środa, kwietnia 25, 2018

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!


Pewnego dnia buszując po Internecie natknęłam się na niesamowitą książkę pod tytułem "Alya i trzy koty". Jest to historia pisana z punktu widzenia kotów na temat dziwnego wydarzenia, jakie niedawno miało miejsce w ich domu. Chodzi o pojawienie się czegoś nowego, małego i płaczącego, czegoś, co po dłuższej analizie okazuje się być nie czymś, lecz kimś - a dokładniej - niemowlęciem. Patrzyłam na tę książkę i patrzyłam, i nie wierzyłam własnym oczom. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że to MOJE KOTY napisały tę książkę (!). Było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności. ;-) Zanim zdradzę Wam podobieństwa w fabule książki do tego, co przez ostatnie półtora roku przeżyły moje koty, opowiem Wam najpierw pokrótce o wspomnianej książce. 

Tę ciepłą, niedługą historię o tym, jak to jest dzielić z kimś miłość najważniejszej osoby w życiu napisała Amina Hachimi Alayou. Przepiękne, delikatne ilustracje pełne ciepła i kolorów namalowała Maya Fidawi, a świetnym polskim tłumaczeniem możemy się cieszyć dzięki Jolancie Kozłowskiej. Opisywana książka pojawiła się na polskim rynku dzięki bardzo ciekawemu wydawnictwu Muchomor. Zapoznajcie się z ich dorobkiem wydawniczym, bo według mnie naprawdę warto. 

"Alya i trzy koty" przeznaczona jest dla dzieci od 3 do 6 lat, choć, jak pewnie wiecie, takie wyznaczniki wiekowe są zwykle ruchome. Na przykład mój syn jest tą książką zafascynowany, a ma dopiero trochę ponad rok. Bardzo się śmieje, kiedy widzi na jej stronach koty Paszę, Amira i Minusza, gdyż, jak sądzę, przypominają mu nasze trzy kociaki: Luka, Leię i Anakina, które nasz syn po prostu uwielbia. Muszę jednak go pilnować, żeby pod wpływem emocji (pozytywnych oczywiście) nie naderwał żadnej ze stron, gdyż nie są one wykonane z grubego kartonu odpowiedniego na jego wiek. W końcu jest to książka dla starszych dzieci, które potrafią już delikatniej obchodzić się z papierowymi stronami.


Pasza (czarny), Amir (beżowy) i Minusz (szary) vs. Luke (czarny), Leia (ruda) i Anakin (szaro-bury)

Nie będę ukrywać. Zauroczył mnie pomysł napisania książki z perspektywy zwierząt. Kiedy w domu pojawia się niemowlę, wszystko, dosłownie wszystko staje do góry nogami. Rodzice nie mają czasu dla siebie, czasu na podstawowe czynności, takie jak choćby umycie głowy, wypicie szklanki wody, nie mówiąc już o takich luksusach, jak gorąca herbata. Ż
ycie nabiera takiego pędu, że może się czasem zdarzyć, że nasz ukochany zwierzak zostanie chwilowo odstawiony na drugi plan (oczywiście nie celowo), a my nawet nie zdamy sobie z tego sprawy. Koty potrafią usunąć się na bok, co, kiedy padasz na łeb na szyję, nie ułatwia zauważenia niepokojących zmian w ich zachowaniu. 

Tym bardziej ta książka jest niezmiernie ważna zarówno dla tych troszkę starszych dzieci, które sporo już rozumieją i dzięki niej mogą zaopiekować się czworonożnymi domownikami, podczas gdy rodzice będą opiekować się niemowlęciem, jak również i dla rodziców, którzy z pewnością będą wtedy zwracać więcej uwagi na kociaki, mimo permanentnego braku czasu i sił. Podczas lektury tej książki uświadamiamy sobie, że codziennie powinniśmy spędzać więcej czasu na głaskaniu, drapaniu za uchem czy pod brodą, albo po brzuchu naszych czworonożnych przyjaciół. Przecież dla nich wszystko jest nowe, niezrozumiałe, a może nawet, kto wie?, przerażające. Koty potrzebują naszego wsparcia, naszej miłości, naszych pieszczot, aby móc odnaleźć się w tej jakże nowej rzeczywistości. Potrzebują czasu, aby poszukać sobie w niej na nowo przytulnego miejsca. 

A jak to dokładnie wygląda u tytułowych trzech kotów, czyli u Paszy, Amira i Minusza? Wcześniej żyły sobie one szczęśliwie niczym książęta. Spędzały czas na zabawach i pieszczotach. 



Każdy z nich, jak to często bywa u kotów, ma inny charakter. Patrzący na resztę z góry Pasza, bojaźliwy i trzymający się na osobności Minusz oraz łagodny, pełen życia i uwielbiający się bawić Amir. 



Koty, jak to koty, kochają ciepło i bliskość swoich właścicieli. Kto ma kota, ten wie, że po położeniu się na kanapie, nie minie nawet kilka sekund, a zostanie on "przygnieciony" przez swojego kociego pupila. Tamte koty uwielbiały przesiadywać na brzuchu swojej właścicielki Mariam. Jednak z tym brzuchem w pewnym momencie zaczęło się coś dziać. Stawał się on coraz większy i większy. Ale to nie wszystko. W tym brzuchu coś się ruszało i robiło "tuk, tuk, tuk". Paszę to zdumiewało, natomiast płochliwego Minusza trochę przerażało, przez co zamiast na brzuchu, wolał siadywać trochę dalej - na brzegu łóżka. 



Jak na razie jedyną zmienną w dotychczasowym kocim życiu był rosnący brzuch Miriam. Do czasu. Pewnego dnia w domu Samiego i Mariam zapanował bowiem dziwny ruch. Właściciele wyszli w pośpiechu, o zgrozo!, nie żegnając się nawet ze swoimi kotami. Nigdy wcześniej tak szybko nie wychodzili. Koty, i nie należy się im chyba dziwić, zaczęły się poważnie niepokoić. 



Sporo czasu minęło, aż ich Pani wróciła do domu. No i rzecz niezmiernie ważna. Nie wróciła sama, tylko z jakimś nieznanym dotąd im koszykiem. Koty rzecz jasna chciały go obwąchać, aby dowiedzieć się, co to takiego. 



Ale nie były w stanie. Koszyk wraz z Sami i Mariam momentalnie zniknął za drzwiami pokoju. Oj, jak koty nie lubią takiego zachowania! Warowały przy drzwiach, nasłuchując dochodzącego stamtąd hałasu. Ktoś lub coś, na pewno nie kot, - pomyślały koty - głośno krzyczało. Cała kocia trójka, to chyba zrozumiałe, stała się niespokojna. Nie wiedziały bowiem, co w ich dotychczas spokojnym domu się dzieje. 



Widząc niepokój kotów, dopiero babcia im wytłumaczyła, że w domu pojawił się nowy mieszkaniec, że jest to maleńkie i słabe niemowlę Alya, o które trzeba się troszczyć. Zapewniła je również, że ich właściciele nadal je kochają i będą się nimi opiekować, ale kochają również Alyę, o którą muszą dbać, bo jest malutka. 


"Koty patrzą na siebie pytająco, pełne obaw. Co to znaczy, że Mariam kocha i otacza troską również Alyę? Jest nas trzech, a co się stanie, gdy będzie nas więcej? Nie! Nie! Musimy podjąć jakieś kroki". Jakie kroki podejmą? Tego już Wam nie zdradzę. Niech pozostanie jakaś tajemnica. Weźcie książkę rąk i sami przeczytajcie. ;-)

Recenzję książki "Alya i trzy koty" zaczęłam od stwierdzenia, że wszystko wskazuje na to, że to moje trzy koty ją napisały. Dlaczego? Proszę bardzo. Oto przykłady niesamowitych zbiegów okoliczności: Mam trzy koty, dokładnie tyle samo, co w książce. Są one również w podobnych kolorach. Dodatkowo szaro-bury pręgowany Anakin, podobnie jak Minusz, został uratowany, co prawda nie bezpośrednio z ulicy, tylko zaadoptowany przez fundację, która go na tej ulicy znalazła, ale mimo wszystko uratowaliśmy go.



Nasze koty także lubiły przesiadywać na moim brzuchu, brzuchu, który w pewnym momencie zaczął się robić coraz bardziej okrągły, przez co było im coraz trudniej się wygodnie na nim usadawiać. Jednak koty to bardzo gibkie i kreatywne zwierzęta, jeśli chodzi o przybierane pozycje, tak więc poradziły sobie z tą sytuacją raz dwa. 



Kolejne podobieństwo: im bardziej rósł mój brzuch, tym bardziej dawało się odczuć, że coś się w nim ruszało, co czasem, podobnie do historii z książki, troszkę zdumiewało nasze koty, nie powiem. Aż w końcu 5 marca 2017 roku mój mąż i ja, analogicznie do książkowych Samiego i Mariam, opuściliśmy nasze mieszkanie w pośpiechu, po czym ja również przez kilka dni nie wracałam do domu. Natomiast, identycznie jak Mariam, kiedy wróciłam, nie miałam już dużego brzucha. W zamian w rękach trzymałam coś małego, dziwnego i krzyczącego. 

Koty na początku również były bardzo niespokojne, bo one przecież lubią stabilizację i przewidywalność, które dają im po prostu poczucie bezpieczeństwa. Widać było, że były pełne obaw. Nie rozumiały co się stało. Ale wydaje mi się, że po jakiś dwóch tygodniach pojęły, kim jest to małe niekotowate i widząc, że my go kochamy i o niego dbamy, zaczęły akceptować nowego członka rodziny. Akceptować to mało powiedziane. Nie odstępowały go na krok. ;-)



Jak sami widzicie, zbyt dużo zbieżności pomiędzy życiem moich kotów, a tych opisanych na stronach książki. Trudno uznać to jedynie za zbieg okoliczności. ;-) Co prawda, koty z książki nazywają się inaczej, bo Pasza, Amir i Minusz, a nie Luke, Leia i Anakin, ale czy nikt nigdy doprawdy nie słyszał o pseudonimach literackich? ;-)

Ciekawi jesteście, jak dokładnie u nas przebiegła adaptacja kotów do mieszkania z naszym synem i, vice versa, jak nasz syn przystosował się do mieszkania aż z trzema kotami? O tym następnym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Jeśli w komentarzu zostawicie link do swojego bloga, na pewno go odwiedzę :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger