środa, maja 29, 2019

Wypadanie włosów po porodzie

autor zdjęcia: Warsztat Spojrzeń;
Jeszcze przed epoką dzieciatą...

Pamiętacie tę piosenkę Elektrycznych gitar "Człowiek z liściem"?


"Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie
Nikt go nie poratuje nikt mu nic nie powie
Tylko się każdy gapi
Tylko się każdy gapi i nic

Siedzi w autobusie człowiek z liściem na głowie
O liściu w swych rzadkich włosach
Nieprędko się dowie
Tylko się w okno gapi
Tylko się w okno gapi i nic

Uważaj to nie chmury
To pałac kultury
Liście lecą z drzew
Liście lecą z drzew"



Kiedy trzy miesiące po porodzie włosy zaczęły mi wypadać w ogromnych ilościach, zamiast wpadać w panikę, nuciłam sobie w głowie piosenkę Elektrycznych gitar, ale ze zmienionymi słowami:


"Wsiadła do autobusu mama łysa na głowie
Nikt jej nie poratuje nikt jej nic nie powie
Tylko się każdy gapi
Tylko się każdy gapi i nic

Siedzi w autobusie mama łysa na głowie
O swych rzadkich włosach
Nieprędko coś powie
Tylko się w okno gapi
Tylko się w okno gapi i nic

Uważaj. To nie bajdury
To prawa natury
Włosy lecą z głów
Włosy lecą z głów

Tak po porodzie po prostu jest
I już". 😉

autor zdjęcia: Warsztat Spojrzeń;
Jeszcze przed epoką dzieciatą...

Czy ktoś przed moją pierwszą ciążą mnie ostrzegał, że moje włosy będą mi dosłownie garściami wychodzić? Nikt nic a nic nie powiedział. Ani mru mru. Cicho sza.

Na swoje szczęście (albo jak kto woli nieszczęście) będąc jeszcze w ciąży wyczytałam o tej błogiej tendencji poporodowej gdzieś w czeluściach Internetu. Ja - od zawsze cierpiąca na syndrom cienkich włosów. Na początku wpadłam w panikę. Ale że jak to tak? Garściami wypadać będą?! Nie ma na to żadnego sposobu?! Przez jakieś hormony wyłysieję?! O nie!!! 

Jak natomiast widzę tę kwestię, mając już jedno poporodowe linienie za sobą, a drugie właśnie w trakcie? To wcale nie jest takie straszne. Trzeba przyjąć do wiadomości, że tak być musi i tyle. NIC się na to nie poradzi. Nie istnieją cudowne pastylki, szampony, czy też kuracje. A jeśli się na coś takiego natkniecie, to od razu Wam mówię, że serio lepiej wydać kasę na dobrej jakości czekoladę, bo te cuda wianki na bujne włosy po porodzie to najzwyczajniejsza ściema. 

Kilka miesięcy po porodzie włosy zaczynają wypadać ze względu na to, że poziom hormonów się zmienia. Podczas ciąży hormony są na innym poziomie, dzięki czemu pozwalają organizmowi kobiety szczęśliwie przetrwać ciążę. Efekt uboczny tych ciążowych hormonów to piękne i bujne włosy. Skąd one się biorą? Ano stąd, że wydłuża się faza wzrostu włosa, a co za tym idzie włosy przez ciała ciążę praktycznie nie wypadają. Natomiast po porodzie, hormony powoli wracają do stanu sprzed ciąży, a co za tym idzie, cykl włosa wraca do normy, czyli te wszystkie włosy, które nie wypadły przez 9 miesięcy, w końcu wypadają i to tak ehem hurtowo. 😉 



Ale luzik. Tak dla pocieszenia - całkowicie łyse nie będziecie. Wypadnie to, co miało wypaść, a potem stopniowo włosy będą sobie odrastać.  

Co można z tym fantem zrobić? Przeczekać i po prostu dbać o włosy jak zwykle, albo jeszcze bardziej. Chodzi o to, żeby po prostu nie osłabić tego, co się na naszej głowie uchowa. A jeśli nie macie nerwów do patrzenia na wylatujące kępami włosy, zawsze możecie postąpić jak Demi Moore w filmie G.I. Jane. 😉



Jak dobrze wiecie, odkąd stałam się mamą, używam coraz mniejszej ilości kosmetyków. Podobnie jest w przypadku włosów (choć trudno szukać we mnie ascetki w tym temacie). Zapraszam Was na moje włosowe ABC.

Jak myję włosy?


1. bardzo delikatny szampon


Używam tylko i wyłącznie szamponów z bardzo delikatnym składem. W tym momencie na tapecie są dwa. Jeden to obecny szampon moich dzieci. Jest to HIPP żel do mycia ciała i włosów od 1. dnia życia, Sensitive. Drugim produktem (używanym naprzemiennie z tym pierwszym) jest SYLVECO balsam do włosów myjący z betuliną.

Obydwa szampony są bardzo delikatne. Ten z Hipp dość dobrze się pieni, ale nie podrażnia i nie wysusza skóry głowy. Natomiast ten drugi nie pieni się prawie w ogóle, oraz oczywiście również nie podrażnia i nie wysusza skóry głowy. Co więcej, ten tzw. "balsam myjący" powiedziałabym, że bardziej niż szamponem, jest po prostu substancją leczniczą przy okazji utrzymującą czystość skalpu. Fajna ksywka, nie? 😉

A oto dokładne składy obydwu produktów (tak dla Was do wglądu):

HIPP żel do mycia ciała i włosów od 1. dnia życia, Sensitive:

Aqua (woda), Hydrogenated Starch Hydrolysate (humektant), Sodium Cocoamphoacetate (substancja powierzchniowo czynna), Cocamidopropyl Betaine (substancja powierzchniowo czynna), Lauryl Glucoside (substancja powierzchniowo czynna), Sodium Chloride (zagęstnik), Lactic Acid (humektant), Glycerin (emolient), Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract (wyciąg z migdałów), Coco-Glucoside (substancja powierzchniowo czynna), Glyceryl Oleate (emulgator), Zinc Sulfate (konserwant), Glyceryl Caprylate (emolient), Hydrogenated Palm Glycerides Citrate (emulgator), Tocopherol (witamina E, konserwant), Citric Acid (regulator pH), Parfum (substancja zapachowa).



Sylveco Balsam do włosów myjący z betuliną:

INCI: Aqua (woda), Coco-Glucoside (substancja powierzchniowo czynna), Decyl Glucoside (substancja powierzchniowo czynna), Mel Extract (wyciąg z miodu - humektant), Cocamidopropyl Betaine (substancja powierzchniowo czynna, Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Panthenol (prowitamina B5), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Cyamopsis Tetragonoloba Gum (guma guar - emulgator), Glyceryl Oleate (emulgator), Lactic Acid (humektant), Betulin (betulina), Sodium Benzoate (konserwant), Rosmarinus Officinalis Leaf Oil (olej z rozmarynu).


Metoda kubeczkowa, czyli co dokładnie?

Uwaga! Moja skóra głowy jest bardzo wrażliwa (a po ciąży jeszcze bardziej). Dlatego przed aplikacją, każdy szampon rozcieńczam wodą. Jak to robię? Mam taką małą pustą buteleczkę o pojemności 100 ml kupioną kiedyś w Rossmannie. Wlewam do niej troszkę szamponu (np. 2 naciśnięcia pompki) i dolewam wody (tak 1/3 lub 1/4 buteleczki). Potem wstrząsam, żeby woda połączyła się z szamponem. Profesjonalnie w kręgach włosomaniaczek metoda ta nazywana jest metodą kubeczkową. Co ona daje moim włosom (i nie tylko)? Skalp nie jest podrażniony. Włosy są czyste. A do tego zużywam mniej produktu, niż gdybym go nie rozcieńczała, czyli jest oszczędniej. 😉

Jak nakładać szampon?

I jeszcze jedna bardzo ważna adnotacja. Szampon aplikuję tylko i wyłącznie na skalp. Nigdy na całą długość włosów. Inaczej włosy (przynajmniej u mnie) będą przesuszone. A tak w ogóle szampon to kosmetyk, który powinno się stosować właśnie na skórę głowy - nie włosy. Do włosów używa się masek i odżywek. Od razu odpowiem na pytanie, które pewnie się pojawi: Tak - włosy po aplikacji szamponu tylko na skórę głowy będą czyste. Spłukując szampon, spłynie on po całej długości włosów, czyszcząc je w całości.

Jak nakładać odżywkę?


Po wymyciu włosów szamponem i spłukaniu go wodą, włosy delikatnie osuszam ręcznikiem. Ręcznik tylko nakładam na głowę. Nie trę nim włosów, aby ich nie połamać. Pamiętajcie, że kiedy włosy są mokre, znacznie łatwiej je uszkodzić. Następnie zdejmuję ręcznik, a na włosy nakładam odżywkę lub maskę.


3 rodzaje odżywek

Mam 3 rodzaje odżywek (jak na każdą włosomaniaczkę przystało): proteinową (=białkową), emolientową (=natłuszczającą) i humektantową (=nawilżającą). Że co??? - pomyślicie. Już tłumaczę. Żeby osiągnąć efekt wow na włosach, ważna jest równowaga pomiędzy tymi trzema rodzajami składników. Dlatego odżywek używam naprzemiennie. A proteinowej to już w ogóle najrzadziej, żeby włosów nie przeproteinować czyli nie osiągnąć na swojej łepetynie tzw. siana. 😉

Jakie mam odżywki / maski?




Jest to rewelacyjna maska nawilżająca, która wspaniale nawilża zarówno włosy jak i skórę głowy. Jest to absolutny wyjątek, jeśli chodzi o aplikację masek i odżywek. Spokojnie można położyć ją na skalp. Nie potłuści Wam włosów, a jedynie nawilży i ukoi skórę głowy. A jej skład? Rewelacja!

INCI: Aqua (woda), Cetearyl alcohol (emolient), Aloe barbadensis leaf juice (sok aloesowy - humektant), Cetyl Esters (emolient), Glycerin (emolient), Juniper communis fruit extract (ekstrakt z owoców jałowca), Behentrimonium Chloride (substancja powierzchniowo czynna), Panthenol (prowitamina B5), Cetrimonium Chloride (substancja powierzchniowo czynna), Parfum (substancja zapachowa), Phenoxyethanol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), CI 77891 (filtr UV).






Do kupna tej maseczki zdecydowałam się, ponieważ bardzo cenię wiedzę guru włosomaniaczek - blogerki Anwen. Kiedy zaczęły mi się problemy z włosami (jeszcze przed pierwszą ciążą), to przede wszystkim rady z jej bloga uratowały mnie przez niechybną łysiną. Dzięki niej trafiłam również na drugi fajny blog Martusiowy kuferek. Ten drugi blog spodobał mi się szczególnie dlatego, że jego autorka jest posiadaczką cienkich włosów, a nie tak jak to przystało na blogerską włosomaniaczkę - grubaśnych włosów niczym z reklamy szamponu Pantene Pro-V. Jej blog jest o tyle fajny, że jego autorka tłumaczy, jakie produkty sprawdzą się na cienkich włosach. Większość włosowych blogerek z grubaśnymi włosami stosuje inne preparaty, których użycie u mnie skończyłoby się najprawdopodobniej absolutną klapą. 

Ale wracając do tytułowej maseczki, zawiera ona po trochę z każdego ważnego elementu do nawilżenia włosów: trochę składników proteinowych (=białkowych), trochę emolientowych (=natłuszczających) oraz trochę humektantowych (=nawilżających). A oto jej dokładny skład:


INCI: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej winogronowy), Behentrimonium Chloride (substancja powierzchniowo czynna), Glycerin (emolient), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Hydrolyzed Silk (hydrolizowany jedwab), Maris Sal (sól morska), Silica (dwutlenek krzemu), Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder (sok aloesowy w proszku), Panthenol (prowitamina B5), Phenoxyethanol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Parfum (substancja zapachowa), Hexyl Cinnamal (substancja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (substancja zapachowa), Limonene (substancja zapachowa).





3. Odżywka Garnier Ultra Doux olejek z awokado i masło karité


Jest to rewelacyjna odżywka natłuszczająca, która niestety od pewnego czasu nie jest już dostępna na polskim rynku (jednak wiedząc o tym, zawczasu kupiłam sobie jej zapas). Dowiedziałam się o niej zarówno z bloga Anwen jak i z Martusiowego Kuferka, czyli od moich włosomaniaczkowych guru. Jest ona po prostu RE-WE-LA-CYJ-NA!!! Jest to odżywka stricte natłuszczająca, tak więc lepiej nie nakładać jej zbyt blisko skóry głowy, gdyż może włosy nieco przetłuścić. Nie wiem, jaka odżywka mogłaby ją zastąpić. Kiedy ją znajdę, oczywiście dam Wam znać. A jak na razie pozostawiam opis składu. Może Wy podczas pobytu w jakiejś drogerii natkniecie się na coś podobnego. 😉

INCI: Aqua/Water (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil (emolient), Behentrimonium Chloride (substancja powierzchniowo czynna), Glycerin (emolient), Isopropyl Alcohol (konserwant), Stearamidopropyl Dimethylamine (emulgator), Citric Acid (regulator pH), Chlorhexidine Dihydrochloride (konserwant), Butyrospermum Parkii Butter/SheaButter (emolient), Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil (emolient), Hexyl Cinnamal (substancja zapachowa), Cl 15985/Yellow 6 (barwnik), Cl 19140/Yellow 5 (barwnik), Tocopherol (witamina E - naturalny konserwant), Helianthus Annuus Seed Oli / Sunflower Seed Oil (emolient), Rosmarinus Officinalis Leaf Extract / Rosemary Leaf Extract (wyciąg z rozmarynu), Parfum/Fragrance (FIL C182101/2).




4. odżywka Nivea Long Care & Repair


Miałam kiedyś tę odżywkę, podobnie jak w przypadku odżywki Ultra Doux, zachęcona recenzjami z bloga Anwen oraz Martusiowego Kuferka. Używana od czasu do czasu na moich włosach działała wręcz cuda. Jest to odżywka proteinowa, więc jeśli używałam jej zbyt często, niestety przeproteinowywała moje włosy, czyli mówiąc łopatologicznie, moje włosy stawały się po prostu sianowate. Była super, ale i ona już jakiś czas temu zniknęłam z polskiego rynku. Firma Nivea co prawda postanowiła ją zastąpić całą serią mlecznych odżywek, ale niestety - łagodnie rzecz ujmując - dupa im z tego wyszła ot co. 😉

Kupiłam nawet jedną z tych ich nowych odżywek na próbę i... nie polecam. Jeśli znajdę jakiś fajny zamiennik tej oryginalnej odżywki z Nivea, oczywiście dam Wam znać. Tymczasem tylko jeszcze wymienię skład tej genialnej odżywki wycofanej z rynku. Warto go mieć na oku kupując jakąś inną. A nuż będzie podobny. 😉

INCI: Aqua (woda), Stearyl Alcohol (emolient), Cetyl Alcohol (substancja powierzchowo czynna), Stearamidopropyl Dimethylamine (emulgator),

Dimethicone (emolient), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Orbignya Oleifera Seed Oil (olej z babassu), Oryzanol (filtr UV),

Silicone Quaternium – 18 (emolient), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride (antystatyk), Trideceth – 6 (substancja powiechniowo czynna), Trideceth- 12 (emulgator), C12-15 Pareth-3 (emulgator), Coco Betaine (substancja powierzchniowo czynna), Cocamidopropyl Betaine (substancja powierzchniowo czynna), Sodium Chloride (emulgator), Lactic Acid (humektant), Citric Acid (regulator pH), Phenoxyethanol (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant), Linalool (substancja zapachowa), Butylphenyl Methylpropional (substancja zapachowa), Geraniol (substancja zapachowa), Benzyl Alcohol (konserwant), Parfum (substancja zapachowa).




Naturalne maseczki

Wiem wiem. Powinnam je robić. Potrafią zdziałać cuda. Do tego są naturalne i proste w wykonaniu, a przepisy na nie można bez problemu znaleźć w Internecie. Tylko że ja jakoś nigdy nie mogę się zmobilizować. Jak już myję włosy, to robię to szybciutko i rzadko kiedy chce mi się połączyć choćby dwa składniki. Sama myśl, że robienie maseczki oddali mnie o kilka minut od możliwości zamknięcia się w łazience, gdzie dzieci nie będą mi przerywać, zniechęca mnie do niej. Kto ma dzieci, ten zrozumie. 😉


Woda różana i żel aloesowy


Nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała stosować na włosach moich ukochanych naturalnych produktów jednoskładnikowych. Obecnie używam dwóch:


1. woda różana


Po wymyciu i delikatnym osuszeniu włosów, nanoszę (najlepiej przy pomocy atomizera) niewielką ilość wody różanej na włosy. Efekt: dobrze rozczesujące się, nawilżone i błyszczące włosy.


2. żel aloesowy

Wspaniale działa na podrażnioną i wysuszoną skórę głowy. Nanoszę niewielką ilość żelu na podrażnioną skórę głowy. Wmasowuję. Przeczesuję włosy. Nie spłukuję. Efekt niemal natychmiastowy. Nic nie swędzi, a suche placki na skórze znikają.




Grzebień i szczotka


Co jeszcze jest bardzo ważne przy pielęgnacji włosów? Na pewno dobrej jakości grzebień i szczotka. Uwaga, to nie zawsze oznacza wydane miliony! Dobry grzebień i szczotka może nie kosztuje 2 złotych, ale na pewno też i nie kilkaset. Poniżej przedstawiam Wam swoich faworytów.

Po pierwsze całkowicie odeszłam od używania plastikowych akcesoriów do włosów. Jedyne co mi przyniosły to naelektryzowane i połamane włosy. Od dobrych kilku lat używam więc:



Koszt - około 15 złotych. Chyba niezbyt wygórowany jak na grzebień, który będzie Wam służyć latami. Uwaga! Nie wiem, jak sprawdzi się taki grzebień na grubych włosach. Ja mam 3 włosy na krzyż i u mnie działa cuda. Natomiast mój mąż kiedyś, gdy nie był w stanie znaleźć nigdzie swojego grzebienia, postanowił potraktować swoją czuprynę moim grzebieniem i uznał - cytuję - że "to coś nic nie czesze". 😉 




Aha, jeszcze jedna adnotacja na temat drewnianych grzebieni. Nie każdy drewniany grzebień będzie chronić włosy. Są też i takie buble, które włosy połamią bardziej niż grzebienie plastikowe. Takim bublem okazał się choćby kupiony przeze mnie lata temu drewniany eco grzebień do włosów N2. NIE POLECAM!


2. Szczotka Gorgol Natur Modl 15 02 130

Drugim używanym przeze mnie narzędziem do ujarzmiania włosów jest odpowiednia szczotka. Ile ja się namęczyłam, żeby się na jakąś w końcu zdecydować! Bazowałam wtedy na genialnym wręcz artykule pochodzącym z kilkukrotnie wymienionym już blogu Martusiowy kuferek: szczotka z włosia dzika - poradnik zakupowy. Z tamtego wpisu dowiedziałam się, że ważna jest nie tylko wielkość szczotki, ale również rozstaw włosia, długość włosia, obecność lub brak tzw. rozczesywacza. No i masz babo placek, co nie? Taki wybór, że głowa boli. Myślałam i myślałam (miałam wtedy czas, bo byłam jeszcze bezdzietna 😉) i w końcu wybrałam!

Zdecydowałam się na szczotkę marki Gorgol. Przy jej wyborze pomógł mi jeszcze jeden wpis z bloga Martusiwy kuferek. Kosztowała mnie wtedy 26 złotych, więc cena naprawdę, wydaje mi się, przystępna. 

Moja szczotka ma krótkie i gęsto zagęszczone włosie, czyli takie, jakie jest wskazane przy włosach cienkich i plączących się. U mnie się sprawdza, ale to dlatego, że dostosowałam ją do swojego rodzaju włosów. Pamiętajcie o tym, kupując swoją własną szczotkę. Jeśli macie inne włosy niż ja (czego Wam szczerze mówiąc życzę 😉), kupcie inny rodzaj szczotki.




Jak spinać włosy?


Kolejnym aspektem przy pielęgnacji włosów na pewno jest kwestia ich spinania. Nie oszukujmy się. Po ciąży nie będzie się Wam chciało modelować fryzury na lokówce, a nawet jeśli, to jest spora szansa na to, że te pięknie ułożone kosmyki:

a) zostaną mocno chwycone  i/lub wyrwane przez Wasze latorośle;
b) wpadną Wam do zupy;
c) zamoczą się w siuśkach (mimo, że należących do ukochanych przez Was dzieci, ale jednak siuśkach).

Dlatego, jeśli macie co, to wiążcie to w kucyk... przynajmniej do czasu, aż Wasze dziatki nie pójdą do jakiejś placówki oświatowej. 😉

No dobra. Czyli wiążemy. Ale czym? Kiedyś to nawet używałam gumek recepturek (sic!). Teraz jedynie dwóch rodzajów bardzo delikatnych gumek: Invisibobble oraz Glamour Style... z Carrefoura.

Żadne z nich nie łamią moich włosów. Dzięki tym pierwszym na dodatek mój kucyk wydaje się być grubszy niż w rzeczywistości, a tych drugich jest tyle w jednym opakowaniu, że spokojnie wystarczy mi ich - parafrazując Jurka Owsiaka - do końca życia... i o jeden dzień dłużej. 😉


zdjęcie po prawej pochodzi z www.martusiowykuferek.pl

Suszyć albo nie suszyć - oto jest pytanie


Na to pytanie pewnie każda z Was odpowie, że oczywiście nie suszyć. Wiadomo, że suszenie jest złe dla włosów, wysusza je, itp., itd. Bla bla bla. No ale czasem suszyć trzeba. Co wtedy? Ja suszę bardzo sporadycznie. Ale jeśli już muszę, to zawsze wcześniej spryskuję moje włosy ekologicznym płynem: EcoLab Termoochronny spray do układania włosów o działaniu regeneracyjnym. Nie tylko ułatwia on rozczesywanie, ale też chroni przed działaniem wysokiej temperatury, nawilża włosy no i jest stosunkowo tani (około 13 złotych). A oto jego skład:


INCI: Skład: Aqua (woda), Organic Ficus Carica Floral Water (woda imbirowa), Organic Hibiscus Extract (organiczny ekstrakt z hibiskusa), Olive Oil Glycereth-8 Esters (substancja pozyskiwana z oliwy z oliwek), Organic Macadamia Integrifolia Seed Oil (organiczny olej macadamii), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Glycerin (emolient), Cetrimonium Chloride(substancja powierzchniowo czynna), Hydrogenated Castor Oil (emolient), Perfume (substancja zapachowa), Lactic Acid (humektant), Benzoic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant), Dehydroacetic Acid (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant).





Ufff. To by było chyba na tyle. 😉 A Wy jakie macie sprawdzone patenty na swoje włosy? Chętnie je poznam. Piszcie w komentarzach.  



Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB

- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger