sobota, listopada 21, 2020

Spodnie dziecięce dla chłopców i dziewczynek, czyli skąd te różnice?


Ponieważ ostatnio, kiedy nie myślę o smutnej rzeczywistości kobiecej w Polsce oraz COVIDowej w kraju i na świecie, zajmuję się rzeczami tak przyziemnymi, jak choćby kupowaniem ubrań dla swoich dzieci na jesień i zimę, chciałabym się z Wami podzielić pewnym spostrzeżeniem związanym z tematem odzieży dla najmłodszych. 

Zwykle staram się kupować ubrania z drugiej ręki, a jeśli to niemożliwe, od polskich producentów szyjących u nas w kraju, choć nie za kosmiczne pieniądze, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie siedzę (jeszcze 😉) na kupie kasy. 

Mimo wszystko, ponad tydzień temu będąc w Lidlu, wyłamałam się. Kupiłam tam bowiem 2 pary spodni dziecięcych. Jeszcze przez kilka dni po zakupie wahałam się, czy ich nie zwrócić ze względu na kraj, w którym zostały wyprodukowane, a w którym nie szanuje się praw pracowniczych, żeby nie powiedzieć po prostu praw ludzkich --> Bangladesz. Tak, dobrze przeczytaliście. Odzież sprzedawana we wspomnianym dyskoncie bynajmniej nie pochodzi z Niemiec tylko z Indii. I mimo że jest to bardzo ważny temat, wybaczcie, że nie będę dziś go poruszać. Za jakiś czas powstanie o tym artykuł, ale stanie się to dopiero wtedy, kiedy psychicznie będę mocniejsza, by napisać o tym okrucieństwie z odzieżą w tle. :-(

źródło: https://apnews.com/

Krój spodni - moja zmora

O co więc tym razem mi chodzi? O spodnie, a dokładniej ich krój. Zanim pomyślicie sobie, co ja tam znowu wymyślam, proszę, przeczytajcie na spokojnie poniższy tekst. Możecie się zdziwić. 😉

Najtrudniejszym zakupem zarówno dla mnie, dla mojego męża jak i dla dzieci są... spodnie. Tyle różnych krojów! A to nie wchodzą na łydkę, udo, pupę, a to za szerokie, a to odstają, za krótkie, za długie, za twarde, za cienkie, itp., itd. No, mówię Wam, zwariować można! Z tego też powodu odwlekałam zakup spodni dla dzieci tak długo, jak tylko się dało. Sebastian i Natalia zostali więc już obkupieni wełnianymi sweterkami, zimowymi kombinezonami, kolorowymi kurtkami oraz nawet kapeluszami przeciwdeszczowymi. Zdążyłam też znaleźć dla nich super fajne zimowe buty. Tylko jak nosić to wszystko do pieluszki albo do bokserek? A jak inaczej, skoro moim dzieciom brakuje spodni? 😉

Natalia, mimo że młodsza, na szerokość nie wchodzi w spodnie swojego chudziutkiego brata. Natomiast na Sebastiana prawie wszystkie jego dotychczasowe spodnie są za krótkie. Jak stoi, to jeszcze przejdzie, ale jak siada, to jego długie spodnie momentalnie zamieniają się w bermudy i cała łydka jest odkryta. Nie śledzę trendów modowych u dzieci na nadchodzącą zimę, ale obawiam się, że bez względu na to, jakie by one by nie były, odkryte pół nogi przy minusowych temperaturach nie zostanie pochwalone przez pediatrę moich dzieciaków. 😉

Kanony piękna dziecięcego

Moje dzieci, czy mi się to podoba, czy nie, potrzebują spodni. Nawet nie na już, co na wczoraj. 😉 Co się jednak okazuje? Patrząc na ofertę handlową dyskontu Lidl, choć równie dobrze mogłabym wpisać w tym miejscu jakikolwiek inny tego typu sklep lub markę stricte odzieżową (np. Zara, H&M, C&A, Reserved, itd.), wygląda na to, że moje dzieci w wieku niecałych 2 i 4 lat NIE MIESZCZĄ SIĘ W KANONACH PIĘKNA DZIECIĘCEGO przypisanych do danej płci.

Dlaczego tak mówię? Dlatego, że Sebastian jak na „standardowego chłopca” (sic!) jest za szczupły i większość spodni dostępnych na rynku sprzedawanych na dziale chłopięcym z niego po prostu spada. A z kolei moja córka jak na „typową dziewczynkę” (sic!) jest - nie chcę powiedzieć „gruba”, gdyż jest to nieprawdą - po prostu wymiarowo zbyt - o właśnie! - NORMALNA. Taka w sam raz centylowo, ot co! Dlaczego napisałam „zbyt” normalna? Ponieważ, przeglądając odzież nawet dla kilkuletnich dzieci, mam wrażenie, że spodnie dla dziewczynek są robione pod krój lalki Barbie, a nie na żywe dzieci, które posiadają jeszcze naturalną, sporą przecież warstwę tkanki tłuszczowej.

Na przykład takie obcisłe, jeansowe legginsy. Jak można w to wcisnąć roczne lub dwuletnie dziecko? No jak? A nawet jeśli uda się już wepchnąć w nie malucha, jaki jest tego cel? Czy temu dziecku będzie w takich spodniach wygodnie? Czy będzie mogło bez problemu poruszać nogami, biegać, skakać, siadać, itd.? Mam ku temu spore wątpliwości. Getry lub rajstopy jeszcze rozumiem, bo są bardzo elastyczne i mimo wszystko o wiele łatwiej je założyć, a potem wygodnie się w nich porusza. Ale legginsy?

Rozmiarówki u niemowląt - różnice

Czy kiedykolwiek przypatrzyliście się różnicom w rozmiarówce chłopięcej i dziewczęcej? Mówię tu o odzieży dla rocznych i kilkuletnich dzieci, nie dla nastolatków. Przyglądnijmy się analizowanym w tym artykule spodniom. Różnice w szerokości pasa czy nogawek w zależności od tego, czy są one przeznaczone dla chłopca czy dziewczynki są naprawdę spore. Mówię cały czas o spodniach dla rocznych lub kilkuletnich dzieci. Często w ofercie dla małych dziewczynek można znaleźć spodnie bardzo obcisłe, których próżno szukać w dziale chłopięcym i vice versa. Patrząc na spore zróżnicowanie w krojach oferowanych spodni dla najmłodszych, można dojść do wniosku, że budowa ciała u tak małych dziewczynek i chłopców jest po prostu inna i stąd biorą się te wyraźne podziały w krojach i rozmiarach. Jednak czy jest to prawdą? Z ciekawości spojrzałam na siatkę centylową znajdującą się w książeczce zdrowia moich dzieci. I wiecie co? Dziewczynki i chłopcy w wieku od 0 do 3 lat mają TAKIE SAME WYMIARY! Czyli, nie, dziewczynki w wieku 2 lub 3 lat nie są nawet statystycznie drobniejsze czy szczuplejsze od chłopców. Są po prostu takie same.

Skoro więc wagowo zarówno chłopcy jak i dziewczynki wypadają identycznie, skąd biorą się aż tak duże różnice w wymiarach szytej dla nich odzieży? Poniżej postaram się Wam przekazać swój punkt widzenia na ten temat. Biorę tu akurat pod lupę spodnie, natomiast wspomniana kwestia dotyczy również pozostałych części garderoby dziecięcej: (koszulek, sweterków, bluzek, itd.).

Joggery dla chłopców a legginsy dla dziewczynek?

Wracając jeszcze na chwilę do punku wyjścia (lub też nazwijmy go "punktu zapalnego", czyli mojej wizyty w Lidlu), idąc jedną z alejek zobaczyłam fajne, dziecięce dżinsy. Ot takie luźniejsze, z regulowanym pasem i ściągaczami na dole nogawki. Sama bardzo lubię nosić taki krój spodni. Jest bardzo wygodny. Z radością wzięłam więc do ręki wyłowione przeze mnie wśród morza innych ubrań spodnie. Rozmiar pasujący na moją córkę. - Super! Ile te spodnie kosztują? - zaczęłam szukać etykiety i właśnie wtedy zorientowałam się, że wspomniane pantalony są ubiorem... chłopięcym. "Joggery chłopięce z wysoką zawartością bawełny" głosił tytuł wspomnianej przeze mnie części garderoby. - Że co? - pomyślałam. Takie normalne spodnie według Lidla są dla chłopaków? To co do diaska mają niby nosić dziewczynki? Z ciekawości zaczęłam szukać wzdłuż alejki. I w końcu znalazłam: "Jegginsy dziewczęce". Popatrzcie sami:
https://www.lidl-sklep.pl/

Wydaje mi się, że już na pierwszy rzut oka widać różnicę pomiędzy obydwoma krojami spodni. Abstrahuję nawet od nadruków na modelu dziewczęcym (Lidl ma wszak w swojej ofercie i gładkie spodnie o takim kroju). Chodzi mi po prostu o wspomniane dwa różne kroje i podział, że jeden rodzaj spodni jest dla dziewczynek, a drugi dla chłopców. To pierwsze, czyli inny krój, jeszcze byłabym w stanie zrozumieć, ponieważ dzieci, podobnie jak dorośli, mogą mieć mimo wszystko zróżnicowaną budowę ciała. Spodnie węższe i szersze dla dzieci? Proszę bardzo! Tylko nie pojmuję, po co produkować (i to na szeroką skalę) spodni aż tak wąskie dla dzieci, w wieku 2, 3 lat? Wiele z tych dzieci najprawdopodobniej nosi jeszcze jeszcze pieluszki. Jak one w ogóle wejdą w taki krój spodni? Co natomiast bardzo mi się nie podoba to sztywny podział, że jeden krój jest przeznaczony dla dziewcząt, a drugi dla chłopców. Po co to rozdzielać? Dlaczego nie można po prostu napisać: "Joggery DZIECIĘCE z wysoką zawartością bawełny" lub "Jegginsy DZIECIĘCE"?

Jak pokazałam Wam na samym początku, u tak małych dzieci budowa ciała jest praktycznie taka sama zarówno u chłopców jak i dziewczynek. Siatka centylowa dla chłopców i dziewczynek w wieku 0-3 lat jest identyczna. Czy więc nie jest to trochę dziwne, żeby nie powiedzieć nienormalne, że firmy odzieżowe tworzą sztywne podziały na to co od wieku niemowlęcego jest chłopięce i dziewczęce?

Kasa, ach ta kasa

Wiecie, jak to jest. Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zawsze chodzi o... pieniądze! Tak, tak. Firmom odzieżowym (nawet jeśli twierdzą że nie) chodzi o zysk. Jeśli dana marka będzie sprzedawać osobno ubrania dla chłopców, a osobno dla dziewczynek, to zysk nawet jeśli nie będzie podwójny, to z pewnością znacznie większy niż gdyby konkretna firma sprzedawała ubrania po prostu dziecięce. Dlatego też, skoro na tak prostym tricku marketingowym można niemal podwoić swoje dochody, czemu z tego nie skorzystać, co nie? No i firmy korzystają...

Sukieneczka dla chłopczyka i dziewczynki?

Należy też zwrócić uwagę, że nie zawsze ubierano niemowlęta tak jak teraz. Obecne podziały w modzie dziecięcej są wynikiem coraz bardziej pazernego konsumpcjonizmu. Kiedyś i to wcale w nie tak odległej przeszłości, zarówno mali chłopcy jaki i dziewczynki ubierani byli w... sukienki. Tak, dobrze czytacie. W SUKIENKI. Co więcej, nie istniały podziały kolorystyczne na dziewczęce i chłopięce. Dzieci bez względu na płeć nosiły sukienki w kolorze białym. Dlaczego? Ze względów praktycznych. Taki kolor najłatwiej było gotować w gorącej wodzie. 

Wiecie, kto znajduje się na poniższym zdjęciu?

źródło: http://caferoyal.pl/

Ciekawa jestem, czy ktokolwiek z Was odgadnął. Po pierwsze, jest to chłopiec. Po drugie, nie byle jaki chłopiec, bo sam Franklin Delano Roosevelt, czyli późniejszy 32. prezydent Stanów Zjednoczonych. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że nawet mój Tata (rocznik 30) nosił białe sukienki w pierwszych latach swojego życia. Jak znajdę jego zdjęcie w sukience, to dodam do tego posta (za zgodą Taty, rzecz jasna). 😉

Dziś ubieranie chłopców w sukienki byłoby to nie do pomyślenia, czyż nie? I mimo że ja nazywam siebie "Mamą pod prąd", swojemu synkowi też nie założyłam nigdy sukienki ani spódnicy. OK. Poza jednym wyjątkiem, ale to była bardzo specyficzna sytuacja. 😉

Koniec II Wojny Światowej a rozwój konsumpcjonizmu

Zwróćcie uwagę, że powyższe zdjęcie zostało zrobione jeszcze przed II Wojną Światową. I to właśnie ta wojna stała się niejako punktem zwrotnym odnośnie porządku współczesnego świata, w tym rynku odzieżowego, wliczając w to rynek ubrań dziecięcych. Kiedy w 1945 roku skończyła się wojna, najpierw powoli, a potem coraz szybciej zaczął rozwijać się konsumpcjonizm. Oczywiście w Europie był on jeszcze spowalniany różnymi konfliktami zbrojnymi (np. wojna w byłej Jugosławii) lub też ustrojem polityczno-ekonomicznym (komunizm, np. w Polsce). Kiedy jednak i te przeszkody zostały pokonane, konsumpcjonizm rozpasał się wszędzie w najlepsze.

Zaczęto budować ogromne centra handlowe i hipermarkety, a marki odzieżowe wyrastały jak grzyby po deszczu. W roku 1974 została założona jedna z obecnie chyba najpopularniejszych marek odzieżowych - ZARA, która jako pierwsza wpadła na pomysł wprowadzenia kilkudziesięciu kolekcji rocznie (zamiast standardowych dwóch, jak to miało miejsce dotychczas). W mig pomysł ten podłapały pozostałe marki odzieżowe i produkcja ubrań ruszyła pełną parą. Co więcej, ubrania cenowo zaczęły być dostępne niemal dla każdego. Powód był i jest jeden - większe zyski.

Zakupoholizm 

Jaki jest tego efekt? Podczas gdy kobiety z epoki mojej babci miały może po jednej walizce ubrań, które nosiły aż do zdarcia, lub ewentualnie przerabiały na maszynie, współczesne kobiety od nadmiaru ubrań nie są w stanie domknąć swoich szaf. Kupujemy, kupujemy i kupujemy. Za dużo, za szybko, kompulsywnie i bezmyślnie. Wiele ubrań nawet nie zdążymy założyć. A teraz pomyślmy. Kto zwykle kupuje ubrania dla dzieci? Matki, prawda? Czyli kobiety. A która płeć jest bardziej uzależniona od zakupów odzieżowych? Kobiety, czy mężczyźni? I mamy odpowiedź.

Zakupoholizm do pewnego momentu dotyczył tylko odzieży damskiej, jednak dzięki wprowadzeniu takich samych tricków marketingowy w kolekcjach odzieży dziecięcej, rozszerzył się na ubrania dla najmłodszych. Gigantyczne firmy odzieżowe, które, jak już wiemy dla zysku, wpadły na pomysł wprowadzenia podziału na to co dziewczęce i chłopięce począwszy już od dnia narodzin, również w asortymencie odzieży dziecięcej wprowadziły o wiele więcej niż dwie kolekcje ubrań rocznie. 

Córka jak mała mama i synek jak mały tata?

Firmy zdają sobie sprawę z uzależnienia kobiet od zakupów odzieżowych. Zaczęły puszczać więc też oko w stronę mam zakupoholiczek, które przecież nie tylko same chcą być trendy, ale i będą zachwycone, jeśli ich dzieci będą stylowo ubrane. W pewnym momencie firmy poszły jeszcze dalej. Zrozumiały, że jeśli zaczną szyć odzież dziewczęcą i chłopięcą przypominającą w kroju ubrania dla dorosłych kobiet i mężczyzn, ich zyski będą jeszcze większe. Jak cudownie wygląda przecież, kiedy mama i roczna córeczka mogą się tak samo ubrać. Albo tata i jego dwuletni synek, prawda? Mała mamusia i mały tatuś. Ja to z jednej strony rozumiem. To może fajnie wyglądać choćby na zdjęciach. Taka sama sukienka dla mamy i córki, albo taka sama koszula u taty i synka. W moich czasach (PRL i lata 90-te) dzieci zwykle nosiły brzydkie i zupełnie niefotogeniczne dresy. Dziś podśmiewuję się trochę oglądając swoje zdjęcia z przeszłości. Widzę ogromny kontrast pomiędzy tym co teraz, a kiedyś. Powiecie, że OK. Każda epoka ma swój styl i prawa. Czy jednak do końca? Dzieci to jednak dzieci, a nie mali dorośli. I jako dzieci mają swoje prawa. Prawa do swobody, wygody i możliwości brudzenia się gdzie tylko popadnie.

Moja kuzynka, brat i ja w latach 90-tych


Gdzie kieszenie w dziewczęcych spodniach?

Weźmy taką mamę zakupoholiczkę, która chce ubierać swoją córkę tak samo jak siebie. Należy pamiętać, że dzieci nie są lalkami, tylko żywymi i ruchliwymi (i to jak! 😉) istotami. Jeśli będziemy zakładać dzieciom takie same ubrania, jak sobie, może być im najzwyczajniej w świecie niewygodnie. Takie ubrania najprawdopodobniej okażą się też zupełnie niepraktyczne (np. koszule z guzikami przy mankietach). Weźmy też takie legginsy. Na początku tego wpisu wspomniałam o ich kroju oraz o budowie ciała małych dzieci. Według mnie legginsy są dobre dla lalek Barbie i kobiet z podobną budową ciała. Ponadto - ważna rzecz dla dzieci - czy w legginsach są kieszenie? Nie ma! Są tylko atrapy kieszeni. To w takim razie, jak się pytam, gdzie taka dziewczynka (dla niej bowiem reklamowany jest taki krój spodni) ma niby wkładać zebrane przez siebie na spacerze "skarby" w postaci kasztanów czy kamyków?

W mini torebeczce, czyż nie? Tylko czy dzieciom w ogóle potrzebne są torebki? Nie wydają mi się one u dzieci ani praktyczne, ani wygodne. Ale pomyślmy. Jeśli w spodniach dziewczęcych byłyby duże kieszenie, nie potrzebny już byłby zakup torebki, prawda? A tak jest to przydatny gadżet. Firmy tym samym generują potrzebę zakupu kolejnego artykułu (--> torebki) i dzięki temu mają jeszcze większe zyski. Co jeszcze może się stać? Jako że dziewczynki od małego są przyzwyczajane przez firmy do noszenia torebek, w przyszłości możliwe, że nadal będą co chwilę kupować nową torbę. A ceny wyrobów galanteryjnych dobrej jakości są często zatrważające. 

Wracając jednak jeszcze stricte do tematu udawanych kieszeni w spodniach dziewczęcych, jak się okazuje, nie mnie jedną ta kwestia irytuje. Zapoznajcie się choćby z treścią petycji pewnej dziewczynki: Chcemy prawdziwych kieszeni w dziewczyńskich spodniach! A nie OSZUKANYCH!!!

Za krótkie i zbyt obcisłe

Na obcisłym kroju długich spodni przeznaczonych dla dziewcząt oraz na pozbawieniu tych spodni prawdziwych kieszeni, jak się okazuje, temat spodni dla dziewczynek się nie kończy. Kiedy mój synek miał półtora roku, pojechaliśmy z nim na wakacje do jego dziadków do Hiszpanii. Moja teściowa kupiła wtedy dla Sebastiana kilka sztuk ubranek. Między innymi, krótkie spodenki w szarym kolorze. Następnego dnia postanowiliśmy mu je założyć. Jakże wielkie było nasze zdziwienie, kiedy ledwo udało nam się go w nie wcisnąć. Wszak nasz synek od urodzenia jest chucherkiem i dość nisko plasuje się na siatce centylowej. Jedyny problem, jaki mieliśmy z jego garderobą dotychczas, to były spadające z niego ubrania, a nie na odwrót. Co więcej, nie dość, że te spodenki były bardzo wąskie, to jeszcze jakieś takie wyjątkowo krótkie. 

Patrzymy na to nasze dziecko i patrzymy, aż tu nagle mój mąż wykrzykuje: "Aha, teraz to w końcu rozumiem! Popatrz, tu z przodu jest taki bardzo słabo widoczny nadruk LOVE oraz tęcza. Te spodenki są przeznaczone dla dziewczynek". Zbliżam się do spodenek, żeby zobaczyć wspomniany nadruk. Rzeczywiście. Nie wytrzymałam i spojrzałam jeszcze na metkę wewnętrzną, żeby przeczytać, na jaki wiek są przeznaczone te spodenki. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że wspomniane spodenki są pomyślane dla dziewczynki (tak, płeć dziecka była wspomniana na metce) w wieku 2-3 lat. Nasz chudziutki syn miał natomiast dopiero półtora roku, a już się w nie nie mieścił. Wtedy po raz pierwszy namacalnie zobaczyłam tę różnicę pomiędzy spodenkami dla niemowląt u dziewczynek i chłopców. 

Porównanie chłopięcych bokserek i krótkich spodenek dziewczęcych

A teraz zastanówmy się przez chwilę: dlaczego spodenki dla maleńkich dziewczynek muszą być tak obcisłe i krótkie jakby były bokserkami, czyli - nomen omen - bielizną, a nie odzieżą wierzchnią. Ponieważ ten jeden wspomniany przeze mnie przykład nie jest odosobnionym przypadkiem, tylko zasadą na półkach z dziewczęcą odzieżą (również tą niemowlęcą). Po pierwsze takie obcisłe i wyjątkowo krótkie spodnie raczej nie będą wygodne dla dziecka, które dopiero uczy się chodzić. A po drugie, czy odsłaniając praktycznie jego pupę, bo przy takim kroju widać już pieluchę (jeśli ją jeszcze nosi), jest normalne? Czy nasze córki muszą nosić tak samo skąpe ubrania jak czasem to robią dorosłe kobiety? U dorosłych obcisłe i krótkie spodnie, spódnice czy też sukienki mają zwykle za zadanie ukazać seksapil danej osoby. Choć, według mnie, seksapil tkwi w naszej głowie i nie zawsze to co krótkie i obcisłe jest ładne, ale tutaj już zahaczam o tematykę gustów, a wiadomo, że od gustach się nie dyskutuje.

Czy maleńkie dziewczynki muszą być sexy?

Ile się mówi o nie wrzucaniu zdjęć gołych dzieci do Internetu, czy też o nie rozbieraniu ich do naga na plaży. Skoro co do pierwszych dwóch kwestii prawie każdy rodzic się zgodzi, że nie powinno się tego robić, to dlaczego nadal ubieramy nasze małe dziewczynki w tak kuse i obcisłe stroje? Czy roczne lub dwuletnie dziewczynki naprawdę muszą być sexy? Od razu dodam odpowiadając może tym samym na Wasze pytania, że ja sama nie ubieram się jak zakonnica, a moje dzieci nie chodzą w workach na ziemniaki. 😉

W odzieży dziecięcej uważam, że nadrzędnymi funkcjami powinny być: wygoda użytkowania (a wiadomo, że szersza odzież jest wygodniejsza od tej ściśle przylegającej do ciała) oraz po prostu pozwolenie dzieciom na bycie dziećmi. Przyjdzie czas, kiedy nasze córki będą dorastać i będą chciały podkreślać strojem atuty swojego ciała. Nie uważam tego za złe. Wręcz przeciwnie, jest to normalne. Jednak na pewno nie w wieku niemowlęcym. 

Nie tylko dziewczęce spodnie są kuse

Ta obcisłość ubrań szytych dla dziewczynek (nawet tych najmłodszych) tak naprawdę tyczy się niemal każdej części garderoby, nie tylko spodni. Kiedyś dla Sebastiana kupiłam przez Internet wełniany sweterek z drugiej ręki. Ledwo tego mojego szczuplutkiego synka w ten sweter wcisnęłam. Niesamowicie wąski krój. Patrzyłam i patrzyłam, i oczom nie wierzyłam. Rozmiar poprawny. Długość OK. Co więc było nie tak? I nagle to zobaczyłam! Rękawy miały bufki! Co to według modowych standardów oznacza? Ni mniej ni więcej to, że wspomniany sweterek był przeznaczony dla dziewczynki, a nie chłopca. I co z tego, że dziewczynki w wieku 3 lat mają takie same rozmiary jak chłopcy? Jako dziewczynki powinny mieć wszystko obcisłe, żeby pokazywać swoją figurę? Czy to naprawdę o to chodzi? No nie! Mnie się to absolutnie nie podoba. Możecie się ze mną zgodzić lub nie, ale ja to uważam po prostu za seksualizację dziewczynek praktycznie od pierwszych lat ich życia.

Jeśli ten temat Was zainteresował, przeczytajcie sobie jeszcze mój inny artykuł, który napisałam na początku swojej przygody z blogowaniem. Wspomniałam na jego łamach o pewnej niszowej marce odzieżowej założonej przez sfrustrowaną mamę, która właśnie zbuntowała się na odgórnie narzucane przez firmy odzieżowe obcisłe i kuse kroje ubrań dla dziewczynek: Ubrania - chłopiec i dziewczynka.

Czy wszędzie istnieją podziały na dziewczęce i chłopięce? 

Jeśli dobrnęliście do tego momentu, to najprawdopodobniej już zrozumieliście, że tym, co głównie stoi za podziałami na dziewczęce i chłopięce jest kasa, pieniądze, szmal, kasiora. Zwał jak zwał. 😉 Jednak czy tego typu podział jest wszędzie taki sam? Czy każdy kraj na Ziemi dzieli odzież na tę dla niemowląt chłopców i na tę dla niemowląt dziewczynek? Nie do końca. Są kraje, gdzie różnice w modzie dziecięcej są naprawdę ogromne. Cały czas mówię oczywiście o markach zachodnich (głównie Europa i USA) Na innych się nie znam, więc nie będę górniakować. 😉

Na przykład w krajach skandynawskich, które, jak wiadomo, kładą ogromną wagę na równowartościowe wychowanie chłopców i dziewczynek, moda dziecięca jest zupełnie inna niż np. w Polsce. Od kilku miesięcy jestem ogromną fanką tamtejszej odzieży oraz filozofii, która za nią stoi, tak więc podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat tamtejszej odzieży dla najmłodszych.

Zacznijmy od tego że na stronie żadnej skandynawskiej marki szyjącej odzież dla dzieci (no może poza H&M) nie ma podziału na dziewczęce i chłopięce. Villervalla, Polarn O. Pyret, Me&I, Me Too, Maxomorra, Duns, Smafolk, każda z tych firm ma podział na np. "dziecięce" i "dorosłe", a następnie po prostu wymienia konkretne części garderoby: spodnie, bluzy, koszulki, sukienki, itd. 

Fragment mojej skandynawskiej kolekcji ubiorów dziecięcych

Moją ukochaną marką z tych wszystkich wymienionych powyżej jest chyba Villervalla. Poluję na ubrania od tej firmy na facebookowych bazarkach, czy takich stronach jak olx czy vinted. Oprócz uniseksowych i niesamowicie kolorowych printów, Villervalla urzekła mnie też swoją filozofią: 

"Wierzymy, że wszystkie dzieci mogą nosić wszystkie kolory tęczy.
Możesz łączyć ze sobą ubrania z całej kolekcji.
Pasują one zarówno na chłopców, jak i na dziewczynki.
Tworzymy ubrania wygodne, stylowe, trwałe i zabawne". 

Co więcej, ubrania szyte przez skandynawskie marki są bardzo trwałe, wygodne i kolorowe. Innymi słowy, są to ubrania idealne dla dzieci, które - jak to dzieci - dużo się brudzą i łatwo psują swoją odzież, jeśli materiał jest słabej jakości. Tutaj natomiast mamy do czynienia z bardzo wysokim standardem. Ubrania są dosłownie nie do zdarcia. W ofercie wymienionego sklepu są co prawda bawełniane getry. Wspominam o tym, ponieważ tekst ten jest głównie o dolnych częściach garderoby dziecięcej, jednak nie one zbyt obcisłe. Takie w sam raz: wygodne, nie krępujące ruchów oraz nie blokujące przepływu krwi w nogach. 😉 Podobnie rzecz ma się z sukienkami i tunikami tej firmy. Wszystko jest wygodne, nie do zdarcia, często z prawdziwymi (!) kieszeniami oraz bez zbędnych udziwnień typu koronki, brokat, itd. A do tego wszystkiego kolory, kolory i jeszcze raz kolory. Również ten nasz poczciwy róż, który reklamowany jest również jako możliwy ubiór u chłopców. Bo, jak może niektórzy z Was pamiętają moja kampanię społeczną, Pink is just a color: pierwszy wątek odnośnie tej mini kampanii oraz drugi wątek tej samej kampanii

Tymi słowami chciałabym zakończyć niniejszy wpis. Za jakiś czas na blogu pojawi się jeszcze rozwinięcie tematu mody dziecięcej w krajach skandynawskich, która ostatnio mnie fascynuje zarówno pod względem estetycznym jak i filozoficznym. Oprócz tego, pozostając w tematyce odzieży, mam również zamiar napisać o współczesnym, okrutnym biznesie odzieżowym. Mam nadzieję, że obydwa planowane przeze mnie wpisy będą dla was wartościowe.

Jestem bardzo ciekawa czy Wy też zwróciliście uwagę na różnice w rozmiarówce w odzieży przeznaczonej dla najmłodszych dzieci? Jakie jest Wasze stanowisko odnośnie tej kwestii?


Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB

- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger