czwartek, stycznia 25, 2018

Ekologiczne sprzątanie

ekologiczne sprzątanie soda ocet
pryckowata rodzinka

Od pryckości do eko, czyli bye bye chemiczne środki


"Pryckość. Nadeszła niepostrzeżenie. Nie było jej - i nagle jest. Umościła się wygodnie, jak to ona. Rozpełzła się po kątach. Wlazła do głowy i szafy. Ba: zeszła nawet do garażu.

Gdy w domu pojawia się dziecko, wraz z nim pojawia się pryckość.

O tym też mnie nikt nie uprzedzał.

Bo zaledwie ciut-ciut cofam się w czasie: jestem sobie wyzwoloną trzydziestką. Imprezuję, ile chcę, niezdrowo się odżywiam, alkohol piję prawie codziennie. Latam służbowo samolotem, jeżdżę stopem na wakacje, za dużo pracuję w tygodniu, za dużo śpię w weekendy. Dobrze bawimy się z Blejkiem. Jest super.

Aż tu nagle pojawia się córka. I co? I nagle automatycznie ląduję po drugiej stronie barykady. 

Pierwszy raz Blejkiem zdiagnozowaliśmy u siebie pryckość, gdy sąsiedzi zrobili imprezę. Ja w zaawansowanej ciąży. A tu hałas. Głupie dicho. Spać nie można. (...) Kiedyś to do nas przychodzili po nocach, że za głośno.

A potem już poszło lawinowo. Nawet nie pamiętam drobnych kroków, mniejsza o to. Grunt, że stało się nagle jakoś tak, że:

a) kupiliśmy lepszy odkurzacz. Kto z nas pomyślałby 5 lat temu, żeby inwestować w odkurzacz?

b) kupiliśmy większy samochód. Czy to nie ci sami Blejk i Kristal, którzy jeszcze parę lat temu przekonywali, że do końca życia wystarczą im rowery?

c) wakacje spędziłam nad polskim morzem. (...)

I tak dalej, i tak dalej. Liter można niestety dopisywać do woli, łącznie z tym, że:

z) gdy słyszeliśmy w tym roku fajerwerki w sylwestra, naszą najżywszą reakcją było: dlaczego ci ludzie tak strzelają, czy oni chcą nam obudzić niemowlę?

Taaak, pryckość nadeszła nieubłagalnie".


Kiedy przeczytałam ten fragment książki Joanny Woźniczko-Czeczott "Macierzyństwo non-fiction", wybuchłam śmiechem. Długo się śmiałam oj długo. Po ataku śmiechu naszła trochę głębsza autorefleksja. I co? A to, że pryckość dopadła i mnie. Choć w moim przypadku zaczęła się powoli powolutku zagnieżdżać w moim domu już lata temu wraz z rozpoczęciem poważnego związku, który trwa do dziś. Ale dopiero kiedy na horyzoncie pojawiło się dziecko, pryckość zaatakowała nas ze wzmożoną siłą. I chyba rzeczywiście musimy się do niej przyzwyczaić przynajmniej do momentu, aż dziecko za ileś tam lat nie wyprowadzi się z domu, aby żyć własnym życiem. Wtedy może odrzucimy trochę tej pryckości i coś niecoś łykniemy jeszcze z szalonego życia...

Osobista analiza pryckości: jak ktoś ma imprezę w bloku, niechętnie przyjmujemy to do wiadomości; na razie jeszcze nie kupiliśmy większego auta (money, money), ale rozważamy kupienie bardziej kompaktowego wózka dla dziecka; wakacje minęły nam w Krakowie; za fajerwerkami nigdy nie przepadaliśmy ze względu na nasze koty, które bardzo się boją huku petard; no i, podobnie jak autorka, kupiliśmy wypasiony odkurzacz. :P


A jeszcze niedawno odkurzaliśmy starym popsutym mikroskopijnym dezelkiem zakupionym lata temu w Lidlu, który nie dawał już rady w "czystym" Krakowie i to w mieszkaniu z trzema kotami. Wyrzucał on z siebie więcej kurzu niż wciągał. Uparcie jednak trzymaliśmy nasz dezelek i po pewnym czasie zaczęliśmy odkurzać w chustach na głowie założonych na styl islamskiej burki, od czasu do czasu pośpiewując sobie przy odkurzaczu niczym Freddie Mercury w "I Want to Break Free". 






I co się nagle zmieniło? Na teście ciążowym pojawiły się 2 kreski. I w przeciągu tygodnia staliśmy się właścicielami nowego odkurzacza. Kupiliśmy odkurzacz niemiecki, którym w programie "Pani Gadżet" ekscytowała się była żona Krzysztofa Ibisza (proszę, nie oceniajcie nas ;-) ). 



Odkurzacz nietani, bo za 800 (!) złotych. No cóż. Cena ceną, ale to co jest w sumie trochę przerażające to to, że my również zaczęliśmy się nim ekscytować. Dla zainteresowanych, kupiliśmy model Perfect Air Animal Pure. Pryckość jak nic. ;-) 


ekologiczne sprzątanie
źródło: www.euro.com.pl; odkurzacz Thomas Perfect Air Animal Pure

A teraz jak dzięki pryckości doszłam od wypasionego odkurzacza do ekologicznego sprzątania i kosmetyków eko.

Kiedy byłam w ciąży, już chyba kilka razy pisałam o tym, jak dostałam alergii na mleczko do czyszczenia twarzy. Nie będę się rozpisywać na ten temat po raz enty, bo zanudzę nawet najbardziej zagorzałych czytelników. Tych co nie czytali, albo nie pamiętają, a są zainteresowani, zapraszam do przeczytania wcześniejszych wpisów o zbliżonej tematyce: kosmetyki dla kobiet w ciąży, kosmetyki dla niemowląt, ekologiczna mikstura przeciw robactwu wszelakiemu (komary, kleszcze, inne pajęczaki, pchły) oraz pieluchy wielorazowe z wstępem nt. oszustw ogromnych koncernów kosmetycznych.

Tym razem postaram się napisać w sposób ogólny i zwięzły, jak w sposób bezpieczny dla zdrowia (i Ziemi) oraz bardzo tani czyszczę dom oraz jakie produkty wielofunkcyjne, tanie i ekologiczne zawitały w mojej kosmetyczce.

Zacytuję najpierw fragment z "Poradnika dla zielonych rodziców" autorstwa Reni Jusis i Magdy Targosz: "Jeśli ktoś nie jest przekonany do ekologii, niech potraktuje ten rozdział jako inspirację do poszukiwania oszczędności. Po co wydawać pieniądze na rzeczy, które możemy mieć za ułamek tej kwoty? Każdy z nas ma jakieś marzenie na które chce odłożyć. Dlaczego nie zrobić tego, dbając przy okazji o zdrowie swojej rodziny?".

Przez bardzo długi czas ekologia była dla mnie (w zależności od etapu życia) oszołomstwem, fanaberią, czy też modą. Ponadto wydawała mi się bardzo droga. Wiele lat musiało upłynąć oraz zmian nastąpić w moim życiu, żebym zaczęła eksperymentować z ekologią. Zmiany następowały u mnie powolutku i pewnie dalej jestem jeszcze raczkująca w temacie, jeśli bym miała siebie porównać z jakimś ekspertem od lat siedzącym w tym temacie. 

Jak nastąpiła u mnie zmiana w myśleniu? Trochę przyczyniła się pewnie do tego moja jakże bujna wyobraźnia. Jeszcze kiedy byłam w ciąży, wyobrażając sobie przyszłość, malowała mi się przed oczami taka oto sytuacja: moje małe dziecko właśnie wypiło łyk żrącego środka do czyszczenia. Niewyobrażalny płacz. Kolejna scena: jadę z nim w karetce na sygnale. I jeszcze jedna: dziecko podłączone do mnóstwa maszyn, całe niemal zakryte rurkami i lekarze kiwający głową mówiący, że to beznadziejny przypadek. No dobra. Może naoglądałam się za dużo "Chirurgów" ;-)

Kolejna scena. Tym razem już prawdziwa, po urodzeniu dziecka. Mąż czyścił toaletę nie pamiętam już nawet jakim środkiem. Mniejsza z tym. Był to jakiś komercyjny środek z aplikatorem typu kaczka. Po czyszczeniu przez jakiś jeszcze czas intensywnie czuć był w łazience opary tego środka. No i właśnie wtedy dziecko postanowiło zrobić kupę. Tak więc zabrałam je do łazienki, położyłam na przewijaku i dziecko dosłownie w przeciągu jednej chwili zrobiło się czerwone i zaczęło tak strasznie, strasznie płakać, jakby ktoś je obdzierał ze skóry. Przeraziłam się, że coś mu się dzieje. Zupełnie nie skojarzyłam tego z oparami użytego wcześniej środka do czyszczenia. Tak przywykłam do tych zapachów, że mało co zwracałam na nie uwagę. Spanikowałam. Krzyknęłam przerażona do męża, że chyba coś strasznego się dzieje dziecku, że może chore, że kto wie może by trzeba było jechać do szpitala? A mój mąż ze stoickim spokojem, powiedział, żebym się uspokoiła i przeniósł dziecko do sypialni. Syn niemal od razu się uspokoił, a mąż stwierdził, że to musiało być właśnie przez użyty przez niego środek do czyszczenia.

Dało nam to do myślenia. Postanowiliśmy już więcej nie używać chemicznych środków. Myślałam, że będzie to bardzo trudne, że będziemy tarzać się w brudzie, a okazało się podejrzanie łatwe... i do tego jeszcze tanie.

Z pomocą przyszła mi strona Zielony Zagonek, prawdziwa skarbnica wiedzy jeśli chodzi o ekologiczny styl życia. Wykorzystałam z niej trzy podstawowe przepisy, które dają sobie radę z większością sprzątania.

Zacznę może od składników i gdzie je dostać:

  • soda oczyszczona - dostępna w każdym supermarkecie w małych opakowaniach; natomiast większe opakowania (np 1 kg) można kupić albo w internetowych sklepach ekologicznych, albo na Allegro; cena za 1 kg to około 4-5 złotych;
  • ocet spirytusowy - dostępny w każdym supermarkecie; cena za litrową butelkę to około 2-3 złote;
  • olejek cytrusowy (cytrynowy albo pomarańczowy) - dostępny w niektórych drogeriach, aptekach, albo w internecie choćby na Allegro; cena to około 5-8 złotych za buteleczkę 7-12 ml.
  • mydło szare - albo takie zwykłe drogeryjne np marki Biały Jeleń (cena około 3-5 złotych; choć ono obecnie powinno już nosić nazwę białe, bo szare to tylko jest z nazwy :P) albo prawdziwie szare mydło ukraińskie (lepsze jakościowo) do kupienia na Allegro albo na placach lub osiedlowych stoiskach prowadzonych przez Ukraińców (cena 3-4 złote).

1. Mleczko do czyszczenia czyli naturalny CIF ;-)

Pierwszym przepisem, jaki wypróbowałam to banalnie proste, a jakże skuteczne mleczko do czyszczenia. Przepis na nie znajduje się tutaj. Do jego wykonania potrzeba: szarego mydła, sody oczyszczonej oraz olejku cytrusowego. Oprócz tego potrzebujemy jakiegoś pustego naczynia, wrzątku oraz tarki.

Szare mydło należy zetrzeć na tarce na grubych oczkach, a następnie rozpuścić we wrzątku. Do takiej mikstury trzeba dodać sody oczyszczonej i wymieszać. Proporcje zależą trochę od tego, czy chce się mieć mleczko bardziej wodniste czy bardziej zbite. Ja chciałam twardsze, więc dodałam sporo sody. Natomiast według oryginalnego przepisu na 1 część mydła przypadają 2 części sody, czyli np na 50 gramów mydła 100 gramów sody i wtedy wyjdzie konsystencja troszkę rzadsza, ale też bardzo fajna. Na koniec należy jeszcze dodać 10 kropli olejku cytrynowego lub jakiegoś innego eterycznego, najlepiej cytrusowego. Taką miksturę można przechowywać do roku w zamkniętym pojemniku z dala od słońca. 


ekologiczne sprzątanie soda ocet
źródło: www.zielonyzagonek.pl

Do czego takie mleczko się nadaje? Do wielu rzeczy: do mycia wanien, płytek, zlewozmywaków, czy umywalek. Ja tą pastą wyszorowałam też lodówkę i drzwi oraz parapety. 

Polecam Wam ten naturalny Cif. Czyści wspaniale, nie psuje zdrowia, a dodatkowo pozwala oszczędzić sporo pieniędzy. :-)

* Jeśli nie chce się Wam robić takiej pasty, a korci Was efekt czyszczenia sodą, można spróbować zrobić jeszcze łatwiejszą pastę. Po prostu na wilgotną gąbkę albo szmatkę posypcie troszkę sody i przetrzyjcie brudną powierzchnię.

--> Dygresja. Ojej! Brzmię jak co najmniej Perfekcyjna Pani Domu, Małgorzata Rozenek-Majdan, a bynajmniej nią nie jestem. Nie lubię sprzątać i o wiele mi bliżej do Chujowej Pani Domu. No ale chcąc nie chcąc przy małym dziecku trzeba ciut bardziej ogarniać dom... A jeśli robi się to szybko, zdrowo i tanio, to ja jestem na tak! 

2. Płyn do czyszczenia podłogi

Drugim przepisem, który wykorzystałam z bloga Zielony Zagonek to ten do czyszczenia podłogi. Kiedyś podłóg nie myłam prawie nigdy. Po prostu przejeżdżałam odkurzaczem raz na jakiś czas i udawałam, że jest ok. :P Natomiast niestety odkąd moje dziecko zaczęło raczkować, coraz bardziej zwracam uwagę na to po czym chodzi, a na chwilę obecną chodzi właśnie po podłodze. 

I ponownie przepis jest banalnie prosty, zdrowy i tani (czyli to co Mama Pod Prąd lubi najbardziej). Oryginalny wpis na stronie Zielony Zagonek możecie znaleźć tutaj

Jak zrobić taki płyn do mycia podłóg? Wystarczy wziąć szklankę octu spirytusowego. Ocet można podgrzać. Mniej wtedy go czuć (bo chyba nie istnieje nikt, kto lubi zapach octu) oraz ponoć, jak to mówią guru od naturalnego sprzątania, wzmacnia się jego działanie. Do tego wystarczy 5 litrów ciepłej wody i 10 kropli olejku cytrynowego. Voilà. Nic więcej. 


ekologiczne sprzątanie soda ocet
źródło: www.zielonyzagonek.pl

Kiedy pierwszy raz wypucowałam w taki sposób podłogę, mój hiszpański mąż powiedział: O! Czuć sałatkę! (przyp. Mamy Pod Prąd: w Hiszpanii istnieje praktycznie jedna jedyna podstawowa sałatka (ensalada), a w jej skład wchodzą: sałata, pomidor, cebula, oliwa, ocet i sól). Latami bałam się użyć octu do czyszczenia przez jego zapach. A tu się okazało, że tak fajnie
sałatkowo się kojarzy. Czyli, jak to się zwykło mówić: Strach ma wielkie oczy.

3. Płyn do mycia szyb

Trzeci przepis, jakiego użyłam, to płyn do mycia szyb i luster. No bo kiedy było już czysto na podłodze, w łazience, w szafkach, zobaczyłam, że okna i lustra nie pasują do reszty czystego pejzażu mojego M2. A chcąc iść nurtem mega eko, i ten środek do czyszczenia postanowiłam zrobić samodzielnie. I, znów ku mojemu zdziwieniu, nic prostszego: ocet i woda w proporcjach pół na pół. Do tego potrzebna będzie jeszcze butelka z atomizerem oraz ścierka. 

Przy myciu okien zawsze najbardziej wkurzają mnie ścierki. Nawet jeśli moja częstotliwość przecierania okien to raz na rok. Trę tą ścierą i trę, lecą minuty i godziny, a końca nie widać, bo ciągle te smugi. Tak więc, kiedy jakiś czas temu przeczytałam na lubianym przeze mnie blogu Srokao o pewnych tanich i bezsmugowych ścierkach, wiedziałam, że muszę je kupić. Dzięki temu, zamiast stać jak głupia przy lustrach i oknach, przetrę je raz dwa, a potem zrobię sobie pyszną kawę (jeśli akuratnie skoordynuję się z drzemką mojego syna).


ekologiczne sprzątanie soda ocet
źródło: www.srokao.pl

Te genialne ścierki, które ścierają wszystko i nie zostawiają smug można kupić tutaj. Do tego są śmiesznie tanie (3,50 za sztukę). Przy ich używaniu można nawet myć okna samą wodą i będzie dobrze. Czyli jeszcze bardziej eko. ;-)

Czysty ale nie sterylny

Co jeszcze jest dobrego w tym, że sprzątając nie używa się standardowych chemikaliów? To, że używając takich składników jak soda czy ocet domy staną się czyste, ale nie sterylne. I wbrew temu, co starają się nam wmówić reklamy, sterylność jest zła. Przesadna higiena sprzyja rozwojowi alergii. Zbyt sterylne mieszkanie powoduje, że ludzki organizm staje się wyjątkowo wrażliwy i mniej odporny na zarazki. Dlatego w przypadku dzieci niezmiernie ważny jest codzienny kontakt z bakteriami, które pobudzą układ immunologiczny do działania. Ponierważ nie należę do perfekcyjnych pani domu, sterylność w moim mieszkaniu nikomu z rodziny nie grozi. Natomiast dzięki instynktowi macierzyńsko-opiekuńczemu uruchamiającemu chęć do sprzątania (tak średnio raz na tydzień) dom jest czysty, ale nigdy nie sterylny. Jak na razie syn nie miał żadnej infekcji, alergii, kataru, a ma już 11 miesięcy.

Bikarbonatyzm

Na punkcie sody zafiksowałam się już jakiś czas temu. Ale szło bardzo bardzo bardzo powoli. Ogólnie nie lubię, jeśli ktoś mnie do czegoś przymusza. Ale czy ktokolwiek to lubi? Jeśli ktoś coś mi poleci, bo u niego się sprawdza, to też nie zawsze od razu spróbuję, bo może mi się to coś wydać dziwne. I tak właśnie było z sodą oczyszczoną. Jedna moja koleżanka powiedziała, że cały dom czyści sodą. No ale uznałam, że robi tak ze względu na swoje alergie, a osoby, które alergii nie mają (czyli np ja), mogą dalej używać, jak mi się wydawało, o wiele lepszych środków, czyli tych z supermarketów. No ale ziarno zostało zasiane. Co prawda nie było to ziarno rzeżuchy, która na drugi dzień już wypuszcza listki, tylko bardziej przypominało ziarno, a raczej pestkę mandarynki, która od zasiania do wykiełkowania potrzebuje z kilka miesięcy, jak dobrze pójdzie. U mnie poszło to niemal w lata. 

Co prawda dość szybko kupiłam sobie opakowanie sody, ale go nie otwarłam. Dopiero jakiś czas potem Internet, który mam coraz więcej podejrzeń, czyta w naszych myślach, albo przynajmniej podsłuchuje nasze prywatne rozmowy, zasugerował mi książkę Soda oczyszczona. 500 praktycznych zastosowań. No i wtedy się zaczęło. Wydaje mi się, że po prostu o wiele mocniejszą formą przekazu jest w moim przypadku słowo pisane niż mówione. Kiedy przeczytałam o tej sodzie i to jeszcze w wydrukowanej książce, a nie tak po prostu w internecie, to uwierzyłam. No i z jednej skrajności w drugą. Całkowicie się na punkcie sody zakręciłam. Do tego stopnia, że mój mąż zaczął na mnie mówić, że należę do wyznawców bikarbonatyzmu (po hiszpańsku soda oczyszczona to bicarbonato de sodio). ;-) 

Śmiem twierdzić, że mój mąż przez jakiś czas uważał mnie za walniętą (no ale nigdy się nie kryłam z tym, że do normalnych osób raczej nie należę, haha). Na moje pytanie: "A zgadnij, kochanie, czego użyłam do: wyczyszczenia/odplamienia/odkwaszenia/odkażenia, itp., itd? - odpowiadał z szerokim uśmiechem z jakim często zwracamy się do osób dziwnie się zachowujących/dziwnie mówiących, kiedy nie chcemy się tej osobie narazić czy też obrazić: "Niech zgadnę. Sody?". 

Urodził się nasz syn. Ja jak zwykle uparta i niezłomna. Zasuwałam z tą sodą. I po kilku miesiącach mąż również stał się wyznawcą bikarbonatyzmu. Sam mi zaczął mówić: zgadnij co dodałem do...?

4. Kilka dodatkowych trików... czyli soda, soda i jeszcze raz soda... oraz ocet

Poza wcześniej wymienionymi głównymi przepisami stosuję jeszcze kilka innych głównych trików z użyciem sody i octu:

Kiedy przypali mi się garnek (a przy moich zdolnościach kulinarnych zdarza się do dość często), posypuję dno sodą i zalewam wrzątkiem. Po godzinie spalenizna odchodzi bez problemu.

Dodaję sody do prania, gdyż zmiękcza wodę i dzięki temu można użyć mniejszej ilości płynu do prania. 

Żeby usunąć kamień z czajnika, wlewam do niego szklankę octu i odczekuję pół godziny. Następnie podgrzewam wodę w czajniku i wylewam. Przemywam czajnik wodą i gotowe.

Żeby usunąć pestycydy znajdujące się na powierzchni warzyw i owoców (bo nie kupuję ich w wersji eko), napełniam zlewozmywak ciepłą wodą. Wlewam do niego trochę octu spirytusowego i dosypuję sody, a następnie wkładam owoce i warzywa, i moczę je w takiej wodzie przez około 15-30 minut. Następnie płuczę i osuszam.

Jestem kawoszką. Niestety kawa często zakwasza organizm i można to odczuć na żołądku. Dlatego, kiedy mam ochotę na 2. lub 3. kawę danego dnia, dosypuję do niej szczyptę sody, która zmniejsza kwasowość tego napoju. ;-)

Moja ekologiczna kosmetyczka

Jeśli natomiast chodzi o moją kosmetyczkę, oto główne zmiany, jakie w niej nastąpiły:

Nie używam już balsamu po kąpieli. Zamiast niego po prysznicu, ale jeszcze przed wytarciem skóry ręcznikiem wsmarowuję w ciało troszeczkę olejku ze słodkich migdałów. Potem można albo od razu wytrzeć skórę w ręcznik, albo jeszcze raz przemyć wodą. Skóra jest niesamowicie nawilżona i jedwabista w dotyku. Taką samą technikę stosuję u swojego dziecka po kąpieli. O tym olejku pisałam już wielokrotnie. Swój zakupuję w litrowej butelce w sklepie Lawendowa Mydlarnia. Cena: około 40 złotych. Tanio, zdrowo i skutecznie.


ekologiczna kosmetyczka


Kiedyś moja zmora czyli wyschnięte pięty. Mój naturalny patent, który sobie z tym poradził: po kąpieli/prysznicu, wetrzeć w stopy po kropli żelu aloesowego (22 złote), a następnie wsmarować troszkę masła shea (12 złotych). Na efekty nie trzeba będzie długo czekać.


ekologiczna kosmetyczka

ekologiczna kosmetyczka

Po depilacji - żel aloesowy.

Krem do twarzy dla dziecka na zimę - nic innego jak masło shea. 

Suche dłonie. Nie zgadniecie. ;-) Masło shea. Nie są wcale potrzebne drogie kremy do rąk.

Spierzchnięte usta. Uwaga, uwaga! Masło shea.

"Krem" ochronny na pupę dziecka - masło shea.

"Krem" antybakteryjny do pupy dziecka - nic innego jak nierafinowany olej kokosowy.

Wzmocnienie działania kremu na twarz. Po nałożeniu kremu zmieszać kroplę olejku (dostosowanego do potrzeby twojej cery; ja na przykład bardzo lubię z pestek malin) z kroplą żelu aloesowego i wklepać w skórę.

Dezodorant. Moje odkrycie numer jeden jeśli chodzi o naturalną kosmetykę. 
Oryginalny przepis znajdziecie tutajJak się go robi? Należy połączyć 4 łyżki oleju kokosowego z 3 łyżkami sody i 3 łyżkami skrobi ziemniaczanej. Ja dodaję to tego jeszcze kilka kropli witaminy E, czyli naturalnego konserwantu (do kupienia w aptece). Dezodorant wystarcza na bardzo długo, działa fenomenalnie no i do tego pięknie pachnie kokosem. I o dziwo nie tłuści ubrań. Trzeba jedynie pamiętać, żeby go nakładać malutko, bo jeśli się go da za dużo, to może trochę niestety potłuścić. 

Dla dociekliwych dodam od razu, że nie, nie śmierdzę nawet jeśli jest gorąco albo jestem zestresowana. A uwierzcie, na początku często się wąchałam nie mogąc uwierzyć, że coś tak banalnie prostego i taniego może tak dobrze działać. ;-)

Niedawno będąc w supermarkecie przeszłam się alejką ze środkami do czyszczenia. Nie zrobiłam tego, żeby coś w niej kupić, tylko po prostu z lenistwa, gdyż była to najkrótsza trasa, aby z punktu A dojść do punktu B, czyli do interesującego mnie działu. W połowie alejki zaczęło mnie mdlić. Zdałam sobie wtedy sprawę, że po prostu mój organizm odwykł od środków chemicznych i reaguje teraz na nie w sposób obronny trochę tak, jak to się przydarzyło mojemu dziecku w łazience, kiedy zaczęło płakać na przewijaku. Dla ciekawskich: nie, nie zaczęłam płakać, ani nie zrobiłam się czerwona, natomiast tak, przyspieszyłam kroku i szybko wyszłam z tej alejki. Troszkę czułam się jak Jaś Fasola w dziale z perfumami. ;-)




Ekologia... Fanaberia? Oszołomstwo? Moda? Ja już tak nie myślę, ale zmiana opinii na ten temat zajęła mi sporo czasu.

Zaczęłam od cytatu, to i na cytacie skończę. Tym razem jest to fragment rozmowy z Joanną Ołubczyńską, który został opublikowany w książce "Poradnik dla zielonych rodziców":

"Słowo ekologia się źle kojarzy. (...) Dlatego nie dziwimy się specjalnie i nie przekonujemy nikogo na siłę. Sami wiemy po sobie, że dużo łatwiej jest przekonać się do czegoś na własnej skórze, małymi krokami".

Jeśli macie ochotę, potestujcie sobie co nieco z tych tanich ekologicznych rewelacji. :-)

4 komentarze:

  1. bardzo ciekawe, ja z tą sodą zamierzam poeksperymentować :) ; a czy takie mleczko do czyszczenia ma jednolitą konsystencję? Chodzi mi o to czy drobinki sody nie porysują powierzchni? czy można nim czyścić płytę indukcyjną i kamienny blat???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. To mleczko do czyszczenia ma jednolitą konsystencję i nie powinno niczego porysować. Natomiast może zostawiać smugi (przez sodę). Dlatego wydaje mi się, że do czyszczenia płyty indukcyjnej bardziej by się sprawdził jeszcze inny przepis:
      1/2 szklanki octu spirytusowego lub 5 łyżek kwasku cytrynowego
      1/2 szklanki przegotowanej wody
      10 kropli cytrynowego olejku eterycznego

      Wszystkie składniki należy wymieszać w butelce z atomizerem. Takim sprayem można spryskiwać blaty, zlew, stoły oraz inne urządzenia kuchenne, czy też armaturę w łazience, aby usunąć bakterie, kamień i brud. Roztwór z octem można przechowywać do 12 miesięcy, zaś ten zawierający kwasek cytrynowy tak długo jak nie zacznie nieprzyjemnie pachnieć.
      Przepis na ten spray znalazłam również na blogu Zielony Zagonek: https://zielonyzagonek.pl/ekologiczne-sprzatanie-ekosprzatanie/

      Usuń

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger