środa, marca 28, 2018

Książeczka na zszargane nerwy, czyli "Śpij już, kurwa, śpij".

książka, rodzice, sen, dziecko


Bezsenność


Godzina 15:21. Mój syn w końcu usnął. Starałam się go uśpić od... 11:30. Bezskutecznie. Obudził się dziś o 08:30 i jak to zwykle, około 2 godziny po obudzeniu zaczął być markotny. Jest to pierwszy sygnał, że zbliża się pora drzemki. Zwykle nie ma problemu, żeby, kiedy moje dziecko jest zmęczone, zmorzył je sen. Poczekałam troszkę dłużej i włożyłam go do nosidełka (tylko tak zasypia). Szybko zamknęły mu się powieki. Niestety tak niefortunnie go potem z tego nosidełka wyjęłam, że rozbudził się na dobre. Na nic zdały się moje kolejne próby ululania go w nosidełku. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie było mowy o tym, żeby ponownie zasnął.

Widać było, że jest już bardzo zmęczony, ale nic dosłownie nic nie działało. Jedynych dwóch technik, jakich nie wypróbowałam było wyjście na spacer oraz jazda samochodem. A nie wypróbowałam ich dlatego, że po prostu nie miałam na nie siły. Tak, my matki też mamy swoje granice, a dziś moja granica zmęczenia została przekroczona. Pozostał nam więc dom i czekanie, aż mój syn w końcu padnie.

Jednak ja, matka, przyzwyczajona do dość regularnego rytmu swojego dziecka, zaczynałam powoli być zmęczona. Na dodatek nie zdążyłam jeszcze wypić swojej codziennej przedpołudniowej filiżanki kawy. A wiadomo, jak wygląda Mama pod prąd bez zastrzyku kofeiny ;-)

mama, kawa, nerwy


Szanse na wypicie kawy cappuccino w niedalekiej przyszłości były nikłe. Oczy mojego syna były w kształcie monet. Okrągłe, bez śladu przymrużenia, które mogłoby świadczyć o jakiejkolwiek senności. Mimo iż w życiu jestem raczej optymistką, widząc oczy swojego syna, wziął górę racjonalizm. Wiedziałam, że na kawę będę musiała jeszcze poczekać i to raczej sporo...

Wyjęłam synka z nosidełka. Położyłam na macie do zabaw. Dziecko brało zabawki do ręki, po czym po mniej więcej 2 sekundach każdą z nich rzucało z trzaskiem na podłogę. Do tego, jego wargi zaczynały się wyginać, uzyskując jakże mi dobrze znany kształt tyldy, czyli tzw. fali lub wężyka: ~. Jest to objaw przed-stanu płaczu. Jak pewnie pamiętacie, tego typu wyraz twarzy mojego dziecka jest dla mnie chlebem powszednim podczas naszych przygotowań do wyjścia na spacer. Jednak kiedy pojawia się w innym momencie, może to oznaczać po prostu zmęczenie.

Położyłam syna na dywanie w dużym pokoju. Zaczął podróż do swojej ulubionej półki, czyli tej z książkami. W tempie, którego nie powstydziłby się sam Robert Korzeniowski, z tym że w tym przypadku chód był poziomy (raczkowanie), Sebastian dorwał się do książek. Wyjmował (czyt. zrzucał) książkę za książką, otwierał każdą z nich przewracał po kilka stron, po czym brał kolejną. Nie zatrzymywał się na dłużej nawet w przypadku swoich ulubionych książek. Aha! Zmęczenie. Pomyślałam. Jest to kolejny standardowy objaw braku snu u mojego dziecka. Cóż z tego skoro nie dało się go uśpić? 

Ponieważ zmęczenie coraz bardziej dawało mi się we znaki, zabrałam syna do sypialni, włożyłam do łóżeczka, a ja, wyczerpana, padłam na łóżko. Niestety tam też samoczynnie nie zasnął. Choć na szczęście chwilę był zajęty zabawą polegającą na chodzeniu dookoła balasek wewnątrz łóżeczka. Dzięki tym 15 minutom ponowie zaczęłam widzieć na oczy.

Pomyślałam, że może dziecko głodne i dlatego nie może zasnąć. Mleka nie chciał. Podałam mu resztę śniadania. Odrzucił je z wyraźną pretensją w oczach, że co to ja niby mam za pomysły, żeby dawać mu teraz jeść?! Skandal! Ha! Brak apetytu! Wiedziałam, że to kolejny objaw senności.

Kiedy syn znów stał się płaczliwy i do tego zaczął jeszcze trzeć oczy, a była już godzina 14:30, wsadziłam go ponownie do nosidełka i zaczęłam delikatnie huśtać w rytm spokojnej muzyki. Niestety nie wykazywał żadnych oznak, że zaraz zaśnie. Wręcz przeciwnie, sprawiał wrażenie, że już nigdy w życiu jego powieki się nie zamkną. Oczy jak monety miały się dobrze.

Ponieważ zaczęłam odczuwać coraz większy dysonans pomiędzy spokojną muzyką, a moimi wewnętrznymi emocjami (bynajmniej nie spokojnymi ;-) ), postanowiłam sięgnąć po ostatnią deskę ratunku (tym razem dla siebie). Wyjęłam z półki małą niepozorną książeczkę, którą niedawno udało mi się upolować.

"Śpij już, kurwa, śpij" Adam Mansbach


Chodzi mi o książkę o wdzięcznym i jakże obrazowym tytule: "Śpij już, kurwa, śpij" autorstwa Adama Mansbacha, z ilustracjami Ricardo Cortés. Książka ta została wprowadzona na polski rynek dzięki wydawnictwu Albatros. Przetłumaczona natomiast została z języka angielskiego przez Magdalenę Słysz. 




O istnieniu tej książeczki dowiedziałam się dzięki innej książce, "Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego" Joanny Woźniczko-Czeczott. Autorka pisze w niej: 

"W Stanach Zjednoczonych Ameryki przez wiele miesięcy bestsellerem była niewielka książeczka pod tytułem Go the Fuck to Sleep. W najłagodniejszej wersji: "Uśnijże, psia krew". 

Tekst jest napisany w rytmie dziecinnego wierszyka, właściwie - kołysanki. Każdą zwrotkę puentuje jak mantra coraz bardziej desperacka forma zawołania: "Kurwa, spać!".

Kto napisał ten wierszyk? Oczywiście zdesperowany rodzic. Konkretnie - Adam Mansbach, którego dwuletnią (wówczas) córeczkę usypiało się całe dwie godziny. Euforia, z jaką czytelnicy przyjęli publikację, świadczy oczywiście o jednym. Zdesperowanych rodziców jest więcej. Dużo więcej". 

dziecko, rodzic, zmęczenie, sen

Od momentu, kiedy dowiedziałam się o istnieniu tej książeczki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Niestety zdobycie jej nie było proste. Poszukiwania jej trwały całe tygodnie. W końcu udało mi się ją kupić na Allegro (oczywiście używaną). Na polskim rynku książka ta doczekała się jak na razie tylko jednego wydania i to już lata temu, bo w 2011 roku. Szczerze mówiąc, trochę mnie to dziwi, bo w Stanach Zjednoczonych ta sama książka trafiła na pierwsze miejsce listy bestsellerów na Amazonie jeszcze zanim została wydana i, co więcej, szacuje się, że dotychczas sprzedano jej aż 1 200 000  (!) egzemplarzy. Dlaczego wobec tego Wydawnictwo Albatros nie wznowiło nakładu? W to, że nie ma chętnych, nie uwierzę. Książka została wykupiona we wszystkich przeglądanych przeze mnie księgarniach internetowych. Mam nadzieję, że nakład niedługo zostanie wznowiony, gdyż wiem, że ta książka jest potrzebna młodym rodzicom. Co więcej, postuluję, aby w każdej paczce, jakie szpitale wydają mamom po narodzinach dziecka, znalazł się jeden egzemplarz tej książeczki! 

Jeśli, tak jak ja, czujecie, że potrzebowalibyście takiej książeczki, a znacie język angielski, to do momentu, kiedy nie zostanie wznowiony nakład po polsku, możecie ją zakupić beż żadnego problemu w wersji oryginalnej. Proponuję zajrzeć w tym celu na Amazon. A jeśli interesuje Was, jak brzmi oryginał, a nie chcecie jej kupować, z pewnością spodoba Wam się poniższe nagranie, w którym można posłuchać, jak angielską wersję "Go the Fuck to Sleep" czyta nie kto inny jak Samuel L. Jackson. 


Książka ta dała mi dużo sił i spowodowała, że mój cały czas rosnący poziom frustracji spowodowany niewyspaniem, za każdym razem po lekturze książeczki gwałtownie malał. Uwaga! Zaznaczam. Książeczka w żadnym razie nie jest przeznaczona dla dzieci, tylko dla roztrzęsionego niewyspanego rodzica. Znaleźć w niej można piękne (bo jakże prawdziwe) wierszyki do usypiania dzieci, które, my rodzice, możemy sobie szeptać, aby się zrelaksować i tym samym nie udusić naszych bobasów. 

Jak mówi opis z tyłu okładki, jest "to książeczka do poduszki dla rodziców, żyjących w świecie, w którym śpiące kocięta i gładkie rymy nie zawsze posyłają dziecko w objęcia Morfeusza. Przewrotna, bluźniercza i brutalnie szczera, ukazuje znane wszystkim i przemilczane męki, jakie towarzyszą układaniu twojego aniołka do snu. Doskonale nadaje się dla rodziców świeżo upieczonych, doświadczonych oraz tych, którzy dopiero spodziewają się dziecka. Lepiej nie czytaj jej swoim pociechom!".

A ponieważ jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów, poniżej zamieszczam kilka stron ze wspomnianej książeczki na zszargane nerwy rodzica. ;-)

Kotki zwinęły się już w kłębuszki,
Owieczka także skończyła się paść.
Ty leżysz, mały, w ciepłym łóżeczku,
Więc spać, kurwa, pora spać.

dziecko, rodzic, zmęczenie, sen

Tygrys wreszcie legł w dżungli,
Bo deszcz w tropikach skończył dziś lać.
Zostaw już misia, ja nie żartuję.
Zamykać oczka i spać, kurwa, spać.

książka, dziecko, rodzic, zmęczenie, sen

Zwierz z Madagaskaru dawno już śpi,
Gdy ja tu leżę i chce mi się łkać.
Dobra, niech będzie, przyniosę Ci mleka.
I tak, kurwa, wiem, że nie chcesz spać.

książka, rodzic, dziecko, zmęczenie, sen

Nareszcie można obejrzeć film.
Popcorn dochodzi już w mikrofali. O żeż ty!
Jasna cholera. To chyba żarty.
Wracaj do łóżka, teraz się śpi, kurwa, śpi!

książka, rodzic, dziecko, zmęczenie, sen

Prawda, że ta książeczka jest urocza? ;-) 

"Siwa chmurka", "Był sobie król" i "Dorotka"


Zachęcona rewelacyjnym pomysłem Adama Mansbacha, postanowiłam pobawić się kilkoma znanymi chyba wszystkim wierszykami dla dzieci, zmieniając troszkę ich treść. Mam nadzieję, że ich nowe wersje przypadną Wam do gustu. Zapraszam do lektury ulepszonej "Siwej chmurki", "Był sobie król" i "Dorotki". ;-)

wierszyk, siwa chmurka, kołysanka


wierszyk, dzieci, sen, kołysanka

wierszyk, kołysanka, dziecko, sen

Podoba Wam się ta książeczka? Przyznajcie się. Przydałaby się Wam w domu? ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger