Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania koty, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania koty, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, września 15, 2017

Koty, ciąża i... toksoplazmoza

Koty, ciąża i... toksoplazmoza

Pierwsze koty za płoty... czyli koty, ciąża i... toksoplazmoza.

Dzisiejszy post będzie wyjątkowo bliski mojemu sercu. Dlaczego? Bo kocham koty! Ci, którzy mnie znają, mogą potwierdzić. Jestem kociarą. ;-) Aktualnie w domu mam aż trzy mruczki. =^..^=.

koty a ciąża
od lewej: Anakin, Luke i Leia

Kiedy byłam w ciąży, co najmniej kilka razy usłyszałam, że... koty są niebezpieczne dla ciężarnych (!). Oczywiście takie stwierdzenie jest NIEPRAWDĄ! Co więcej, tego typu myślenie przyczynia się niestety do częstego porzucania kotów, kiedy ich właścicielka dowiaduje się, że zostanie mamą. Według mnie tego typu zachowanie jest nieodpowiedzialne, a porzucanie zwierząt, bo jest się w ciąży, jest po prostu wymówką i pewnie od jakiegoś czasu chciało się już pozbyć zwierzaka, ale nie miało się odpowiedniego wytłumaczenia przed światem, dlaczego się to robi, a nie chciało się być posądzonym o to, że jest się nieludzkim. No i nagle nadarzyła się idealna sposobność, żeby pozbyć się czworonożnego darmozjada. Ciąża! No przecież nikt nie będzie kobiety krytykować w takiej sytuacji. Dba się przecież o dobro dziecka, które niedługo przyjdzie na świat. Otóż nie do końca nikt nie będzie krytykować, bo ja mam właśnie taki zamiar. ;-)

środa, kwietnia 25, 2018

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!

Pewnego dnia buszując po Internecie natknęłam się na niesamowitą książkę pod tytułem "Alya i trzy koty". Jest to historia pisana z punktu widzenia kotów na temat dziwnego wydarzenia, jakie niedawno miało miejsce w ich domu. Chodzi o pojawienie się czegoś nowego, małego i płaczącego, czegoś, co po dłuższej analizie okazuje się być nie czymś, lecz kimś - a dokładniej - niemowlęciem. Patrzyłam na tę książkę i patrzyłam, i nie wierzyłam własnym oczom. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że to MOJE KOTY napisały tę książkę (!). Było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności. ;-) Zanim zdradzę Wam podobieństwa w fabule książki do tego, co przez ostatnie półtora roku przeżyły moje koty, opowiem Wam najpierw pokrótce o wspomnianej książce. 

poniedziałek, kwietnia 30, 2018

Sebastian i trzy koty

Sebastian i trzy koty

NIEMOWLĘ I KOTY


Może pamiętacie, że jakiś czas temu napisałam post na temat kotów i toksoplazmozy. Kocham koty i bardzo mnie boli, kiedy słyszę, jak często są one porzucane... bo ciąża, bo dziecko. Jak pewnie pamiętacie, w domu mamy trzy koty, w tym jednego zaadoptowaliśmy, kiedy byłam w ciąży. Część z Was pewnie wzniesie oczy do nieba. Jaka ta Mama pod prąd nieodpowiedzialna! Nie zgodzę się z tymi osobami. Naprawdę trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby zarazić się toksoplazmozą od domowych kotów i to na dodatek jeszcze takich nie wychodzących. Poczytajcie sobie zresztą wspomniany artykuł, który napisałam o kotach i całej tej strasznej toksoplazmozie. ;-) Jestem jak najbardziej odpowiedzialna, a moje dziecko urodziło się zdrowe. Koty też mają się dobrze. :-) 

poniedziałek, lutego 04, 2019

NIE-zwykłe bajki o kotach

NIE-zwykłe bajki o kotach

Ci z Was, którzy śledzą mój blog, wiedzą, że wśród zwierząt specjalnymi uczuciami darzę przede wszystkim koty. Oprócz zwierząt uwielbiam też książki. Przede wszystkim te mądre, mniej znane i poruszające nawet najtrudniejszą tematykę. No ale - pomyślicie sobie - jak się mają koty do książek? A tak, że również uwielbiam czytać książki o kotach. 😉


Dwie wspaniałe książki o kotach




Dziś postanowiłam opisać Wam dwie na pierwszy rzut oka zwyczajne książeczki dla dzieci, które jednak, jak się okazuje, przekazują bardzo głębokie treści. Pierwsza z nich to „Kotek, który merdał ogonem” autorstwa Gerarda Moncomble’a, a druga „Przepraszam, czy jesteś czarownicą?” autorstwa Emily Horn. Obydwie zilustrowane zostały przez Pawła Pawlaka, a opublikowane - przez wydawnictwo Muchomor.

1. „Kotek, który merdał ogonem”


„Kotek, który merdał ogonem” to przepiękna opowieść o odważnym kotku, którego największym marzeniem było móc chodzić do szkoły. Niestety szkoła była przeznaczona tylko i wyłącznie dla psów.

Wykluczenie w nauce


Czytając tę książkę nie mogłam przestać myśleć o przeszłości, o czasy, kiedy kobietom nie pozwalano studiować. Dziś nam to trudno sobie wyobrazić, ale przecież uniwersytety zaczęły otwierać się na kobiety dopiero w drugiej połowie XIX wieku! Kolejnym skojarzeniem, jakie mi się nasunęło podczas lektury tej pozycji to segregacja uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych na te dla osób białoskórych i te dla osób czarnoskórych. Aż nie chce się wierzyć, kiedy się słyszy, że dopiero w 1890 roku pierwszy czarnoskóry student ukończył uniwersytet „dla białych”, oraz że do lat 60 XX wieku osoby czarnoskóre były w znaczniej mniejszości na uniwersytetach! A jednak…

Nienawiść, bez powodu


Już od pierwszej strony książki czytamy słowa, które dają do myślenia: 

Psot i Kleks mieszkają obok siebie. 
Mogliby być przyjaciółmi, ale gdzie tam! 
Psot jest kotem, a Kleks psem. No i Kleks, jak to pies, 
ciągle goni za kotem. Dlaczego? Nikt nie wie. Ani kot, 
ani pies. Tak już jest”. 



Zacytowane powyżej słowa od razu przypomniały mi rozmowę, jaką odbyłam kilkanaście lat temu z moją koleżanką z Izraela. Ona jest Żydówką choć niepraktykującą. I powiedziała mi wtedy, że pamięta, kiedy była mała, że jej rodzina przyjaźniła się z rodzinami Palestyńczyków, którzy mieszkali na tej samej ulicy, że na przykład często urządzali grill w ogrodzie u sąsiadów. Ale potem zmienił się rząd i zaczęło się powolne pranie mózgu społeczeństwu. I tak po jakimś czasie jej rodzina oraz inne rodziny żydowskie już nie chciały mieć za sąsiadów Palestyńczyków, nie chciały się z nimi przyjaźnić. Moja koleżanka nie mogła się już bawić ze swoimi dobrymi kolegami i koleżankami, i nie rozumiała, dlaczego. To samo oczywiście odnosi się do strony palestyńskiej. Jej sąsiedzi Palestyńczycy w pewnym momencie też nie chcieli się już zadawać z sąsiadami żydowskimi. 

I tak, jak to stwierdziła moja koleżanka, nienawiść w ludziach narastała, a przecież mogliby dalej żyć w przyjaźni jak kiedyś. W rzeczywistości nic przecież nie stało im na przeszkodzie. No ale, tak samo, jak w tej książeczce „Nikt nie wie” dlaczego się nienawidzą, ale się nienawidzą. „Tak już jest”. Jak to politycy potrafili skłócić do siebie nawet przyjaciół. Co teraz dzieje się w Izraelu chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, bo każdy wie.
Ale analogii nie trzeba szukać tak daleko, bo na polskim podwórku też jest sporo tego typu sytuacji. Czy czytając o konflikcie izraelsko-palestyńskim nie przyszła Wam na myśl choćby obecna „walka” wśród polskiego społeczeństwa? Zdarzają się przecież już takie sytuacje, że dwie osoby będące wieloletnimi przyjaciółmi, kiedy nagle się dowiadują, że jedno z nich jest zwolennikiem partii rządzącej, a drugie preferuje opozycję, zaczynają się najpierw kłócić, a potem wręcz nienawidzić. Nierzadko ich przyjaźń się kończy. Głupie, prawda? A jednak jakże prawdziwe. :/

Upartość i odwaga popłacają


Wracając do opisywanej książki, tytułowy bohater nie poddał się tak łatwo. Aby móc się uczyć, postanowił stać się psem, a dokładniej pójść do szkoły w przebraniu psa i zachowywać tam jak pies: merdać ogonem i turlać się w kałużach. Psotkowi w szkole bardzo się podobało. Chodził na lekcje geografii, matematyki, gimnastyki oraz śpiewu. Jednak wszystko się popsuło na zajęciach z przyrody, na których nauczycielka oznajmiła uczniom, że kot jest strasznym zwierzęciem, że jest głupi, złośliwy, drapie, gryzie i śmierdzi oraz, że jest to największy wróg psów. I, o zgrozo! Na kontynuacji zajęć przyrody psi uczniowie mieli nauczyć się... polować na koty!



Następnego dnia przerażony Psot wsiadł do szkolnego autobusu wypełnionego po brzegi psami. Jednak podczas jazdy miał miejsce wypadek. Autobus zjechał z mostu. Oczywiście tylko kot Psot był na tyle zwinny, że udało mu się wydostać z pojazdu i wezwać pomoc. Dzięki temu niebawem przyjechała straż pożarna i uratowała wszystkie psy. Wszyscy byli wdzięczni swojemu wybawcy i zaczęli go podrzucać wiwatując na jego cześć. Tak mocno podrzucali, że… Psotkowi spadł sztuczny psi pyszczek. 


Zakończenie



Co się potem stało? Czy może polała się kocia krew? Czy psy zaakceptowały tego jednego kota jako wyjątek od reguły? A może jeszcze lepiej i zaakceptowały wszystkie koty? Albo - kto wie? - wydarzyło się jeszcze coś innego? Tego już Wam nie zdradzę. ;-) Powiem tylko, że zakończenie jest optymistyczne i przynajmniej mnie, mimo że to przecież tylko bajka dla dzieci, dało wiarę w to, że i my – ludzie – jesteśmy w stanie stanąć ponad podziałami i zaakceptować drugiego człowieka bez względu na jego kolor włosów, oczu, wagę, wzrost, kolor skóry, religię, orientację seksualną, dietę, styl ubierania się, słuchaną muzykę, itp., itd. Prawda? Powiedzcie mi, proszę, że jest to możliwe.

2. „Przepraszam, czy jesteś czarownicą?”


Druga książka – „Przepraszam, czy jesteś czarownicą?” opowiada historię bezdomnego czarnego kotka, który najbardziej na świecie pragnął być kochany i mieć swój dom. Niestety był „bardzo, bardzo czarnym kotem” i dlatego mieszkał na ulicy, i miał niewielu przyjaciół. Pierwsza strona i znów podobnie, jak w przypadku pierwszej książki bardzo poważny temat. Kwestia wykluczenia społecznego z powodu wyglądu (choć tak naprawdę może to też być każdy inny powód wykluczenia). 



Aaa!!! Czarny kot!


Oczywiście można tę kwestię analizować na poziomie kocim, że tak się wyrażę. Niestety to prawda, że czarne koty są najmniej chcianymi kotkami ze wszystkich maści. Ludzie się ich boją sama nie wiem, czy na poziomie świadomości czy podświadomości. Fakt faktem, że najtrudniej dla takich kotków znaleźć dom. Powiedziała mi o tym choćby znajoma prowadząca fundację dla bezdomnych kotów. Ja, kiedy zobaczę czarnego kota, żeby odczarować przesąd na ich temat, zawsze sobie myślę, albo nawet mówię na głos: „Och! Jaki to dobry znak! Jaki przepiękny czarny kot!”. 😊

Wykluczenie społeczne


Kwestię tę można również, albo wręcz przede wszystkim analizować na poziomie ludzkim. Przecież ten czarny kotek może być metaforą odrzuconego człowieka, który przez najróżniejsze normy społeczne został wykluczony. Kiedyś za gorsze były uznawane choćby osoby rudowłose, albo leworęczne (czyli ja 😉 ), albo te noszące okulary. Dziś w szkole powodem wykluczenia może być na przykład to, że dziecko pochodzi z biedniejszej rodziny i zostaje wykluczone przez swoich kolegów i koleżanki z klasy z powodu braku markowych ciuchów i zabawek. Ten brak domu można przecież odczytać metaforycznie jako brak przynależności do wspólnoty, a nie koniecznie jako bezdomność. Powodem wykluczenia może też być niepełnosprawność, albo tak naprawdę cokolwiek innego: chorowitość, pryszcze, itp., itd. Przykładów można mnożyć w nieskończoność. 

Książki ukojeniem


Osoby wykluczone często nie mają za bardzo wyboru i żyją w alienacji. Nierzadko z pomocą – podobnie jak dla tytułowego czarnego mruczka – przychodzą im książki: „W chłodne dni Herbert chadzał do biblioteki publicznej. Było tam ciepło i przytulnie; było też pełno dobrych książek do czytania”. Dzięki literaturze takie osoby choćby przez chwilę mogą stać się kim chcą i zapomnieć o swoim smutnym losie osoby wykluczonej. Czytając mogą znaleźć pocieszenie, a nawet praktyczne rady, jak odmienić swój smutny los. 



Encyklopedia czarownic



Tak też stało się i z kotem Herbertem. Pewnego dnia znalazł on książkę pod tytułem „Encyklopedia czarownic”, w której wyczytał, że czarownice najbardziej lubią czarne koty. 

„Gdybym spotkał czarownicę, pewnie nigdy już bym nie marzł 
i nie byłbym taki samotny! - rozmarzył się Herbert. I… 
wyruszył na poszukiwania”. 



Długo szukał. Napotkana na ulicy dziewczynka w pasiastych skarpetach czarownicą nie była. Osoba zamiatająca bruk miotłą również nie. Ani kobieta gotująca coś w wielkim, czarnym kotle. Ale kot się nie poddawał.

Zakończenie

Czy Herbertowi w końcu udało się znaleźć czarownice? Tego Wam nie zdradzę.  ;-) Powiem tylko, że również i ta książka kończy się happy endem. Daje ona więc nadzieję tym dzieciom, które czują się w jakimś stopniu wykluczone oraz uczy empatii te dzieci, które kogoś może już wykluczyły ze swojego grona. Książka daje nadzieję, że każdy może znaleźć akceptującą go grupę, że nie zawsze będzie smutny i samotny, jak kotek Herbert na początku tej książki.


Jak widzicie, obydwie opisane przeze mnie książeczki, mimo że na pierwszy rzut oka wydają się być zwyczajne, w rzeczywistości są niezwykłe i niosą z sobą bardzo ważne treści, które mogą nauczyć sporo nie tylko dzieci, ale i nas -dorosłych.


A czy Wy znacie jakieś inne książeczki o kotach, które niosą głębsze przesłanie? Jeśli tak, podzielcie się ze mną ich tytułami. Z chęcią się z nimi zapoznam. :-)


Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB


- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

piątek, lipca 19, 2019

Poznajmy się bliżej - 35 faktów na temat Mamy pod prąd

Poznajmy się bliżej - 35 faktów na temat Mamy pod prąd
Do napisania tego tekstu przekonała mnie jedna z moich ulubionych blogerek Martyna prowadząca bloga "Szczęśliwa siódemka". Bardzo spodobał mi się jej wpis 30 faktów o mnie - co lubię, czego nie lubię? Ponieważ jest Was u mnie na blogu coraz więcej, pomyślałam, że i ja się przed Wami troszkę bardziej otworzę w ten jakże sympatyczny sposób, jaki wymyśliła Martyna. Tym razem nie będzie ani słowa o byciu mamą. Będzie luźno i przyjemnie.

Poniżej przedstawiam Wam 35 faktów o mnie - co lubię, a czego nie. Gotowi? Czas start! 😊




poniedziałek, marca 19, 2018

"Uratuj mnie", czyli książka o dobroci dla zwierząt

"Uratuj mnie", czyli książka o dobroci dla zwierząt

Treść książek, jakie wybieram dla swojego dziecka jest dla mnie niezmiernie istotna. To między innymi dzięki nim będę mogła nauczyć swoje dziecko, jak być dobrym człowiekiem. Jaką tematykę zwykle wybieram? Po pierwsze, staram się kupować książki łamiące stereotypy społeczne, książki pokazujące na przykład, że chłopcy mogą być wrażliwi, a dziewczynki silne. Po drugie, staram się wybierać książki uczące moje dziecko poszanowania dla każdego człowieka, bez względu na jego pochodzenie, status społeczny czy też religię. A po trzecie, bardzo cenię książki pokazujące dzieciom, że zwierzęta to nasi przyjaciele, że należy je szanować, chronić i kochać. 

wtorek, lutego 13, 2018

Nigdy nie mów nigdy

Nigdy nie mów nigdy
Jest takie słowo, co tysiąc razy się zmienia.
Jest słowo, co trudne jest do spełnienia.
Jest takie słowo...
                                     Mama pod prąd

czwartek, sierpnia 23, 2018

"Powiedz komuś!", czyli kompendium wiedzy o trudnych sprawach

"Powiedz komuś!", czyli kompendium wiedzy o trudnych sprawach
Osoby, które śledzą mój blog z pewnością zauważyły, że jeśli chodzi o książki dla dzieci, preferuję pozycje nazwane przeze mnie - analogicznie do mojego bloga - "pod prąd", czyli te podejmujące trudniejsze tematy niż zwykłe książeczki dziecięce. Wszystkie dotychczasowe recenzje książek pod prąd możecie znaleźć pod tym linkiem

Książka, o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć, mimo swojej niewielkiej grubości, jest tak obszerna tematycznie, że będzie dla mnie nie lada wyzwaniem streścić ją w jednym poście. Choć przecież do odważnych świat należy, czyż nie? Wobec tego spróbuję. :-)



czwartek, stycznia 25, 2018

Ekologiczne sprzątanie

Ekologiczne sprzątanie
ekologiczne sprzątanie soda ocet
pryckowata rodzinka

Od pryckości do eko, czyli bye bye chemiczne środki


"Pryckość. Nadeszła niepostrzeżenie. Nie było jej - i nagle jest. Umościła się wygodnie, jak to ona. Rozpełzła się po kątach. Wlazła do głowy i szafy. Ba: zeszła nawet do garażu.

Gdy w domu pojawia się dziecko, wraz z nim pojawia się pryckość.

O tym też mnie nikt nie uprzedzał.

Bo zaledwie ciut-ciut cofam się w czasie: jestem sobie wyzwoloną trzydziestką. Imprezuję, ile chcę, niezdrowo się odżywiam, alkohol piję prawie codziennie. Latam służbowo samolotem, jeżdżę stopem na wakacje, za dużo pracuję w tygodniu, za dużo śpię w weekendy. Dobrze bawimy się z Blejkiem. Jest super.

Aż tu nagle pojawia się córka. I co? I nagle automatycznie ląduję po drugiej stronie barykady. 

sobota, maja 26, 2018

Uzależniony rodzic - nieszczęśliwe dziecko

Uzależniony rodzic - nieszczęśliwe dziecko


XXI wiek, czyli jaki?


Jeśli macie w tym momencie małe dziecko, urodziło się ono już w XXI wieku. W XXI wieku, czyli w jakich czasach? Po pierwsze na pewno w czasach bardzo szybkich. Chyba nigdy wcześniej ludzie nie byli tak zabiegani, jak teraz. Wszędzie trzeba się spieszyć, robić kilka rzeczy równocześnie i na dodatek zawsze ma się wrażenie że nie jest to wystarczające. Każdego dnia należy pracować, opiekować się dzieckiem, ale również umieć znaleźć czas tylko dla siebie, dbać o swoją kondycję fizyczną oraz o swój rozwój osobisty. Niestety XXI wiek wraz z rozwojem nauki nie znalazł jeszcze sposobu na rozciągnięcie tygodnia. Tydzień dalej ma tylko 7 dni po 24 godziny każdy...

poniedziałek, czerwca 18, 2018

BLW, czyli o co chodzi z tym całym "Bobas Lubi Wybór"?

BLW, czyli o co chodzi z tym całym "Bobas Lubi Wybór"?
Pierwszy posiłek inny niż mleko. Czyli, innymi słowy, zachwyt nad brokułem. :D

Długo zwlekałam z napisaniem tego posta. Może nawet zbyt długo. Mój syn ma w tym momencie prawie rok i cztery miesiące, a BLW zaczęłam u niego wprowadzać od samego początku, od kiedy jest to wskazane, czyli mniej więcej, kiedy skończył pół roku. Natomiast tak to chyba jest z zagadnieniami obszernymi, na których temat wie się dużo, że nie wiadomo, jak je ugryźć i przedstawić w sposób zwięzły i zrozumiały dla każdego. Tak więc czekałam na odpowiedni moment, na pewnego rodzaju natchnienie. Przyszło dopiero teraz, ale na szczęście przyszło, więc piszę. ;-)

niedziela, lutego 25, 2018

Gadżety dla niemowląt

Gadżety dla niemowląt

Jednym z lęków większości rodziców, kiedy zobaczą dwie kreski na teście ciążowym jest z pewnością myśl: "O rany! Nie stać nas na dziecko! Pójdziemy z torbami!" Jak wielka jest to nieprawda, pisałam o tym na blogu już wiele razy, choćby w ogólnym poście na temat oszczędzania, książce "Dziecko bez kosztów. Przewodnik po niekupowaniu", kosmetykach dla noworodków, kosmetyków dla kobiet w ciąży, czy też ekologicznym sprzątaniu.

Jeśli tylko będzie się zachowywało z głową, to nikt z torbami nie pójdzie. Oczywiście producenci będą starali się zwabić rodziców do swoich sklepów na najrozmaitsze zupełnie niepotrzebne zakupy. Przyszli rodzice to zwykle ludzie młodzi, często jeszcze nie za bardzo doświadczeni przez życie. Oczekują dziecka i, wiadomo, chcą dla niego tego co najlepsze. Ja to wiem, więc tym bardziej wiedzą to profesjonalne firmy, które prześcigają się w pomysłach, jak zwabić takiego rodzica do sklepu i wcisnąć mu swój często jakże drogi i zupełnie niepotrzebny produkt. No i ludzie wpadają w tę konsumpcjonistyczną pułapkę.

czwartek, lutego 20, 2020

Matko, nie narzekaj

Matko, nie narzekaj

- "Jaka ja jestem zmęczona opieką nad dwójką dzieci. Nie pamiętam, kiedy już spałam kilka godzin ciągiem. Piję i piję te kawy w ciągu dnia, a i tak dalej mi się chce spać. Nie mam jak wyjść na spotkanie z koleżanką. Tylko ten dom i dom. Wieczorem, jak dzieci pójdą spać wcześniej niż zwykle, nie mam już siły przeczytać żadnej książki" - powiedziałam niedawno do jednej mojej koleżanki.

środa, marca 20, 2019

Share week 2019, czyli moje ulubione blogi

Share week 2019, czyli moje ulubione blogi
źródło Pixabay

Jest taka akcja, w której się zakochałam od razu od momentu, kiedy się o niej dowiedziałam. A dowiedziałam się mniej więcej rok temu, kiedy zaczynałam powolutku, baaardzo powolutku rozkręcać się w blogowym 
świecie. Mój blog został wtedy polecony przez  dwie blogerki. Byłam w szoku! Miałam wtedy dosłownie kilkadziesiąt polubień na Facebooku. Dlatego nie wierzyłam, że ktokolwiek czyta moje wypociny, a tym bardziej, że komuś się to podoba, że kogoś mogę rozśmieszyć, pomóc, a może nawet zainspirować. A tu nagle taka niesamowita niespodzianka, zaszczyt i równocześnie - nie ukrywam - odpowiedzialność. ZOSTAŁAM POLECONA. Do dziś pamiętam, co napisały o mnie te osoby:

wtorek, marca 06, 2018

Poród bez ściemy

Poród bez ściemy
Wczoraj był dzień wyjątkowy. Podwójne święto. Pierwsze urodziny mojego syna oraz... pierwsza rocznica mojego porodu. ;-)




I właśnie w związku z tą rocznicą zdałam sobie sprawę, że mój blog mówiący prawdę i całą prawdę miał dotychczas jedną bardzo ważną lukę. Czego bowiem boi się (chyba niewiele się pomylę, jeśli powiem) KAŻDA KOBIETA W CIĄŻY? Zgadliście. PORODU. Natomiast na blogu Mama pod prąd brakowało dotychczas wpisu na temat tego przerażającego (!) wydarzenia. ;-)

wtorek, grudnia 19, 2017

Nie wchodzę na działy dziecięce

Nie wchodzę na działy dziecięce
alejka z artykułami dla dzieci w sklepie Intermarché

JAKA TO ULGA!, czyli o nie wchodzeniu na działy dziecięce ;-)

Za każdym razem, kiedy idę do dużego hipermarketu, czuję ogromną ulgę mijając alejkę z artykułami dla dzieci. Dlaczego ulgę? Ponieważ mam maleńkie dziecko, a dosłownie nic z tej alejki nigdy nie potrzebowałam, nie potrzebuję i raczej potrzebować nie będę. Producenci wmówili nam, że mając dziecko musimy kupować mnóstwo artykułów dla dzieci, a to po prostu jest nieprawdą.

Ale jak to??? Powiecie. Nic a nic?! Ano nic.
Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger