poniedziałek, października 22, 2018

Krem na zimę dla dziecka

Może pamiętacie, że w lecie przygotowałam dla Was krótki wpis na temat kosmetyków dla dzieci oraz dorosłych na ciepłe i słoneczne dni. Ponieważ w tym momencie lato już na dobre nas opuściło, a zawitała coraz to chłodniejsza jesień, po której niedługo przyjdzie z pewnością i mroźna zima, uznałam, że czas na kolejny wpis kosmetyczno-pogodowy. Jak zwykle będzie naturalnie, oszczędnie oraz skromnie jeżeli chodzi o ilości używanych kosmetyków.




Problemy lata: słońce i komary


Latem były dwa główne problemy, z jakimi trzeba było się zmierzyć, a mianowicie słońce (ochrona z wysokim filtrem oraz ewentualnie porady, jak radzić sobie z poparzeniami słonecznymi) oraz komary, kleszcze i robactwo wszelakie, które trzeba by trzymać z dala od nas i naszych dzieci. 

Problemy jesieni i zimy: wiatr i mróz


Jesienią i zimą odpada jeden z problemów. Robactwa nie ma! Jak dla mnie to chyba jedyny plus z zimna. ;-) Co natomiast daje się we znaki? Oczywiście wiatr i mróz. Co należy więc stosować przy takiej aurze? Po prostu dobrej jakości krem natłuszczający (bez wody w składzie). Koniec kropka. Łatwo powiedzieć, co nie? ;-)

Jakoś przez trzydzieści kilka lat nigdy o taki krem się nie postarałam. Po pierwsze nie za bardzo chciało mi się szukać nowego kremu. Jeśli jakiś sprawdzał się u mnie latem, dalej go stosowałam zimą. Po drugie, jak może niektórzy z Was pamiętają, byłam też wtedy ślepo zakochana w kosmetykach firmy Yves Rocher, a każdy z ich kremów ma niestety w składzie wodę. Szukanie poza tą marką wydawało mi się ponad moje siły. Na szczęście w pierwszej ciąży mocno przejechałam się na tej firmie. Zaczęłam wtedy czytać składy każdego z ich kosmetyków. Po każdym nowym odkryciu nienaturalnego składnika w stosowanych kosmetykach tej niby naturalnej firmy, włosy jeżył mi się na głowie. Kiedy do tego doszła 
jeszcze informacja, że firma Yves Rocher jednak testuje swoje kosmetyki na zwierzętach (a dokładniej to ich dostawcy testują poszczególne składniki na zwierzętach), powiedziałam STOP! 

Dziecko = odkrycie prostoty w pielęgnacji skóry


Kiedy urodziłam dziecko, wszystko w moim życiu uległo przewartościowaniu. Uznałam, że powinnam znaleźć w końcu jakiś dobry, ale nie szaleńczo drogi krem na zimę, jakkolwiek trudne mi się to wydawało do zrealizowania.



Masło shea


Syn urodził się w marcu. Było wtedy jeszcze dość chłodno. Ponieważ starałam się ograniczyć do absolutnego minimum ilość kosmetyków używanych na jego ciało, na twarz nakładałam mu wtedy po prostu najzwyczajniejsze... masło shea. Tylko? - wykrzykniecie. Tak. Tylko.

Stosowałam wtedy masło shea firmy Nacomi. Podczas drugiej zimy w życiu swojego synka również używałam na jego twarz samego czystego masła shea tej firmy. 

Nacomi Masło Shea czyste 100 ml, cena ok 12 PLN

Obecnie zamiast masła shea z Nacomi stosuję masło shea no name, w które zaopatruję się w mniejszych mydlarniach. W ten sposób wychodzi jeszcze taniej, a jakościowo tak samo, jeśli nie lepiej. Za 125 g płacę jedynie 7 złotych! To prawie za darmo, nie sądzicie? Takie masło jest przecież naprawdę wydajne. Wystarczy odrobinka, aby pokryć nim całą twarz. Warto też nadmienić, że w zimie często stosuję masło shea zamiast kremu do rąk albo pomadki na spierzchnięte usta. Śmiem wręcz twierdzić, że masło shea działa lepiej na usta i dłonie, a nawet stopy niż specjalnie przygotowane do tego kosmetyki.

Właściwości masła shea przydatne zimą


Jakie właściwości posiada masło shea, że jest tak dobre jako krem na zimę?

- chroni przed zimnem
- chroni przed wysuszeniem
- chroni przed promieniami UV (faktor 3-5)
- nadaje się dla alergików
- jest naturalne i łagodne
- zawiera witaminy A, E i F, dzięki którym pielęgnuje skórę oraz nawet - to adnotacja dla dojrzalszych cer - działa przeciwzmarszczkowo

Jeden minus masła shea


Cud miód i orzeszki, nie sądzicie? Dla mnie rewelacja! Jest jednak jedno ale. Dziecko im starsze, tym bardziej niecierpliwe. Ale zaraz zaraz! Jak to ma się do masła shea? Ano ma. Masło shea ma jak dla mnie jedną sporą wadę. Jest ona co prawda do przeżycia dla dorosłego, ale już nie zawsze dla dziecka. O co chodzi?O to, że po prostu bardzo trudno rozsmarować je na skórze. Im zimniej, tym jest twardsze i dłużej trzeba je potrzymać w dłoniach, aby stało się miękkie i można go było aplikować na skórę. A powiedz takiemu półtorarocznemu albo dwuletniemu dziecku, żeby spokojnie poczekało, aż masło będzie smarowne, żeby mu pomazać nim buzię. Koń by się uśmiał! Zimą jak na złość mam do tego jeszcze często chłodne dłonie. Wtedy zmiana konsystencji masła jest jeszcze wolniejsza, czyli - innymi słowami - prędkość zmiany konsystencji masła shea jest odwrotnie proporcjonalna do cierpliwości dziecka. ;-)

Krem na zimę, który dobrze się rozsmarowuje


Dlatego w tym roku powiedziałam: BASTA! Muszę mieć jakiś dobry i szybko rozsmarowujący się krem na zimę dla swojego dziecka. Najpierw, jak zwykle spojrzałam na analizę na blogu srokao.pl. Znalazło się na niej kilka fajnych składnikowo kremów na niepogodę:



Najtaniej z tych wszystkich powyższych kremów wypada Nivea, ale to dlatego, że zamiast olei naturalnych na początku swojego składu ma oleje mineralne, takie jak parafina i wazelina, czyli po prostu pochodne ropy naftowej. Takie oleje owszem natłuszczają, ale już nie odżywiają skóry.

Na drugim miejscu plasują się Hipp i Momme. Potem Weleda i na końcu Mustela.

Żadnego z tych kremów jednak osobiście nie kupiłam ani nie wypróbowałam, dlatego nie będę się na ich temat wypowiadać. Nie wiem też, czy łatwo je rozsmarować na twarzy dziecka. Po prostu ich składy według www.sroka.pl są dobre, więc o nich wspominam, i jeśli ktoś z Was jest chętny do ich zakupu, to raczej może to zrobić z zamkniętymi oczami. ;-)

Mój typ jako krem na zimę dla dziecka


Krem na zimę, jaki wybrałam dla swojego dziecka to był tak naprawdę jeden wielki zbieg okoliczności. Stosunkowo niedawno odkryłam świetną według mnie markę polskich kosmetyków Polny Warkocz. Niestety marka ta jest nadal dość ciężko dostępna w sklepach stacjonarnych. Można ją znaleźć w niektórych drogeriach internetowych, na Allegro oraz pewnie w takich drogeriach stacjonarnych jak Kosmyk czy też Pigment. W Rossmannach i hipermarketach jednak na próżno jej szukać. Ja tę markę odkryłam przez przypadek dzięki sklepowi internetowemu biolinea.pl, gdzie od jakiegoś czasu zaopatruję się po prostu w ekologiczną kolorówkę marki Avril. W tym sklepie jest możliwość odbioru osobistego na terenie Krakowa, a i ceny ma przystępne, więc jak dla mnie naprawdę same plusy. :-)


Mazidło pszeniczne - Polny Warkocz


Zaryzykowałam i kupiłam w tym sklepie krem marki Polny Warkocz o uroczej nazwie mazidło pszeniczne do cery suchej i dojrzałej. Cena takiego kremu to około 30 złotych za 50 ml, czyli jeszcze ujdzie. ;-) Wspomniany krem kupiłam, o ja samolubna!, z myślą o sobie, a nie o dziecku. Jego konsystencja jest bardzo ciekawa. To tak jakby pianka, która po wpływem ciepła palców rozpływa się tworząc łatwe w aplikacji masełko. Po kilku dniach stosowania, przyjrzałam się dokładniej składowi tego kremu. I ponownie zachwyt. Jest on nadzwyczaj krótki i naturalny! Sami popatrzcie:

  • Masło Shea, 
  • Olej ze Słodkich Migdałów, 
  • Zimnotłoczony Nierafinowany Olej z Kiełków Pszenicy, 
  • Skwalan Roślinny z Oliwek, 
  • Zimnotłoczony Olej Rycynowy, 
  • Witamina E.


Na pierwszych dwóch miejscach znajdują się moje dwa ukochane oleje naturalne: masło shea oraz olej ze słodkich migdałów. Kolejne pozycje też są niczego sobie. Olej z kiełków pszenicy można stosować już u niemowląt. Zapobiega podrażnieniom, uelastycznia, natłuszcza i ujędrnia skórę. Przyspiesza gojenie ran, poprawia ukrwienie i odbudowę uszkodzonej skóry. Ma też bardzo wysoką zawartość witaminy E. Skwalan z oliwek regeneruje i nawilża suchą, zniszczoną skórę oraz chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi. Olej rycynowy z kolei nawilża suchą skórę, a występujący w nim kwas rycynolowy, w połączeniu z ilościami śladowymi kwasów tłuszczowych omega - 3 zatrzymuje wilgoć w skórze.


Mimo że moja analiza składników nie wykryła żadnego zagrożenia dla delikatnej skóry mojego dziecka - wręcz przeciwnie - wskazywała, że może to być wspaniały krem na niepogodę również dla mojego syna, wolałam to potwierdzić u samego producenta. Oto odpowiedź, jaką otrzymałam od firmy Polny Warkocz:


"Sądzę, że nie ma przeszkód, aby stosować ten produkt u półtorarocznego dziecka. Mazidło pszeniczne jako jedyne mazidło z linii Polny Warkocz nie zawiera w swoim składzie olejku eterycznego, a zatem ryzyko wystąpienia indywidualnej nietolerancji spowodowanej obecnością potencjalnych alergenów nie istnieje. Nie mniej jednak zawsze zalecamy aby wykonać test kontaktowy aplikując niewielką ilość produktu na wybraną partię skóry. Sądzę również, że w przypadku niskich temperatur, czy też innych niekorzystnych warunków atmosferycznych (suche powietrze, wiatr) mazidło będzie dobrym rozwiązaniem, bowiem poprzez działanie okluzyjne zabezpieczy delikatną skórę dziecka przed skutkiem niekorzystnego wpływu zewnętrznych czynników, jak np. niska temperatura".

Zaaplikowałam ten krem na twarz swojego dziecka i jestem pod wrażeniem. Po raz pierwszy w historii nie słyszałam żadnego protestu z jego strony! Zwykle smarowanie jego twarzy to pewnego rodzaju walka. On po pierwszym muśnięciu policzka, odwraca się czym prędzej i biegiem oddala się ode mnie licząc pewnie, że w ten sposób uniknie dalszej aplikacji. Oczywiście nigdy tego nie uniknął. ;-) Tak działo się zarówno z kremem z filtrem na lato, jak i z masłem shea na zimę. Tym razem jednak obeszło się bez skarg, ucieczki, czy też objawów jakiejkolwiek niechęci z jego strony. Co więcej, kiedy Sebastian zobaczył następnego dnia, że nakładam sobie ten krem na twarz, zaczął się wręcz domagać, by i jego nasmarować! 

Mazidło pszeniczne Polny Warkocz - same plusy




Podsumowując, jak na razie nie znalazłam absolutnie żadnego minusa tego kremu:

- świetna dostępność (mam możliwość darmowego odbioru osobistego na terenie Krakowa);

- cena całkiem OK (około 30 złotych za 50 ml) tym bardziej biorąc pod uwagę super skład oraz niesamowitą wydajność; 

- działanie rewelacyjne zarówno jako krem na noc, jak i na dzień na zimniejsze miesiące; w lecie i na wiosnę może być za ciężki;

- zamiast dwóch osobnych kremów dla siebie i dziecka wystarczy mi ten jeden, czyli oszczędność. :-)

A czy Wy posiadacie jakiś ulubiony krem na zimę? Jeśli tak, jaki?





Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB

- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger