas chodziłam cała zszokowana. Pierwsze, co było dla mnie zaskoczeniem, to ogrom miłości, który mnie całą zalał, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam czerwoną, wykrzywioną od płaczu i pomarszczoną twarz mojej córeczki. To było jak porażenie prądem elektrycznym. Cały mój świat zrobił kilka fikołków i okręcił się wokół tego małego, drącego się wniebogłosy brzydactwa. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się, że to będzie aż tak silne i wszechogarniające uczucie. Ja jestem z natury pesymistką. W pierwszej ciąży jednym z moich strachów była myśl: "A co, jeśli nie pokocham tego dziecka? Po prostu tego nie poczuję?" Wiedziałam, oczywiście, że będę się córką opiekować itp., ale gdzieś w środku bałam się, że nie włączy mi się ta prawdziwa osławiona macierzyńska miłość i instynkt, a ona będzie to odbierała i czuła się pokrzywdzona. Na szczęście moje obawy kompletnie się nie sprawdziły. 

Drugie zaskoczenie, to fakt, że noworodki nie są tak kruche, jak mi się wydawało, i że da się im włożyć body przez głowę bez urywania szyjki. 

Trzecie zdziwienie, tylko tym razem na minus, to to, że bunt dwulatka właściwie nigdy się nie kończy. Nawet jak dziecko ma już 7 lat. 

Czwarty szok, to taki, że jest duża różnica organizacji czasu między rodziną z dwójką dzieci, a taką z trójką i więcej. Jak dorwę tego, kto mi trzy lata temu wmówił "ee tam, przy trójce to już bez znaczenia, sami się sobą zajmują i jakoś leci do osiemnastki", to... no właśnie nie wiem co. Pewnie go najpierw uduszę, a potem uściskam. Bo wiedząc to, co wiem teraz, jak ogromnie trudno jest zorganizować równocześnie rozrywkę i zajęcia dodatkowe dla trójki dzieci w różnym wieku, jak pogodzić potrzeby całej trójki, by każdy z nich miał na wyłączność mamę tu i teraz, jak koszmarne bywają poranki, kiedy trzeba skompletować trzy pary rękawiczek, łagodząc równocześnie kłótnię o to, kto ma pierwszy iść do łazienki, to pewnie ciężko mi byłoby się zdecydować na trzecią ciążę. A tak weszłam w nią nieświadoma wszelkich problemów, jakie się z tym będą wiązały, m.in. faktu, że stracę pracę, bo mój szef uzna, że wielodzietna kobieta jest skończona na rynku pracy. I wiecie co? Nie żałuję tej decyzji. Jest cudownie. Może manikiurzystkę to ostatni raz widziałam w telewizji, zapomniałam, jak smakuje posiłek zjedzony na ciepło i kompletnie nie mam czasu na czytanie, ale z każdym posiadanym dzieckiem jestem coraz to szczęśliwsza. Może bardziej sfrustrowana, zabiegana i zmęczona, ale przy tym szczęśliwsza. Ma to jakiś sens?... 

3. Kiedy zostałaś mamą, jakie pytania lub oklepane stwierdzenia najbardziej Cię denerwowały? 

Najbardziej zdenerwowało mnie stwierdzenie pediatry na oddziale położniczym, że skoro na buzi mojej córki widnieją pryszcze, to z pewnością ma alergie i nie wolno mi jeść nic oprócz suchych kajzerek, gotowanego kurczaka i marchewki. I ja w to w dodatku uwierzyłam i wkręciłam się na 3 miesiące! Potem przez rok nie mogłam patrzeć na kurczaka i kajzerki.


4. Co myślisz, kiedy słyszysz, jak niektóre mamy twierdzą, że posiadanie dzieci niczego im w życiu nie utrudnia, ani niczego w ich życiu nie zmienia? 

Dziwię się. Bardzo się dziwię. I zastanawiam, jak to możliwe. Przecież urodzenie dziecka oznacza przyjęcie na siebie dużej odpowiedzialności i opiekę 24 godziny na dobę nad kimś absolutnie bezradnym, potrzebującym i wymagającym czasowo. Jakim cudem tyle nowych obowiązków może absolutnie nic w życiu nie zmienić? Ale może te mamy są super zorganizowane, może odpadły im po urodzeniu dziecka jakieś inne zadania, nie wiem... Mogę mówić tylko za siebie. Każde kolejne dziecko w naszej rodzinie kompletnie stawiało przez jakiś czas wszystko na głowie. 

Może w tych stwierdzeniach chodzi o to, że matka ma prawo po narodzinach dziecka nadal się rozwijać i realizować oraz mieć czas dla siebie. Z tym się zgadzam. Na pewno ma prawo. A czy zawsze i dla każdej kobiety jest to wykonalne? Każda z nas jest inna, są różne modele macierzyństwa. Ważne, aby się nie oceniać. Jedna z nas może liczyć na pomoc męża czy rodziny i dzięki temu świetnie łączyć pracę zawodową z posiadaniem dzieci, nawet w dużej ilości. Inna może być takiego wsparcia pozbawiona i zwyczajnie nie dawać sobie rady. Dzieci też są różne, jedne mniej, a drugie bardziej wymagające. Należy o tym pamiętać, i dlatego, jeśli akurat jesteśmy szczęściarami, którym wychowywanie i opieka nad małymi dziećmi kompletnie nie przeszkadza w realizowaniu własnych potrzeb i planów, to nie przypinajmy łatki "niezorganizowanych" i "leniwych" tym, którym to wszystko słabiej wychodzi. 

5. Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że wśród kobiet panuje zmowa milczenia i niektóre tematy nie są poruszane, aż do momentu, kiedy staniesz się mamą? 

Mnie się wydaje, że niektóre tematy nie są poruszane nawet wśród matek... Rzadko kiedy która ma odwagę przyznać się, że nie radzi sobie z dziećmi czy że jej metody wychowawcze nie działają.

Tematem absolutnie tabu jest kwestia przemocy w rodzinie. Matki nie opowiadają o tym, że na przykład zdarzyło im się stracić panowanie nad sobą i szarpnęły dziecko czy dały mu klapsa. Jest, i bardzo słusznie, coraz większy brak społecznego przyzwolenia na jakąkolwiek formę przemocy wobec dzieci. To właściwy kierunek, sprawia jednak, że rodzice odczuwają tak duży wstyd i poczucie winy, jeśli zdarzy im się niewłaściwe zachowanie wobec dziecka - nie mówię, oczywiście, o znęcaniu się i karaniu biciem, ale o tym "odrobinę" za mocnym włożeniu kurteczki, trochę zbyt silnym przytrzymaniu za rękę, przyciągnięciu do siebie, krzyku czy powiedzenia dziecku czegoś, czego się potem żałuje - że nie potrafią o tym porozmawiać ani poszukać pomocy u specjalistów.

W dzisiejszym świecie oczekiwania wobec rodziców są bardzo duże i to wywołuje frustrację. Musimy być idealnymi rodzicami, zawsze cierpliwymi, pełnymi wyrozumiałości i czułości. Kiedy jakiejś kobiecie to nie do końca wychodzi, zazwyczaj jest z tym sama. To nie są tematy, z których się zwierzamy przy herbatce, bo boimy się, że zostaniemy uznane za beznadziejne, złe matki.

Nie przyznajemy się także, do innych ani sami przed sobą, kiedy dziecko nas rozczarowuje. Kiedy nie radzimy sobie z jego zachowaniami czy agresją. To też oczekiwanie dzisiejszych czasów, że dziecko trzeba kochać bezwarunkowo. I tak, z pewnością taki jest ideał, tak powinno być. Tylko że życie rzadko bywa idealne. Dzieci nas czasem wkurzają, czasem wyrastają na osoby, z którymi nie bardzo potrafimy się dogadać, czasem widzimy w nich cechy, których nie lubimy u siebie. Ale też trudno o tym porozmawiać. Macierzyństwo w odbiorze społecznym jest takie czarno-białe - albo jesteś super matką, albo beznadziejną madką. Nic ze środkowych odcieni. Wszystkie boimy się zaszufladkowania jako te nieudane, kiepskie rodzicielki, więc nie opowiadamy o swoich matczynych porażkach. 

6. Co najbardziej zmieniło się w Twoich codziennych zwyczajach, kiedy urodziło się Twoje dziecko? 

Przestałam się na co dzień malować i przestałam tyle czytać co dawniej. Poza książeczkami dla dzieci. 

7. Odkąd zostałaś mamą, czy czegoś Ci w życiu brakuje? 

Czytania książek. I czasu na pisanie swoich. Od 2 miesięcy siedzi we mnie pomysł na historię. Wręcz widzę bohaterów i niektóre sceny. I cóż z tego, jeśli najczęściej w tygodniu mam chwilę dla siebie dopiero około 22, kiedy już jestem tak wypluta intelektualnie i emocjonalnie, że nie jestem w stanie nawet napisać "Ala ma kota". Gdybym miała jakimś cudem codziennie godzinę lub półtorej przed komputerem, to byłabym w pełni szczęśliwa. Robienie makijażu mogłabym spokojnie odżałować.

źródło: https://zabawkator.pl/

8. Czy bywają takie dni, że nie chcesz już być mamą? Jak sobie wtedy radzisz? 

Po tym wszystkim, co napisałam wcześniej, pewnie zabrzmi to jak kłamstwo, ale nie, nie mam takiego dnia, kiedy nie chciałabym być mamą. Mam za to wiele dni, kiedy czuję się beznadziejną matką. Mam momenty, kiedy nie przepadam za moimi dziećmi czy kiedy strasznie mnie złoszczą. Ale nie przestaję ich kochać. Ta miłość jest we mnie wprasowana, wpisana, zakodowana na stałe. W mózg, serce, tkanki. Nie wyobrażam sobie życia bez moich dzieci i mój największy lęk to taki, że mogłabym je (tfu, tfu) stracić. Może to syndrom sztokholmski 😉

9. Bez czego lub kogo byś zwariowała? 

Bez mojej rodziny. I kawy. Choć ostatnio coraz mniej na mnie działa. Jako blogerka jestem też uzależniona od Internetu. Ale zdarzały mi się momenty, kiedy byłam od niego odcięta, i jakoś nie straciłam zdrowych zmysłów. Prawda? 


Żeby nie było aż tak mrocznie, odpowiedz, proszę jeszcze na jedno pytanie: 

10. Co dotychczas najwspanialszego zdarzyło Ci się w macierzyństwie? 

Dzieci. Dzieci mi się zdarzyły i zdarzają każdego dnia. Ich rozespane buzie co rano. Zapach włosów po kąpieli. Lepkie rączki obejmujące mocno moją szyję. Słodki ciężar w ramionach i bicie serca tuż przy moim. Maleńkie nóżki, pulchne, do zacałowania, które potem zmieniają się w kościste, podrapane kolanka, równie rozczulające. Dźwięk ich śmiechu, kiedy się wygłupiam, by ich rozbawić - szczery, słodki, zmieniający świat na lepsze. Odkrywanie razem i z nimi i ich oczami, jak fascynujące są krople deszczu na szybie, pies merdający ogonem, fale uderzające o brzeg. Obserwowanie, jak rosną, zmieniają się, poznają świat. 

Każdy dzień z dziećmi jest przygodą. Czasem na pograniczu horroru, ale nie oddałabym tego za nic.

te rączki dzieci odkrywające świat - źródło: Instagram Madki roku


Dziękuję Ci, Kasiu, za poświęcony czas i wspaniałe, szczere odpowiedzi. ❤️


Dotychczas na blogu pojawił się jeszcze jeden wywiad z cyklu "Macierzyństwo bez ściemy". Serdecznie zapraszam Was do jego lektury 😊

wywiad z Martyną Pawłowską-Dymek



Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB

- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram
Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger