poniedziałek, kwietnia 30, 2018

Sebastian i trzy koty

NIEMOWLĘ I KOTY


Może pamiętacie, że jakiś czas temu napisałam post na temat kotów i toksoplazmozy. Kocham koty i bardzo mnie boli, kiedy słyszę, jak często są one porzucane... bo ciąża, bo dziecko. Jak pewnie pamiętacie, w domu mamy trzy koty, w tym jednego zaadoptowaliśmy, kiedy byłam w ciąży. Część z Was pewnie wzniesie oczy do nieba. Jaka ta Mama pod prąd nieodpowiedzialna! Nie zgodzę się z tymi osobami. Naprawdę trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby zarazić się toksoplazmozą od domowych kotów i to na dodatek jeszcze takich nie wychodzących. Poczytajcie sobie zresztą wspomniany artykuł, który napisałam o kotach i całej tej strasznej toksoplazmozie. ;-) Jestem jak najbardziej odpowiedzialna, a moje dziecko urodziło się zdrowe. Koty też mają się dobrze. :-) 


Ponieważ w tym momencie mój syn ma już ponad rok, doszłam do wniosku, że czas najwyższy na podsumowanie tych prawie 14 miesięcy, ale tym razem bynajmniej nie z perspektywy mojej, a trzech kocich członków naszej rodziny. ^._.^= ∫ 
No więc jak to było?


JAKIE SĄ NASZE KOTY?


Każde z Was zna swoje koty najlepiej i raczej wie, jak reagują na sytuacje stresowe. Są koty bardziej agresywne i całkowicie pacyfistyczne, są koty spokojne i takie energiczne, koty odważne i bardziej płochliwe. Nasza kocia trójka jest raczej spokojna i przyjacielska. Nigdy nikogo z nas nie podrapała, no OK, kilka razy podrapała skacząc na nasze plecy, kiedy kroiliśmy wyjątkowo aromatyczną kiełbasę, albo mięso. Ale nie był to w żadnym razie celowy atak na nas, tylko chęć znalezienia się jak najbliżej pachnących potraw. ;-)



Luke. Kot dość leniwy, grubiutki, lubiący leżeć zwykle na niższych kondygnacjach ze względu na swoje lenistwo oraz kilogramy; za jedzenie zrobi wszystko, śmiem twierdzić, że sprzeda nawet swoją kocią duszę; lubi być głaskany praktycznie non stop i nie tylko, kiedy on podejmie taką decyzję, ale również z inicjatywy swoich ludzkich domowników, nie doprasza się jednak zbytnio o pieszczoty, gdyż... jest leniwy; nie przepada za zmianami, no chyba że idą w parze z dobrym jedzeniem. ;-) Z ciekawostek: nie potrafi normalnie miauczeć, za to umie warczeć. Może czasem myśli, że jest psem? ;-) Ma siostrę bliźniaczkę Leię, z którą jest bardzo zżyty.



Leia. Kotka bardzo energiczna choć spokojna, szczupła, delikatna; lubi sporo leżakować, jak to na jej wiek przystało i raczej preferuje wyższe kondygnacje ze względu na swoją gibkość; nie lubi być głaskana, kiedy nie ma na to ochoty; bardzo nie lubi zmian i hałasów, każdą z nich bardzo mocno przeżywa nawet rezygnując z jedzenia i picia. Z ciekawostek: trudno jej się zdecydować, gdzie spać, czy pod, czy na kołdrze, bo to, że na naszym łóżku, to się rozumie samo przez się. Może tak próbować i z 20 razy, aż w końcu znajdzie odpowiednie miejsce. ;-) Ma brata bliźniaka Luke'a, z którym jest bardzo zżyta.


Anakin. Kot niezmiernie energiczny, zwany przez swoich ludzkich domowników wariatem, wszędzie go pełno; gustuje we wszystkich kondygnacjach, ale preferuje te wysokie; uwielbia być głaskany, kiedy ma deficyty pieszczot, dosłownie biega za swoimi ludzkimi domownikami i doprasza się o więcej i więcej; nie lubi nagłych wizyt dorosłych osób mu nieznanych, zaszywa się wtedy w kąt i nie ma szans go znaleźć. Z ciekawostek: zawsze kiedy wracamy do domu, czeka na nas w drzwiach i na nasz widok, kładzie się na podłodze i wygina w łuk. Ma rodzeństwo, ale zostało ono zaadoptowane przez innych ludzi.


PRZYGOTOWANIA DO NARODZIN DZIECKA


Koty są zwierzętami, które nie lubią zmian. Przywiązują się bardzo nie tylko do miejsca, w którym mieszkają, ale również do swoich właścicieli i do codziennej rutyny. Kiedy coś się zmienia, koty zawsze na tym cierpią. Co więc zrobiliśmy, aby zminimalizować dyskomfort kotów, kiedy w domu pojawił się noworodek?


JAK ZMINIMALIZOWAĆ DYSKOMFORT KOTÓW?


Zapoznanie z zapachem noworodka:


1. Po pierwsze, kiedy nasz syn się już urodził, mój mąż przynosił co wieczór noszone przez niego ubrania i dawał kotom do wąchania. Zmysł węchu u kotów jest bowiem bardzo rozwinięty i pełni on bardzo ważną rolę w ich życiu. Kiedy jakiś zapach jest znajomy, nie jest on już straszny. Co zauważyliśmy, ku naszej radości, to to, że zapach noworodka nie wzbudzał w naszych kotach nadmiernego zdenerwowania. Można by wręcz powiedzieć, że ten zapach w ogóle ich nie ruszał. ;-) Co innego było, kiedy kilka miesięcy wcześniej daliśmy im do wąchania zabawki nowego kotka - Anakina. Rany julek! To dopiero było! Fuczenie, syczenie, jeżenie się. Nie wiedziałam, że moje koty są w stanie wydawać taką gamę nieprzyjemnych odgłosów. A przy dziecku praktycznie nic. Zaciekawienie jakieś owszem, ale też nie nadmierne.


Kocie feromony:


2. Kiedy zbliżał się termin porodu, zamontowaliśmy na gniazdku w dużym pokoju (czyli w pomieszczeniu, w którym najczęściej przesiadują nasze koty) dyfuzor kocich feromonów. Już wcześniej, kiedy coś miało ulec zmianie w życiu naszych kotów kupowaliśmy takie feromony i zauważaliśmy, że zawsze nasze koty stawały się pod ich wpływem spokojniejsze. Nie jest to może tani wydatek, ale raz na ruski rok można kupić, tym bardziej, że naprawdę działa. 


Kartonowe kryjówki:


3. Kolejnym krokiem, jaki podjęliśmy zanim jeszcze nasze dziecko przyszło na świat to przygotowanie naszym kotom wielu kryjówek. Wiadomo, że kiedy kot czuje się niepewnie, szuka schronienia, z którego mógłby obserwować rozwój sytuacji. Takie "lokalizacje z poczuciem bezpieczeństwa" powinny się znajdować na wyższych kondygnacjach niż podłoga. Myśmy ustawili je na parapetach i szafach. A z czego zrobiliśmy takie kocie kryjówki? Z ich ulubionego materiału, czyli z kartonu. Po prostu postawiliśmy wiele kartonowych pudełek do góry nogami, a z boku wycięliśmy po jednym okienku, przez które koty mogły wejść do pudełka. Rozwiązanie darmowe i niezmiernie skuteczne. 


Głaskanie, głaskanie i jeszcze raz głaskanie:

4. Dużo też czasu spędzaliśmy na głaskaniu kotów i drapaniu ich za uszami i pod brodą, czyli tam, gdzie koty lubią najbardziej. ;-) Chcieliśmy, żeby były jak najbardziej zrelaksowane przed dniem zero. Pamiętaliśmy jeszcze, jak to wyglądało, kiedy, bez żadnego wcześniejszego planowania, w naszym domu pojawił się nowy kot. Powiem tylko tak. Miło nie było... Tym razem chcieliśmy zrobić więc wszystko poprawnie, aby zminimalizować stres u naszych kotów.

Kocie przysmaki:

5. Zaopatrzyliśmy się dodatkowo w sporo kocich przysmaków. Na co dzień nie szastamy nimi na prawo i lewo, tak samo jak i my nie zajadamy się niezdrowymi przekąskami, ale pojawienie się dziecka w rodzinie należy do sytuacji wyjątkowych, rządzących się swoimi regułami. Można wtedy kotom pozwolić na sporą ilość przysmaków. Wszystko, aby choćby trochę im umilić te początkowe momenty.


JAK ZABEZPIECZYĆ NOWORODKA?


Co zrobiliśmy natomiast, aby zabezpieczyć nasze dziecko przed zdenerwowanymi kotami? 


Uaktualniona książeczka zdrowia:


1. Po pierwsze zwróciliśmy szczególną uwagę na to, żeby nasze koty miały wykonane wszystkie szczepienia oraz, żeby były odrobaczone. Obcięliśmy im również pazury. Jeśli nawet nastąpiłoby jakieś starcie na linii kot-dziecko, chcieliśmy być pewni, że nasze dziecko nie zostanie niczym zakażone.


Zamknięta sypialnia:

2. Jeszcze przed narodzinami dziecka, coraz rzadziej pozwalaliśmy kotom na wchodzenie do sypialni, gdzie zamontowaliśmy kołyskę dla dziecka. Dlaczego zamykaliśmy ten pokój przed kotami? Ponieważ wiedzieliśmy, że kiedy pojawi się dziecko w domu, na początku nie będziemy pozwalać kotom na wspólne spanie. Nie chcieliśmy, żeby kojarzyły dziecko negatywnie z brakiem ich dotychczasowego ulubionego nocnego legowiska, czyli naszego łóżka, stąd zamykanie sypialni jeszcze przed narodzinami Sebastiana. A dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na zamknięcie sypialni? Ponieważ musieliśmy się upewnić, że koty zaakceptują nowego członka rodziny i nic mu nie zrobią, podczas gdy my będziemy spać.


URODZIŁO SIĘ!


No i stało się. Urodziłam. Po narodzinach Sebastian okazał się najmniejszym członkiem rodziny. Ważył jedynie 3050 gramów. Nasze koty natomiast wagowo wyglądały wtedy następująco: Luke 6400 gramów, Anakin 4700 gramów, a Leia 4200 gramów. Czyli nawet najlżejszy z nich był cięższy od naszego dziecka. Nie wspomnę już o najcięższym, dwukrotnie przewyższającym wagowo naszego synka. Tym bardziej niepokoiliśmy się, co to będzie. Przecież kot mógłby się na dziecku położyć (jak to w zwyczaju kotów), a jeśli byśmy tego na czas nie zauważyli, dziecko mogłoby mieć wręcz trudności z oddychaniem, mając taką kocią masę na swojej klatce piersiowej. Przecież nawet nam, dorosłym, czasem trudniej oddychać z kotem na piersi ;-), a co dopiero noworodkowi? 


PIERWSZY KONTAKT NIEUDANY


Pierwszy kontakt naszego dziecka z kotami nie należał do udanych. Dlaczego? Ponieważ, kiedy wnieśliśmy syna do domu, płakał i to bardzo głośno. A koty się oczywiście tego hałasu (bo wiadomo, że płacz dzieci do cichych nie należy) przeraziły. Zaczęły biegać w panice po mieszkaniu i oczywiście nie miały ochoty na poznawanie nowego członka rodziny. W sumie to się im nie dziwię. Tak więc podzieliliśmy się z mężem. Ja zamknęłam się w sypialni z dzieckiem i zaczęłam je karmić, a mąż poszedł do kotów trochę je uspokoić (również jedzeniem). Jak mówi mądre polskie przysłowie: "Przez żołądek do serca". Okazuje się, że dotyczy to nie tylko ludzi, ale i kotów. Po pewnej chwili nastał błogi spokój.


POWOLNE POZNAWANIE SIĘ NAWZAJEM


Koty zaczęły węszyć coraz bardziej zaintrygowane nowym... czymś? kimś? Wtedy chyba jeszcze nie wiedziały, co się stało i kim to nowe coś/ktoś było. Wzięliśmy dziecko na ręce, aby pokazać kotom, że my je akceptujemy i po kolei (każdemu kotu z osobna) pokazywaliśmy dziecko. Chcieliśmy, żeby je powąchały i zobaczyły, że to nic strasznego..., kiedy nie płacze. Nie robiliśmy niczego na siłę. Jeśli któryś z kotów nie chciał podejść do dziecka, szanowaliśmy jego decyzję. Wiedzieliśmy bowiem, że pospieszanie ich przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego. Wiedzieliśmy też, że trzeba uzbroić się w cierpliwość. Każdy kot, podobnie jak każdy człowiek, jest inny i inaczej reaguje na różne wydarzenia w swoim życiu. Ponadto staraliśmy się, żeby nasze koty w żadnym stopniu nie czuły się opuszczone. Ponieważ mi większość czasu mijała na karmieniu, w tym czasie mój mąż opiekował się kotami. Było dużo głaskania i oczywiście przytulania, czyli ulubionej pieszczoty Luke'a.



Kotem, który najszybciej się zaaklimatyzował z naszym synkiem był Anakin, czyli najmłodszy z całej kociej trójki. W momencie, kiedy urodził się nasz syn, miał on jedynie niecałe 9 miesięcy, czyli był jeszcze takim kocim dzieciakiem. 



Nasze dwa pozostałe koty to były już dorosłe sztuki. Kiedy urodził się nasz syn, miały po 7 lat i 7 miesięcy (są to bliźniaki) ;-). Raz jeszcze powtórzę: postawiliśmy na luz. Nie chcieliśmy na siłę zmuszać kotów do przyjaźni z tym małym człowiekiem. Jedyne, co chcieliśmy i de facto musieliśmy osiągnąć to ich akceptację nowej sytuacji rodzinnej, a co za tym idzie, gwarancję bezpieczeństwa naszego dziecka.

Zauważyliśmy, że z czasem koty coraz spokojniej reagowały na nowego domownika. Mimo wszystko nigdy nie zostawialiśmy dziecka bez opieki. Zawsze albo mój mąż, albo ja byliśmy przy synu. Woleliśmy nie ryzykować, że dziecko któregoś kota nagle przestraszy i przez to kot pacnie je na przykład łapą. Bo to, że jakiś kot go pogryzie, nie wchodziło w grę. Nigdy przenigdy tego nie zrobiły. Ponadto, nadal w nocy zamykaliśmy drzwi do sypialni. Dopiero po jakimś miesiącu, kiedy widzieliśmy, że koty czują się już całkiem dobrze w towarzystwie Sebastiana, zaczęliśmy zostawiać drzwi do sypialni otwarte na noc. Ale wtedy już nasz syn nie był już taki malutki. Szybko przyrastał na wadze. Równocześnie podczas dnia stopniowo zaczynaliśmy zostawiać dziecko na kilka chwil z kotami sam na sam w tym samym pokoju. Co zaobserwowaliśmy?


RESPEKTOWANIE TERYTORIUM SEBASTIANA


Anakin, nasz najmłodszy kot, bardzo polubił Sebastiana (i vice versa). Dwa pozostałe natomiast wolały trzymać z dzieckiem pewien dystans. Jak to przystało na zwierzęta terytorialne, jakimi są koty, kiedy Sebastian zajmował jakąś przestrzeń, koty nie wkraczały na nią, natomiast, kiedy tę przestrzeń opuszczał, koty po pewnym czasie wchodziły na nią. Anakin natomiast, jak to na młodzieniaszka przystało, miał gdzieś kocie zasady. Terytorium? Co to takiego?



Dla niego najważniejsza była zabawa. Nie ważne już czy z innym kotem, czy z  tym małym człowiekiem. Byle się bawić. Bez względu na to, czy zabawa oznaczała wkroczenie na czyjś teren, czy nie. ;-)





Luke i Leia natomiast co prawda nie przepadały za przebywaniem z Sebastianem sam na sam w bliskiej odległości, ale nie miały już nic przeciwko, żeby być blisko niego, kiedy jedno z nas było w okolicy. Spały wtedy w najlepsze na naszych nogach, jak za starych, dobrych lat.



Minął mniej więcej kolejny miesiąc i coraz częściej byliśmy świadkami, jak nasze koty pilnowały naszego synka. :-)





Początkowe odległości pomiędzy małym człowiekiem, a kocimi członkami rodziny zaczęły się kurczyć.






DZIECKO ZACZYNA CHODZIĆ


No i stało się! Nadszedł taki miesiąc, że stateczny Sebastian zamienił się we wszędzie-go-pełno Sebastiana. Jak zareagowały na to nasze koty? Na początku były trochę zdziwione, ale na pewno nie przerażone, choć czasem, nie ukrywam, trochę zirytowane (kiedy Sebastian za nadto zbliżał się do ich misek z jedzeniem). ;-)



Plusem dla kotów jest to, że kiedy im się coś nie podoba, raz dwa i ich nie ma. Albo wskoczą sobie na parapet, albo na szafę. Tam, gdzie ich dziecko nie dosięgnie. Dlatego też nie ma ryzyka, że zdenerwowane koty coś naszemu synkowi zrobią. Nie taka ich natura. One wolą unikać konfliktów. Jeśli coś im się nie podoba, raz dwa i czmychają. Pod tym względem mają o wiele bardziej ułatwioną sprawę niż psy, które nie potrafią wskakiwać na wyższe poziomy. 



Co zauważyliśmy jeśli chodzi o rozwój naszego syna? Koty na pewno go stymulują do chodzenia. Uwielbia się a nimi uganiać. Cały czas się śmieje. Lubi też je głaskać. I, o dziwo, mimo że jest jeszcze taki malutki, potrafi je głaskać dość delikatnie. 


BEZPIECZEŃSTWO CHODZĄCEGO DZIECKA


Kiedy nasz syn zaczął początkowo raczkować, a teraz już chodzić po mieszkaniu, musieliśmy się zastanowić nad jego bezpieczeństwem. Co zmieniliśmy jeśli chodzi o rzeczy należące do kotów, tak żeby w żaden sposób nie zagrażały naszemu dziecku? 

Żwirek


1. Po pierwsze zmieniliśmy rodzaj żwirku. Wcześniej używaliśmy żwirku silikonowego, ale ponieważ po pierwsze silikon jest trujący (a nasz syn wszystko bierze teraz do buzi), a po drugie ten żwirek nie jest biodegradowalny (a my coraz bardziej zaczęliśmy myśleć ekologicznie odnośnie każdego aspektu naszego życia), zmieniliśmy go na biodegradowalny żwirek Cat's Best. Po pierwsze, jeśli nasz syn weźmie go do buzi i nawet połknie nic mu się nie stanie, a po drugie dzięki temu żwirkowi miej zaśmiecamy środowisko naturalne. Cenowo natomiast obydwa żwirki wychodzą podobnie.

Miska z wodą


Ponieważ nasz syn kilka razy wylał już na siebie całą wodę przeznaczoną do picia dla kotów, postanowiliśmy wykorzystać skoczność kotów i zmienić lokalizację miski z wodą na parapet w kuchni. Zanim to jednak zrobiliśmy, raz nasze dziecko wylało na siebie całą wodę z miski tuż przed wyjściem na spacer. Trauma była tak wielka, że opisałam to zdarzenie już kiedyś na blogu:

"Idę do kuchni, żeby spakować jedzenie na wyjście oraz wodę do picia. Dziecko idzie za mną. Przekładam jedzenie do małych plastikowych pojemników. Na moment odwróciłam głowę i w tym właśnie momencie usłyszałam: chlup! Odwracam się. Dziecko mokre. Wylało na siebie wodę z miski dla kotów. (...) Trzeba przebrać, pomyślałam. Na szczęście najgłębsza warstwa odzienia, czyli pielucha była sucha. Przebrałam spodnie, skarpetki, body oraz sweter. Ponieważ miałam dziecko już w garści, wykorzystałam okazję, żeby ubrać go do wyjścia: wierzchnie spodnie, kurtka (czapkę i rękawiczki schowałam do torby, żeby założyć mu później)".

Jedzenie kotów


Tutaj akurat nie mieliśmy żadnych problemów, ponieważ nasze koty jedzą tak jak psy, to znaczy zjadają całą porcję jedzenia od razu i niczego nie zostawiają na później. A wszystko z powodu Luke'a, który wyjadał pozostałym kotom resztki jedzenia. Ponieważ, śmiem twierdzić, dla Leii i Anakina poczynania Luke'a były irytujące, nauczyły się zjadać wszystko od razu. ;-) Jednak jeśli Wasze koty jedzą po kociemu, to znaczy zostawiają jedzenie na później, może też dobrym rozwiązaniem byłoby położenie ich misek z jedzeniem na jakiś wyższych kondygnacjach, tak żeby dziecko nie miało możliwości podjadania kociej karmy.

CIĄG DALSZY PRZYJAŹNI Z ANAKINEM


Jak wspomniałam wcześniej, Sebastian najbardziej zaprzyjaźnił się z Anakinem. I też Anakinowi zaczyna się ta przyjaźń coraz bardziej opłacać. Sebastian bowiem, jak to prawdziwy przyjaciel, chętnie się z Anakinem dzieli swoim jedzeniem. A Anakin, jak na głodomora przystało, korzysta ile wlezie. ;-)




A czy Wy macie koty i małe dziecko? Jakie są Wasze doświadczenia w tej kwestii?





Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB



- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger