poniedziałek, lutego 19, 2018

"Księżniczka w papierowej torbie", czyli książeczka NIE tylko dla dziewczynek

Ja chcę dziewczynkę!

Kiedy byłam w ciąży, może okropnie to zabrzmi, bo przecież, jaka różnica, ale miałam nadzieję, że urodzę dziewczynkę... Dlaczego chciałam dziewczynkę? Ponieważ chciałam wychować ją na pewną siebie i odważną kobietę. Ponieważ chciałam jej przekazać to wszystko na temat kobiet, do czego ja osobiście dochodziłam sama i bardzo powoli, nierzadko poprzez łzy, a czasem nawet i ból. Chciałam jej powiedzieć: "Tak, córko, jesteś wartościową osobą i możesz być w życiu kimkolwiek tylko zechcesz. Możesz być naukowcem, sportsmenką, pilotem czy prezydentem. Nie, nie musisz być grzeczna i cicha, bo tak społecznie panienkom wypada. Możesz, a nawet powinnaś mówić na głos, choćby krzykiem, co myślisz i czujesz. Nie, nie musisz usługiwać swojemu chłopakowi/narzeczonemu/mężowi. Jeśli zostaniesz psychicznie albo fizycznie skrzywdzona przez niego, lub kogokolwiek innego, mów o tym głośno i nie wstydź się. To nie Twoja wina! Nie, nie musisz przytakiwać w pracy swojemu szefowi nawet, jeśli się z czymś nie zgadzasz. Tak, musisz reagować na seksistowskie zaczepki czy to na ulicy, czy w szkole, czy w pracy. Wiedz, że możesz się ubierać, jak tylko Ci się podoba. Nie pozwól innym mówić, co Tobie wypada, a co nie. Bądź silna i znaj swoją wartość. Wiedz też, że bardzo Cię kocham i że zawsze możesz liczyć na mój szacunek i to bez względu na to, czy będziesz się zachowywała zgodnie z moimi oczekiwaniami, czy też nie. Przecież Ty wiesz najlepiej, co sprawi, że będziesz szczęśliwa, nie ja".

Chłopiec też super!

Kiedy podczas badania USG lekarka powiedziała mi, że będę mieć chłopca, najpierw się zasmuciłam. Eeech. Czyli jednak nie moja wymarzona dziewczynka. Ale "smutek" trwał tylko chwilkę. Zaraz potem pomyślałam: "Ale chwila moment. Przecież syna również będę mogła nauczyć wielu cennych wartości: że powinno się szanować drugiego człowieka, że absolutnie nie można używać siły czy to słownej czy fizycznej wobec nikogo (kobiety, osoby starszej, o gorszej pozycji społecznej, biedniejszej, czy jakiejkolwiek innej). Że może być kimkolwiek zechce, ale żeby pamiętał, żeby nie iść po trupach do celu tylko zawsze szanować spotykane na swojej drodze osoby. Powinnam go nauczyć zaradności w domu, żeby umiał gotować, sprzątać, zmywać, prać. Będę mogła mu przekazać, że związek dwóch osób powinien opierać się na partnerstwie i na szacunku do drugiej osoby. Powinnam go zapewnić, że może płakać, kiedy czuje taką potrzebę, że to głupota mówić, że chłopaki nie płaczą. Powinnam go nauczyć, że warto starać się nazywać swoje uczucia i mówić o nich otwarcie, a nie tłumić je głęboko w sobie, bo pewnego dnia wybuchną ze wzmożoną siłą. Muszę go nauczyć, żeby reagował, kiedy widzi, jak inni mężczyźni zaczepiają kobiety, jak na nie krzyczą albo biją. I oczywiście też mu będę mówić, jak bardzo go kocham i zapewnię go, że zawsze może liczyć na mój szacunek i to bez względu na to, czy będzie zachowywał się zgodnie z moimi oczekiwaniami, czy też nie. Przecież on wie najlepiej, co sprawi, że będzie szczęśliwy, nie ja.

Jednym słowem, tak samo jak ważne jest wychować córkę na feministkę, ważne jest również wychować syna na feministę. :-)

Oszczędności na prawie wszystkim

Czytelnicy mojego bloga wiedzą już, że oszczędzać mogę na wszystkim (na sprzątaniu, na kosmetykach dla dzieci, na kosmetykach dla kobiet w ciąży, na pieluchach, na ubraniach, meblach, wózkach, itd), ale nie na książkach, które uważam za najważniejsze w edukacji dzieci. Mój niespełna roczny synek ma ich już całą masę, mimo że na razie korzysta z niewielu książek, bo większość z nich by jeszcze zniszczył. 

Ci co śledzą mój blog od początku, wiedzą też, że bardzo nie lubię podziałów na to co jest odpowiednie dla chłopców i na to co jest poprawne dla dziewczynek. Denerwują mnie podziały dotyczące ubrań, zabawek, czy też książek.

Moc książek

Wiem też, jak wielką moc niosą ze sobą książki, że mogą one kreować światopogląd człowieka. Chciałabym właśnie za pomocą książek uczyć swojego synka podstawowych wartości, mówić mu o rzeczach trudnych oraz nieczęsto niemile widzianych w debacie społecznej. Dlatego choćby w biblioteczce mojego dziecka zagościła już książka o chłopcu, który marzy o lalce oraz o kocie należącym do rodziny uchodźców z Iraku

"Księżniczka w papierowej torbie" Robert Munsch


Mój synek ma też już kupioną książkę "Księżniczka w papierowej torbie" autorstwa Roberta Munscha, przetłumaczoną  z języka angielskiego przez Annę Dzierzgowską, a wydaną przez Fundację Feminoteka. Książka ta teoretycznie jest przeznaczona dla dziewczynek, ale ja uważam, że powinna być czytana przez wszystkie dzieci bez względu na ich płeć. Porusza bowiem bardzo ważne tematy, o których powinno się rozmawiać z dziećmi od najmłodszych lat, tak żeby potem dziewczynki wyrosły na silne kobiety, a chłopcy, czyli późniejsi mężczyźni, od początku je szanowali.

Inna baśń niż wszystkie

Ale o czym jest ta książeczka? O tym, co dzieci lubią najbardziej, czyli o księżniczkach, królewiczach i, jakże by mogło go zabraknąć, o smoku! "Eeee tam!" - powiecie. "Książek o książętach, księżniczkach i smokach są tysiące! Po co kupować kolejną? Przecież wiadomo, jak to będzie. Księżniczka zostanie porwana przez smoka, a dzielny książę ruszy jej na ratunek, przeżyje wiele bohaterskich przygód, żeby na samym końcu, ryzykując oczywiście własne życie, zabić smoka i uwolnić księżniczkę z wieży. Księżniczka padnie mu w ramiona, a następnie wezmą ślub i będą żyli długo i szczęśliwie". A ja Wam na to odpowiem, że żadne z wymienionych przez Was wydarzeń, nie ma w tej książce miejsca

Zgadłam Waszą reakcję? ;-)



O czym więc jest ta książeczka i dlaczego, według mnie, jest tak ważna?



Elżbieta nie Elusia

Na pierwszej stronie baśni poznajemy księżniczkę Elżbietę. Zwróćcie uwagę, że nie zdrobniono jej imienia. Księżniczka nie nazywa się Ela, Elusia, Elcia, Elunia, czy też Elżunia, ale Elżbieta. Sam fakt użycia jej pełnego imienia nadaje tej księżniczce siłę. 

Tak na marginesie, często do swojego syna mówię pełnym imieniem, bo uważam, że warto nauczyć go, że jego imię ma wartość i że nie trzeba używać zdrobnień, aby okazać mu miłość. Nie chcę, żeby w przyszłości źle reagował na swoje pełne imię. Wiem, co mówię, bo sama mam na imię Elżbieta. ;-) I do dziś dnia nie przepadam za pełną formą mojego imienia (choć cały czas z tym walczę). Kiedy byłam mała, nikt do mnie nie mówił Elżbieta. Ba! Nawet nie mówiono do mnie Ela. Ela słyszałam tylko wtedy, kiedy moi rodzice byli na mnie zdenerwowani. Bałam się już samego imienia Ela, a co dopiero Elżbieta. Do tego stopnia narosła u mnie niechęć do swojego własnego imienia, że w pewnym momencie chciałam aż je zmienić. 

Mój maleńki synek to Sebastian. I tak najczęściej się do niego zwracam oczywiście tonem przepełnionym miłością. Używam również zdrobnień Sebastianek, Bastian, Bastuś, Sebuś, Bastek, Sebcio. Chcę, aby moje dziecko wiedziało, że bez względu na to, jakiej formy jego imienia użyję, ma ona taką samą wartość i żadne z form jego imienia nie ujmują nic jego osobie, ani, co gorsze, nie są znakiem zagrożenia.

Wracając do baśni, którą chcę Wam dziś opisać: jaka jest księżniczka Elżbieta? Oczywiście, jak na księżniczkę przystało, jest piękna i nosi drogie ubrania.



Ale w jednej chwili wszystko zostało zniszczone. Przyleciał smok, zburzył zamek i spalił wszystkie piękne i drogie ubrania księżniczki Elżbiety, a na domiar złego, porwał jeszcze jej ukochanego księcia Ronalda!

Księżniczka zakasa rękawy

W standardowej baśni księżniczka z pewnością albo zaczęłaby płakać, albo poprosiła o pomoc grono walecznych rycerzy, którzy ruszyliby na odsiecz księciu Ronaldowi. Jednym słowem, księżniczka pokazałaby słabość, brak zaradności i brak wiary w swoją siłę. Ponieważ jednak "Księżniczka w papierowej torbie" jest przeciwieństwem standardowych baśni, na próżno szukać u Elżbiety łez, nie poprosiła też oczywiście żadnego mężnego rycerza o pomoc, tylko sama postanowiła działać i odzyskać ukochanego. A ponieważ żadne ubranie się nie ostało, Elżbieta założyła na siebie jak gdyby nigdy nic szarą zwykłą papierową torbę.



Bez problemu, bo przecież Elżbieta głupia nie jest i potrafi wyciągać logiczne wnioski, dotarła do siedziby smoka idąc przez wypalone lasy i mijając ogryzione przez smoka końskie kości. 

Nie siłą, a rozumem

Kiedy dotarła do smoczej jaskini, nie siadła i nie zapłakała w swojej bezradności, tylko śmiało zakołatała do drzwi. Smok nie chciał z nią rozmawiać, ale to nie zniechęciło Elżbiety. Postanowiła podejść smoka podstępem. 

Mimo iż na pierwszy rzut oka Elżbieta jako drobniutka księżniczka nie miała w starciu z ogromnym i silnym smokiem najmniejszych szans, wygrała, a stało się to za sprawą jej umysłu. Pokazała tym samym, że nie trzeba mieć mięśni niczym Pudzian, żeby wygrać walkę, że siła umysłu niejednokrotnie jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Nie zdradzę Wam, w jaki sposób Elżbieta pokonała smoka, żeby pozostawić Wam choć nutę tajemnicy i radości w odkryciu jej metody działania.



Jak widzicie, Elżbiecie udało się w końcu dostać do jaskini. Nareszcie mogła wyswobodzić swojego ukochanego Ronalda! Jak zareagował piękny książę? Czy zachował się jak podobnie do tego, jak czynią to księżniczki w standardowych baśniach, czyli rzucił się ukochanej na szyję, pocałował ją, wrócili razem do zamku, wydali huczne wesele i żyli długo i szczęśliwie. Eeee... No nie. ;-)



Wygląd to nie wartość

Książę był zdegustowany wyglądem księżniczki. Nie przypominała już tej pięknej Elżbiety, co nosiła drogie ubrania. Była brudna, pachniała popiołem, miała potargane włosy, a do tego wszystkiego odziana była w brudną papierową torbę. "Elżbieto, coś ty ze sobą zrobiła? (...) Wróć, kiedy będziesz ubrana jak prawdziwa księżniczka" - powiedział książę. 

We współczesnym świecie panuje pogoń za pięknym wyglądem. Dotyczy to przede wszystkim kobiet. Wmawia się im, że powinny zawsze mieć pięknie ułożone włosy, nienaganny makijaż (według reklam w dzień, w nocy i pod prysznicem), być ślicznie ubrane, pachnieć perfumami Chanel No 5, chodzić w szpilkach nawet po górach, no i oczywiście mieć smukłą i równocześnie wysportowaną sylwetkę. Jeśli któraś z kobiet stara się tak wyglądać, prędzej czy później, obawiam się, źle skończy. Albo zachoruje na anoreksję lub bulimię, albo na depresję, albo będzie mieć załamanie nerwowe, gdyż nie będzie się wysypiać, no bo przecież o świcie zanim mąż wstanie z łóżka trzeba będzie się umalować, poprawić manicure i wyprasować sukienkę. 

Ale prawda jest nieunikniona: Nie da się całe życie pachnieć i pięknie wyglądać. Nie da i tyle. A jeśli ktoś stara się cały czas pachnieć i pięknie wyglądać, to potem dochodzi do tego typu komicznych, choć z mojego punktu widzenia tragicznych sytuacji, że na przykład kobieta po porodzie, kiedy jej partner przychodzi do szpitala najpierw zamyka się na pół godziny w łazience, żeby się pomalować, a dopiero potem wychodzi mu na spotkanie; że kobiety nie chcą rodzić w towarzystwie swojego partnera, no bo "przecież to będzie takie brzydkie, jak on potem na mnie spojrzy?".

A czy takie kobiety zastanawiały się, co to będzie, kiedy po iluś latach jakiegoś dnia tak zachorują, że najnormalniej w świecie nie będą w stanie się pomalować, albo po prostu wybuchną i powiedzą, że tak dalej nie jesteście w stanie, że w domu macie ochotę ubrać się czasami w dres i nie pomalować, ani nie ułożyć fryzury na lokówce. Jeśli na przykład przez 10 lat związku cały czas byłyście piękne i pachnące i z dnia na dzień to ulegnie zmianie to ja nawet się nie zdziwiłabym za bardzo facetowi, że zareaguje w sposób negatywny na taki obrót sprawy. Przecież dzień w dzień przez dziesięć lat było inaczej! 

Każdy mężczyzna powinien być świadomy, że kobieta to człowiek i, że nie może malować się dzień w dzień, że jej wartość to to, jakim jest człowiekiem, a nie to, jak wygląda i jak pachnie. Kiedy kobieta będzie rodzić, nie będzie mieć ułożonej fryzury i czerwonej szminki na ustach, kiedy będzie chora, nie będzie mieć różu na policzkach, kiedy będzie w ciąży, będzie ją mdlił zapach Dior J'adore, więc przestanie go używać. Będą takie dni, kiedy każda piękna księżniczka będzie pachnieć popiołem, będzie mieć potargane włosy i założoną brudną papierową torbę. Każdy prawdziwy książę to zrozumie i podziękuje jej za to, kim jest i za to, że tak bardzo go kocha i szanuje.

Happy end inaczej

A jeśli nie, to prawdziwa księżniczka zrozumie, że nie warto tracić więcej czasu z takim łajzą i go zostawi. ;-) Bo każda kobieta powinna znać swoją wartość i nie powinna ona zależeć od opinii innych, nawet tych najbliższych, choćby to miał być jej ukochany. Każda kobieta powinna wiedzieć, że jeśli ktoś je ocenia po tym jak wyglądają, a nie po tym, kim są, nie warty jest jej zachodu. Każda kobieta powinna walczyć o to, by być szczęśliwą, czy to będzie u boku kogoś, czy też nie.



Ta niepozorna, a jakże wartościowa książeczka zarówno dla dziewczynek jak i chłopców jest dostępna na stronie Feminoteki, gdzie obecnie kosztuje jedyne 12 złotych.

BARDZO WAM JĄ POLECAM!

Mama pod prąd, czyli waleczna księżniczka Elżbieta ubrana w tym momencie w przybrudzoną piżamę ;-)






Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB



- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

2 komentarze:

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger