czwartek, sierpnia 02, 2018

Kocham = nie biję, czyli o (nie)winnych klapsach

Dzisiejszy post będzie poważny. Nie będzie w nim miejsca ani na odrobinę humoru, czy przymrużenie oka. Temat jest bowiem nie do żartowania, a jest nim bicie dzieci. :-(


Pasek - mój syn będzie go kojarzyć tylko jako fajną zabawkę.
Zacznę od pewnej anegdoty. Kiedyś mój Tata był świadkiem następującej sytuacji. Matka z dzieckiem czekała na przystanku autobusowym. Autobus podjechał i otwarły się drzwi (to były jeszcze takie wysokie autobusy, nie niskopodłogowe). Wspomniane małe dziecko starało się jak najszybciej wejść do autobusu, ale nie było to dla niego takie proste, ponieważ schody były wysokie, a jego nóżki krótkie. Zniecierpliwiona mama dała mu wtedy klapsa, krzycząc: "No co się tak guzdrzesz?! Szybciej!". Mój Tata stał tuż za nimi. Zobaczywszy, co się stało... dał tej mamie klapsa. Zszokowana kobieta, odwróciła się do niego i zdenerwowana zapytała: "A Pan co niby robi?!". Na co mój Tata odpowiedział: "To samo, co Pani robi swojemu dziecku". Kobieta momentalnie zaniemówiła, po czym się speszyła i przyznała mojemu Tacie rację. Mam nadzieję, że dało jej to do myślenia i, że już NIGDY więcej nie uderzyła swojego dziecka. Oby...

Kocham = nie biję


Trudno jest mi się wypowiadać na temat, jak dużo dzieci jest bitych przez swoich rodziców, ale przysłuchując się czasem rodzicom na ulicach wydaje mi się, że niestety sporo, dużo, zbyt dużo. A według mnie, sprawa jest banalnie prosta. Jeśli kochasz swoje dziecko, to go po prostu nie bijesz. Bicie przekreśla bowiem szacunek do drugiego człowieka. Skoro raczej nikomu nie przyszłoby do głowy pobić swojego kolegi czy koleżanki, kiedy nas czymś zdenerwuje, swojego szefa lub szefowej, kiedy odeśle nasz projekt do poprawki, czy też siorbiącego pasażera autobusu siedzącego tuż obok nas, to dlaczego w ogóle przychodzi nam na myśl pobicie naszego dziecka?

Może dzieje się tak, ponieważ my byliśmy bici jako małe dzieci? 
Może dzieje się tak, ponieważ uważamy, że to jedyny sposób na nauczenie posłuszeństwa naszego dziecka?
Może dzieje się tak, ponieważ uważamy, że mamy do tego prawo jako silniejsi?
Może dzieje się tak, ponieważ jest piątek trzynastego, rano wylała nam się kawa na naszą czystą białą koszulę, boli nas ząb, a do dentysty cały czas jakoś nie po drodze, a do tego jeszcze okazuje się, że 
w osiedlowej cukierni nasze ulubione rogaliki z czekoladą właśnie się skończyły i zostały tylko te z dżemem, a ich po prostu nie znosicie?

www.kochamniebije.pl


Klaps to nie bicie?



Nie ważne, dlaczego tak się dzieje! To w ogóle nie powinno się dziać! Nawet nie tyle co "nie powinno". To po prostu NIE MOŻE się dziać! Bicie jest przemocą fizyczną! Pewnie niektórzy z Was pomyślą sobie. Ej tam, ej tam, klaps jest nieszkodliwy, bo jest praktycznie niewidoczny na ciele. Klaps to nie bicie. To w sumie jak muśnięcie piórkiem. Ja wtedy takim osobom bym odpowiedziała: Klaps to też bicie, to przemoc fizyczna, przemoc nad drugim człowiekiem, bo - przypominam - dziecko jest człowiekiem, mniejszym i słabszym od nas, ale człowiekiem.

Nawet jeśli niektórym się wydaje, że klapsy nie krzywdzą, bo nie pozostawiają widocznych śladów na ciele, są w wielkim błędzie. Klapsy rozbijają od wewnątrz, niszczą powoli pewność siebie oraz zaufanie i szacunek do rodzica, a nawet mogą często nieodwracalnie złamać psychikę tego jak na razie małego człowieka. Co więcej, kiedy dziecko jest bite, zaczyna się ono bać swojego rodzica, czyli tej osoby, która powinna zawsze go chronić i dbać o nie bez względu na wszystko. To co robią klapsy, bardzo dobrze przedstawia poniższa kampania wizualna przeciw biciu dzieci pod tytułem "MOŻESZ STRACIĆ COŚ WIĘCEJ, NIŻ TYLKO CIERPLIWOŚĆ". Wydaje mi się, że mój dalszy komentarz odnośnie tej kwestii jest zbyteczny. Poniższe obrazy mówią bowiem więcej niż tysiąc słów...





Bicie dzieci nielegalne?



Ale to nie wszystko. Chyba nie każdy dorosły jest tego świadomy, ale bijąc dzieci w Polsce po prostu łamie prawo! Bicie dzieci jest bowiem w naszym kraju NIE-LE-GAL-NE. Obecnie na 32 państwa wchodzące w skład Unii Europejskiej oraz strefy Schengen, klapsy można dawać jeszcze w (niestety) 6: Belgii, Czechach, Słowacji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz we Włoszech. W pozostałych państwach zostało to zabronione. W Polsce zakaz bicia dzieci wprowadzono pierwszego sierpnia 2010 roku, tak więc od 8 lat jeśli ktoś bije dziecko, ni mniej ni więcej łamie polskie prawo.



Na powyższej mapie kolorem czerwonym zaznaczyłam kraje, w których bicie jest niestety jeszcze dozwolone. Specjalnie wybrałam do tego kolor czerwony, gdyż kojarzy mi się on z bólem, z krwią, z przemocą. Mam nadzieję, że niedługo czerwona plama nie rozleje się szerzej po Europie, na północ od Czech i Słowacji, czyli - innymi słowy - nie powróci do Polski. Skąd takie czarne myśli? Ano stąd, że ostatnio coraz częściej dochodzą do mnie niepokojące wieści dotyczące planowanych zmian prawnych odnośnie kwestii bicia dzieci w Polsce. Na razie są to niewielkie jednak dość groźne przesłanki. Jakie? Choćby takie, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odmówiło patronatu 11. Ogólnopolskiej Konferencji „Ostrożnie – dziecko! Profilaktyka krzywdzenia małych dzieci” organizowanej przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, albo takie, że partia PiS zaproponowała jako swojego kandydata na Rzecznika Praw Dziecka osobę Sabiny Zalewskiej, która to (uwaga!) nie jest przeciwna używaniu klapsów wobec dzieci.

Nie tylko obecny rząd pokazuje, że nie jest przeciwny stosowaniu kar cielesnych wobec dzieci. Również spora część dorosłych niestety nadal daje swoim dzieciom klapsy (nie wspominając o silniejszych przejawach fizycznej przemocy, które też niestety się zdarzają). Nie chcę Was tu zanudzać, ale może ktoś będzie zainteresowany raportem Rzecznika Praw Dziecka z 2017 roku pod tytułem "Przemoc w wychowaniu – czas z tym skończyć!". Można w nim wyczytać wiele niepokojących i bardzo smutnych wniosków dotyczących przemocy wobec dzieci. Choćby taki, że ponad połowa Polaków akceptuje kary cielesne, uznając, że są takie sytuacje, w których trzeba dziecko uderzyć.




Pozytywna dyscyplina nie dla każdego?


Dziś ponownie na łamach swojego bloga zacytuję Mayim Bialik, którą podziwiam za jej styl macierzyństwa. W swojej książce "Nie tylko chusta. Rodzicielstwo bliskości w praktyce" Mayim pisze: "Gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, gdy ktoś mi tłumaczy, dlaczego metoda dyscypliny, jaką stosujemy, pozytywna dyscyplina, u nich nie zadziała, byłabym bardzo bogata (...). Słyszałam wszystkie możliwe wymówki. Pozytywna dyscyplina sprawdza się tylko w przypadku _________... uzupełnij lukę: małych rodzin, niepracujących mam, wyjątkowo spokojnych dzieci, pulchnych niemowląt, chłopców o blond włosach i niebieskich oczach, którzy późno zaczynają mówić, nieludzko cierpliwych matek, które muszą mieć w sobie DNA kosmitów... (...). Jeżeli chodzi o dyscyplinę, to wiem, że wielu z was na początku chce być bardziej łagodnymi, mniej despotycznymi i gwałtownymi niż wasi rodzice. Jednak coś się dzieje w ciągu pierwszych lat życia dziecka, co wzbudza u was przekonanie, że nawet Matka Teresa i Gandhi sięgnęliby po rózgę (albo uciekli, gdzie pieprz rośnie), aby poradzić sobie z pyskatym maluchem. Dlatego opracowujecie argumenty na obronę przeciwko komukolwiek, kto twierdzi, że jesteście zbyt surowe, agresywne, despotyczne, czy też za bardzo się przejmujecie".


Prosty sposób, żeby nie bić dzieci - nie bić dzieci!


Dalej Mayim pisze: "Z całym szacunkiem dla wszelkich możliwych stylów wychowania, przemoc jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Relacja z dzieckiem jest jedyną w naszym społeczeństwie, w której zezwala się na uderzenie drugiej osoby, niedozwolone jest bicie żony lub męża. Nie wolno nam też podnieść ręki na nauczyciela czy przyjaciół, a w wielu stanach USA nie możesz również zaadoptować domowego zwierzęcia, jeśli przyznasz, że planujesz je karcić. Dlaczego więc prawo do bicia dzieci jest w naszym społeczeństwie uważane za święte i niemal celebrowane?

Jest bardzo prosty sposób na to żeby nie bić dzieci. Trzeba po prostu… nie bić dzieci. (...) Ludzie, którzy biją dzieci, często mówią, że robią to z miłości, a nie gniewu. Rozróżnienie pomiędzy biciem w gniewie (czyli "w afekcie") a biciem będącym częścią planowanej dyscypliny ("na spokojnie") jest czysto akademickie i w praktyce nie istnieje. (...) Istnieje jedna prosta przyczyna, dla której nie należy bić: bicie to przemoc. Nie miłość. Nie nauczanie. Przemoc. Możesz powtarzać, ile chcesz, że bijesz z miłości albo, że próbujesz czegoś nauczyć przez bicie, jednak koniec końców to przemoc". 


Kampania "STOP bezmyślnym działaniom"



Powyższe słowa bardzo trafnie podsumowują dwa wyraziste spoty do dwóch  niezmiernie ważnych kampanii społecznych. Pierwszy odnosi się do kampanii "STOP bezmyślnym działaniom" i jest dedykowany wszystkim tym, którzy uważają, że stosowanie kar cielesnych ma sens:


Kampania RPD z 2014 roku


Drugi spot odnosi się natomiast do kampanii społecznej Rzecznika Praw Dziecka z 2014 roku, mającej na celu zwrócenie uwagi na problem bicia dzieci. W poniższym wideo nie kto inny jak diabeł kuszącym i uwodzicielskim głosem wypowiada następujące słowa:


"Bijąc dzieci możemy je nauczyć, 
że przemoc jest najlepszym sposobem rozwiązywania problemów, 
że nawet najbliższych trzeba się bać, 
że silniejszy ma zawsze rację, 
że ludzie nie zasługują na szacunek, 
a jedyne co do nich przemawia to ból... i strach".


Następnie dziecięcy głos odpowiada na nie:

"Bicie uczy, ale tylko złych rzeczy".



Najczęstsze powody bicia dzieci wg Mayim Bialik


Mayim Bialik w swojej książce wymienia trzy najczęściej podawane powody, dla których rodzice biją swoje dzieci:

1) "Mam wyjątkowo rozhukane/nadpobudliwe/szalone dzieci"
2) "Nie mam czasu, żeby stosować inne metody"
3) "Tak mnie wychowano i jakoś nie mam problemów".

Poniżej chciałabym się odnieść do każdego z nich osobno.


1) Mam wyjątkowo rozhukane / nadpobudliwe / szalone dzieci



Owszem niektóre dzieci są bardziej energiczne od innych, ale bicie na pewno im nie pomoże. Wręcz przeciwnie. Jeśli jakieś dziecko "z natury" jest trudniejsze, może warto wybrać się z nim - jak zresztą sugeruje również Mayim - do dziecięcego psychologa. Jednak na pewno nie należy go bić. Trzeba poświęcić mu po prostu więcej czasu niż innym dzieciom i zrozumieć, skąd bierze jego "rozhukanie". Bicie tylko wzmocni negatywne zachowania, a wręcz może nauczyć, że bicie to jedyne rozwiązanie. Nie zdziwiłoby mnie potem, jeśli takie dziecko zaczęłoby bić swoich rodziców, a w przyszłości również partnerów oraz swoje własne dzieci. 



2) Nie mam czasu, żeby stosować inne metody



Brak czasu to chyba ulubiona wymówka rodziców żyjących w XXI wieku. Wydaje mi się, że po założeniu rodziny trzeba po prostu zwolnić tempo życia, skupić się bardziej na tu i teraz, a nie pędzić za nie wiadomo czym, jak dotąd. Bardzo mądrze komentuje ten argument również Mayim pisząc: "Osobiście odczuwałam największą chęć uderzenia moich synów nie wtedy, gdy zrobili coś "złego", ale kiedy to ja byłam wyczerpana, brakowało mi cierpliwości i innych środków i potrzebowałam  uwolnić się od gniewu i frustracji. Właśnie w takich momentach nie należy bić dzieci. Te chwile są raczej ostrzeżeniem, że to my potrzebujemy pomocy, zanim zaczniemy traktować swoje potomstwo jak worek treningowy". Podpisuję się pod tym stwierdzeniem Mayim rękami i nogami. To zmęczenie rodzica najczęściej prowokuje go do zbicia swojego dziecka. A każdy rodzic wie, jaką wykańczającą harówką jest posiadanie dzieci. Harówką, która wielokrotnie przyćmiewa tak zwaną "piękną przygodę", jaką jest macierzyństwo. Sprawdźcie sami, ile wpisów mam na blogu w dziale "frustracja". ;-)




Nigdy nie zbiłam i nie mam zamiaru zbić swojego dziecka. Wiem, jak bardzo to rani. Wiem, że nie zapomina się tego do końca życia. Mimo że staram się już unikać słów "nigdy" i "zawsze", o czym pisałam już we wpisie "Nigdy nie mówi nigdy", nadal mam nadzieję, że NIGDY PRZENIGDY nie uderzę swojego dziecka. Jeśli bym to zrobiła, oznaczałoby to dla mnie całkowitą porażkę macierzyństwa oraz tak naprawdę również mojego człowieczeństwa. 

Niestety jednak są takie dni, kiedy zmęczenie rodzica jest tak ogromne, że dosłownie traci on rozum. Kiedy na przykład w nocy trzeba budzić się co godzinę, uspokajać płaczące dziecko, potem w ciągu dnia przemieszczać się po mieszkaniu z dzieckiem uczepionym nogawki spodni mocniej niż pijawka skóry, to przychodzi taki moment, że rodzic się po prostu załamuje i albo zaczyna płakać, albo krzyczeć, albo no właśnie... bić. :-/ 

Płacz z bezsilności przy dziecku mi się zdarzył. Niestety również kilka razy podniosłam głos przy dziecku. Nie miałam już więcej sił, choć wiem, że to żadna wymówka. Dobrze, żeby rodzic w takich momentach miał wsparcie kogoś bliskiego. Kiedy w domu jest mąż, a ja jestem wykończona, oddaję mu syna do momentu, aż nie odpocznę. Jest to chyba jedyny sposób, żeby nie wyrządzić krzywdy fizycznej i/lub psychicznej dziecku. 


Niedawno natknęłam się na bardzo mocny spot na temat przemocy słownej wobec dzieci, a przecież krzyk jest również swego rodzaju przemocą słowną. Nawet jeśli bezpośrednio nie krzyczy się na dziecko, mówiąc choćby, że jest głupie, że specjalnie robi nam na złość, itp., tylko krzyczy mówiąc, że nie ma się już siły. Będę mieć ten film przed oczami za każdym razem, gdy mój poziom zmęczenia przekroczy "zmęczenie jak cholera". Nie chcę, aby moje dziecko było nielotem tylko orłem. Ja sama startowałam w dorosłym życiu z pozycji nielota i mimo że orłem może jeszcze nie jestem, to dzięki silnej pracy nad sobą i wsparciu wspaniałych przyjaciół, osiągnęłam poziom co najmniej gołębia. 




3) Tak mnie wychowano i jakoś nie mam problemów

Oj! To chyba najgorszy z możliwych argumentów. :-/ Ponieważ odnośnie tego argumentu na usta suną mi się tylko i wyłącznie niecenzuralne słowa, oszczędzę ich Wam i zamiast swojej opinii, przedstawię zdanie Agaty Aleksandrowicz prowadzącej blog Hafija.pl oraz ponownie już kilka razy tu cytowanej Mayim Bialik.

Agata Aleksandrowicz napisała następujące słowa w tym temacie: "Wyszedłem na ludzi. Koronny argument rodziców bijących. Ja byłem bity i wyszedłem na ludzi! Już to kiedyś pisałam ale i powtórzę, bo czasem aż przykro tego słuchać: skoro bijesz swoje dziecko to na ludzi nie wyszedłeś".

Natomiast Mayim Bialik odnośnie tego punktu powiedziała: "Gdy pierwszy raz patrzymy na naszego noworodka, nie ma ono napisane na czole "Można mnie bić, nic mi nie będzie!" albo "Nie bij mnie, zrobisz mi krzywdę!". Nie wiesz, do którego rodzaju należy twoje dziecko. Czy warto zaryzykować, że przez bicie wyrośnie na nastolatka i dorosłego, którzy nie będą potrafili sobie poradzić z doświadczonym bólem? Negatywne skutki mogą być potem widoczne w szkole, w relacjach społecznych, związkach, pewności siebie, pracy i ogólnym zdrowiu psychicznym. Pytam ponownie: czy warto tyle ryzykować? 


Dzieci rodzą się pełne zaufania, że będziemy je kochać i chronić. To my uczymy je rozróżniać dobro od zła. Osłaniamy je przed bólem i niebezpieczeństwem. Nieważne, jakie argumenty znajdziemy na poparcie bicia, dziecko nigdy - nigdy - nie będzie w stanie pojąć świadomie czy nieświadomie, że ich rodzic z premedytacją postanowił wywołać u niego ból i strach. (...) Bicie jako forma dyscypliny tak naprawdę oznacza tresurę dziecka za pomocą bólu i strachu. Intuicyjnie pragniemy, aby dzieci nas słuchały i naśladowały nasze zachowanie. Wcale nie chcemy, aby strach przed nami był motywacją ich "dobrego" zachowania. Naprawdę nie jest to tego warte".

Jak to widać na poniższym filmie, bicie rani. Może się potem wyjdzie na ludzi, może nie. Zależy. Jedno jest jednak pewne: wyjdzie się z tego bicia połamanym od wewnątrz.



Gdyby ktoś chociaż palec podniósł na moje dziecko to bym ten palec chyba mu/jej obcięła. Mąż, dziadek, babcia, wujek, ciocia, ktokolwiek, nieważne… Nie ma u mnie zgody na bicie! Nigdy! Przenigdy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger