piątek, września 15, 2017

Koty, ciąża i... toksoplazmoza

Koty, ciąża i... toksoplazmoza

Pierwsze koty za płoty... czyli koty, ciąża i... toksoplazmoza.

Dzisiejszy post będzie wyjątkowo bliski mojemu sercu. Dlaczego? Bo kocham koty! Ci, którzy mnie znają, mogą potwierdzić. Jestem kociarą. ;-) Aktualnie w domu mam aż trzy mruczki. =^..^=.

koty a ciąża
od lewej: Anakin, Luke i Leia

Kiedy byłam w ciąży, co najmniej kilka razy usłyszałam, że... koty są niebezpieczne dla ciężarnych (!). Oczywiście takie stwierdzenie jest NIEPRAWDĄ! Co więcej, tego typu myślenie przyczynia się niestety do częstego porzucania kotów, kiedy ich właścicielka dowiaduje się, że zostanie mamą. Według mnie tego typu zachowanie jest nieodpowiedzialne, a porzucanie zwierząt, bo jest się w ciąży, jest po prostu wymówką i pewnie od jakiegoś czasu chciało się już pozbyć zwierzaka, ale nie miało się odpowiedniego wytłumaczenia przed światem, dlaczego się to robi, a nie chciało się być posądzonym o to, że jest się nieludzkim. No i nagle nadarzyła się idealna sposobność, żeby pozbyć się czworonożnego darmozjada. Ciąża! No przecież nikt nie będzie kobiety krytykować w takiej sytuacji. Dba się przecież o dobro dziecka, które niedługo przyjdzie na świat. Otóż nie do końca nikt nie będzie krytykować, bo ja mam właśnie taki zamiar. ;-)

piątek, września 08, 2017

Księga dźwięków - Soledad Bravi

Księga dźwięków - Soledad Bravi
Jeszcze kiedy byłam w ciąży, zaczęłam kompletować biblioteczkę dla mojego syna. Książki w opiece nad dzieckiem są dla mnie tak samo ważne jak jedzenie czy ubranie. A może i nawet ważniejsze? Nie wyobrażam sobie bowiem wychowania dziecka bez dobrej jakości książek.

Pozycja, o której chciałabym opowiedzieć Wam dzisiaj, nie jest może tak nietypowa jak te, opisywane dotychczas przeze mnie w moich wcześniejszych postach: Kot, który zgubił domLalka Williama, jednak jest również bardzo ciekawą opcją dla najmłodszych. Tytuł tej książeczki to "Księga dźwięków" autorstwa Soledad Bravi, w wersji polskiej opublikowana przez wydawnictwo "Dwie Siostry"


Księga dźwięków

wtorek, sierpnia 22, 2017

Ubrania - chłopiec i dziewczynka

Ubrania - chłopiec i dziewczynka
Kiedy byłam w pierwszym trymestrze ciąży i jeszcze nie znałam płci dziecka, weszłam do jednego sklepu z używaną odzieżą i zapytałam sprzedawczyni, gdzie znajdują się ubrania dla maleńkich dzieci. Chciałam zrobić taki wstępny rekonesans. ;-) Sprzedawczyni zapytała się od razu: "Ale to będzie dla chłopca, czy dla dziewczynki?". Zapewne wytrzeszczyłam na nią oczy, bo sprzedawczyni dziwnie na mnie spojrzała. A ja po prostu zupełnie nie spodziewałam się takiego pytania. Przyszłam poszukać jedynie ubrania dla DZIECKA. Czy to naprawdę takie istotne, czy niemowlę jest płci żeńskiej, czy męskiej? Przecież taki mały człowiek, bez względu na to, jak wyglądają jego organy płciowe, tylko śpi, je, sika i robi kupy. Pomyślałam sobie, że świat zwariował i czym prędzej wyszłam ze sklepu. Liczyłam na to, że ta pani sprzedawczyni była wyjątkiem. Ale, jak się później okazało w kolejnych sklepach, wyjątkiem byłam chyba tylko ja.


źródło: pixabay

środa, sierpnia 16, 2017

"Kot, który zgubił dom" - o tolerancji

"Kot, który zgubił dom" - o tolerancji
źródło: http://www.gpb.org


"Kot, który zgubił dom", czyli lekcja tolerancji dla najmłodszych


Wiecie, co jest jedną z moich ulubionych cech u dzieci? To, że nie mają uprzedzeń. Jeśli na przykład ktoś się do nich uśmiechnie, to też się uśmiechają. I nie ważne, z jakiego kraju pochodzi ten ktoś. Nie ważne, jaki ma kolor skóry, czy jest bogaty, czy biedny, jakiego jest wyznania, czy ma jedną nogę czy dwie, czy jest gruby czy chudy. Dzieci tego nie oceniają. One po prostu widzą w drugiej osobie człowieka. Zawsze kiedy o tym myślę, przypomina mi się poniższy filmik. Można na nim zobaczyć, jak maleńka dziewczynka macha do każdej napotkanej osoby. Nie liczy się dla niej, czy ten ktoś jeździ na wózku inwalidzkim, czy chodzi o kulach, ani jakiego koloru ma skórę. 

niedziela, sierpnia 06, 2017

Lato z dzieckiem

Lato z dzieckiem

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam lato. Niestety ma ono 3 stałe mankamenty: słońce, a raczej związane z nim oparzenia słoneczne, kleszcze i oczywiście wszędobylskie, zawsze mnie atakujące, komary.

Szczerze mówiąc przed narodzinami mojego syna nie przykładałam większej wagi do kremów z filtrem. Albo kupowałam pierwszy lepszy z drogerii, albo niczego nie kupowałam, a jak się już poparzyłam, to po prostu mniej lub bardziej dzielnie to znosiłam i czekałam, aż skóra dojdzie do siebie. 😉 

Co do kleszczy, to po prostu liczyłam na szczęście, że ich nie złapię. No i nie chodziłam po lesie w krótkich spodenkach i bluzkach bez rękawów. Tyle.

Jeśli natomiast chodzi o komary, to z pokorą znosiłam ich ukąszenia, twierdząc, że taka jest moja nieszczęsna uroda. Ukąszenia muszą być. Koniec kropka.
Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger