środa, sierpnia 08, 2018

Ekologiczne mycie zębów... oraz czekolady Fairtrade ;-)

Dziś będzie trochę o ekologii. Dawno bowiem nie było u mnie wpisu o tej tematyce, a, jak wiecie, jest mi ona bardzo bliska. Powoli w moim domu staram się wykluczyć nienaturalne kosmetyki oraz środki do czyszczenia. Pisałam już o tym kilka razy: 






Bambusowe szczoteczki do mycia zębów



Od tygodnia w naszym domu pojawiła się ekologiczna nowość, a są nią bambusowe szczoteczki do mycia zębów. Dowiedziałam się o nich dzięki wspaniałemu blogowi promującemu ekologiczny styl życia Organiczni, prowadzonemu przez bardzo miłe małżeństwo, które zawsze znajdzie czas, by odpowiedzieć na pytania swoich czytelników, za co im niezmiernie dziękuję.


Jednak, muszę się Wam zwierzyć, mniej więcej pół roku zajęła mi decyzja o zmianie naszych standardowych plastikowych szczoteczek na te bambusowe. Dlaczego aż tyle? Głównymi powodami były:

- dość wysoka cena w porównaniu z tymi plastikowymi: 15-17 złotych za sztukę;
- brak możliwości zakupu takich szczoteczek w sklepach stacjonarnych;
- obawa przed nieprzyjemnym dla mnie mocnym posmakiem drewna w ustach. Nie zapomnę, jak kiedyś kupiłam lody, do których dawano drewniane pałeczki. W ogóle nie czułam smaku lodów, tylko drewna ze szpatułki. Niesmak pozostał do dziś;
- ponieważ od wielu lat stosowałam szczoteczki z końcówką do czyszczenia języka, a te bambusowe nie posiadają takiego bajeru;
- szczoteczka bambusowa ma równe włosie, a jej główka nie jest elastyczna, więc obawiałam się, że nie będzie dobrze czyścić zębów.

Jednak, kiedy mój syn odmówił stosowania swojej silikonowej szczoteczki na palec marki Babydream z Rossmanna, postanowiłam kupić mu pierwszą prawdziwą szczoteczkę, a ponieważ nie chciałam, żeby to była szczoteczka plastikowa, tylko coś zdrowszego i bardziej ekologicznego, wtedy właśnie podjęłam ostateczną decyzję, że będzie bambus! A skoro dziecko ma mieć szczoteczkę bambusową, to dlaczego i nie rodzice, co nie? ;-)


Bambusowe szczoteczki - do wyboru, do koloru


Na polskim rynku można dostać sporo szczoteczek tego typu: Hydrophil, Ecobamboo, Biomika, Mohani, Humble Brush, Curanatura, Sanaj i zapewne jeszcze kilka innych marek. Ponieważ czułam się bardzo zagubiona w obliczu wyboru tej pierwszej szczoteczki bambusowej, postanowiłam poszukać bardziej szczegółowych informacji na wspomnianym już blogu Organiczni. Ponieważ znalazłam na nim recenzję jedynie dwóch szczoteczek tego typu - Hydrophil i Ecobamboo - postanowiłam, że nasze pierwsze ekologiczne szczoteczki będą po prostu jednej z tych marek. Dlaczego zdecydowałam się na Hydrophil? Po pierwsze ze względów wizualnych. Bardzo spodobały mi się ich kolorowe końcówki. A po drugie, pomyślałam sobie, że dzięki takim końcówkom łatwiej będzie nam odróżnić każdą ze szczoteczek. Przy szczoteczkach Ecobamboo istniałoby natomiast ryzyko, że czasem myłabym zęby szczoteczką męża, a on moją. ;-)


Bambusowe szczoteczki - czy się sprawdziły?


Jakie są moje wrażenia po tygodniu używania szczoteczek Hydrophil? Zacznę może od skomentowania moich początkowych obaw:



Cena:

- Kiedy sobie przeliczyłam całość zamówienia łącznie z kosztami przesyłki (59,17 PLN), to miesięcznie na osobę nie wyszło tak źle - niecałe 6,60 PLN za szczoteczkę. Czyli, jednym słowem, do przeżycia.

Dostępność:

- Co prawda nie znalazłam sklepu stacjonarnego w Krakowie, który by takie szczoteczki sprzedawał, ale z pomocą jak zwykle przyszło mi Allegro. Bez problemu, szybko i w stosunkowo dobrej cenie zakupiłam wspomniane szczoteczki.


Smak drewna:

- Podczas mycia zębów tą szczoteczką, posmak drewna jest dla mnie praktycznie niewyczuwalny. To zupełnie coś innego niż wspomniane wcześniej patyczki do lodów. Powiedziałabym nawet miłe. No i na pewno taka drewniana szczoteczka jest milsza w dotyku, niż plastik. :-)


Czyszczenie języka:

- Jeśli natomiast chodzi o czyszczenie języka, to i tu jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Okazało się, że po przejściu na szczoteczki bambusowe nalot na języku prawie zniknął. A jeśli pojawia się jakiś mini nalot, po prostu bardzo delikatnie masuję język bambusowym tyłem główki szczoteczki. Działa! Po prostu RE-WE-LA-CJA!!! 


Dokładność w czyszczeniu zębów:

Co do czyszczenia zębów - kolejne zaskoczenie. Chyba jeszcze po użyciu żadnej ręcznej szczoteczki plastikowej nie miałam wrażenia tak czystych zębów. Biorąc pod uwagę, że szczoteczka bambusowa ma najprostszą budowę z możliwych (włosie jednakowej długości, główka się nie odgina), jest to po prostu niesamowite. Czego dowiedziałam się dodatkowo? To wcześniej wychwalane przeze mnie włosie profilowane w niektórych szczoteczkach plastikowych może podrażniać dziąsła.


Skład

Jak wygląda skład szczoteczki bambusowej Hydropil? Uchwyt szczoteczki wykonany jest w całości z biodegradowalnego drewna bambusowego, a włosie z nylonu nie zawierającego BPA. 


Dlaczego bambus? 


- bo jest najszybciej rosnącą rośliną na świecie (70-80 cm dziennie);
- bo produkuje więcej tlenu i wiąże więcej dwutlenku węgla niż drzewa;
- bo plantacje bambusa nie wymagają nawożenia ani stosowania pestycydów;
- bo drewno bambusowe jest bardzo twarde;
- bo ma naturalne właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne;
- bo szybko się rozkłada: 4-6 lat, a nie 500, jak plastik.

Dlaczego nylon?


- bo nie jest szkodliwy dla zdrowia w przeciwieństwie do często używanych w standardowych szczoteczkach włókien poliwęglanowych, które zawierają w sobie bisfenol A, czyli BPA.

Informacje dodatkowe:


Szczoteczki marki Hydrophil zostały wyprodukowane w warunkach poszanowania środowiska naturalnego. 

Farby użyte do produkcji szczoteczek nie zawierają olejów mineralnych, ani innych substancji szkodliwych dla środowiska wodnego.

Produkcja szczoteczek odbywa się w Chinach, w regionie Lishui znanym z wielowiekowych tradycji uprawy i produkcji wyrobów z bambusa. 

Każdy etap produkcji jest wykonywany z poszanowaniem zasad zrównoważonego rozwoju oraz odpowiedzialnego handlu. Jakże ogromna różnica pomiędzy takim podejściem do produkcji, a tym, jakie mają ogromne firmy choćby odzieżowe... 


źródło: https://www.hydrophil.com/


Dobre naturalne pasty do mycia zębów 


Jednakże sama szczoteczka na niewiele się zda bez dobrej pasty. Od mniej więcej roku przestawiliśmy się na używanie past ekologicznych i bez fluoru.  Dlaczego bez fluoru, pomyślicie zapewne? Nie będę szczegółowo opisywać powodów w tym poście. Po prostu skieruję Was ponownie na blog Organiczni. Efekty stosowania takich past? No cóż. Po prostu niesamowite!!! Po pierwsze brak nowych ubytków (!), a miałam nową dziurę mniej więcej raz na rok (taką mam niestety urodę jeśli chodzi o zęby). Ponadto, mniejsze odkładanie się kamienia nazębnego, co jest wyzwaniem biorąc pod uwagę, że mieszkamy w Krakowie - mieście z bardzo twardą wodą. Znacznie zmniejszył się również nieprzyjemny zapach z ust. 

Alternatywnych past do tych drogeryjnych jest cała masa, ale niestety widzę w nich dwa główne problemy: 

1. Cena
2. Dostępność

Postanowiłam, że nie będę kupować tych najbardziej wypasionych za miliony, ale takie do 15 złotych za tubkę. Przy wyborze past do zębów bardzo pomocne były dla mnie: lista dobrych past dla dorosłych do 15 złotych zamieszczona na stronie "Korzystamy z natury" oraz ranking dobrych past bez fluoru dla dorosłych stworzony na blogu Organiczni.

Dotychczas przetestowaliśmy 5 naturalnych past dla dorosłych:
  • Lavera z bio-echinaceą i propolisem
  • BjoBj aloesowa z tymiankiem i anyżem
  • BjoBj miętowa z białą glinką i głogiem
  • Babuszka Agafia – pasta solna
  • Ecodenta czarna, wybielająca


Moje typy:


Spośród wymienionych powyżej past pozostaną z nami na dłużej na pewno dwie z nich:

- pasta solna Babuszki Agafii
- czarna pasta wybielająca Ecodenta

Dlaczego tylko te?

Pasta Lavera z bio-echinaceą i propolisem słabo się pieni, w smaku jest też na mój gust za słodka. Ja po prostu lubię mocno miętowe pasty.



Pasty BjoBj mają jedną ogromną wadę. Już abstrahując od ich smaku (bo to rzecz gustu). Po wymyciu nimi zębów nie miało się poczucia czystości. Nie pozostawał smak pasty tylko jedzenia, które się jadło. Do tego stopnia, że wiele razy musiałam się porządnie zastanowić, czy ja te zęby już myłam, czy jednak jeszcze nie.

Natomiast pasta solna Babuszki Agafii super się pieni, pozostawia niesamowicie świeży oddech i czyste zęby. A ponadto skład tej pasty jest po prostu bombowy: 99% składników pochodzenia naturalnego, brak fluoru, SLS, SLES, PEG, ftalanów, olejów mineralnych, czy też formaldehydu. Jeden ze składników - sól rapa z jeziora Ostrownoje - ma udowodnione działanie bakteriobójcze, przeciwbólowe oraz przeciwzapalne. Ponadto ta sól zawiera wiele minerałów, choćby: potas, sód, magnez, wapń, cynk, brom, czy jod. Oprócz soli, w składzie pasty można też znaleźć: ekstrakt z takich roślin jak: aloes, melisa, żeń-szeń, rozmaryn, lukrecja, szałwia, dzika róża oraz takie oleje jak: z wiesiołka, lniany oraz nasion amarantusa. Sami przyznacie, że robi wrażenie, czyż nie? Ponadto ta pasta jest dość łatwo dostępna w wielu stacjonarnych drogeriach i aptekach, a nie tylko w sklepach internetowych. A i cena nie jest jakaś kosmiczna. Ja ją kupuję za około 14 złotych w sklepie amfora.pl.



Nasz kolejny hit pastowy to czarna pasta węglowa Ecodenta. Jak kiedyś przeczytałam w jednej z recenzji tej pasty: jest hipstersko czarna. xD No i jak można po takim opisie jej nie spróbować? Kupiłam i się w niej po prostu zakochałam. Od tego momentu używam jej już regularnie. Co ma ciekawego w składzie? Węgiel drzewny, ekstrakt z zielonej herbaty bezkofeinowej oraz propolis. Węgiel drzewny wykazuje działanie wybielające, ekstrakt z zielonej herbaty - chroni zęby przed kamieniem nazębnym i wykazuje działanie bakteriobójcze, natomiast propolis pomaga zapobiegać paradontozie, zmniejsza nadwrażliwość dziąseł oraz przeciwdziała ich krwawieniu. Ponadto pasta w smaku jest miętowa i dobrze się pieni, czyli jest taka jak lubię. Co do jej działania wybielającego to rzeczywiście prawda. Już kilku znajomych zapytało się mnie o mój sekret niesamowicie białych zębów, a następnie pobiegło czym prędzej do sklepu kupić tę hipsterską pastę. ;-) Wszyscy sobie ją chwalą. Czarną pastę Ecodenta zwykle kupuję w sklepie amfora.pl. Jej cena wynosi około 11 złotych.





Jaka pasta dla dziecka?


A co z pastą dla mojego małego buntownika, który chce mieć już prawdziwą szczoteczkę? Tutaj znowu przyszedł mi z pomocą blog Organiczni i ich lista dobrych naturalnych past do zębów dla dzieci bez fluoru. Jak na razie zdecydowałam się na zakup pasty do zębów dla dzieci z wyciągiem z truskawek i malin marki Lavera. Dlaczego tej? Bo jest stosunkowo łatwo dostępna, nie jest bardzo droga (około 15 złotych), ma dobry skład i fajny truskawkowy smak. A z dodatkowych informacji: nie zawiera mentolu, cukru, ani tensydów oraz posiada certyfikat NaTrue. Natomiast z informacji na opakowaniu możemy jeszcze przeczytać: "żel o naturalnym truskawkowym smaku, pielęgnuje dziąsła i delikatnie czyści mleczne zęby, chroniąc je przed próchnicą. Roślinne składniki mineralne jak hamamelis i echinacea ochraniają szkliwo zębów i usuwają osad. Rumianek działa kojąco. Naturalne fluorki z zielonej herbaty wykazują działanie remineralizujące (samousuwanie mikrouszkodzeń szkliwa)". A, co jest również istotne, nasz syn pokochał tę pastę. Sam wyrywa się do mycia zębów widząc szczoteczkę na horyzoncie. Bo co z tego, że pasta zajebista, jeśliby dziecko nie chciałoby nią myć zębów?





Zęby zębami, ale czekolada musi być ;-)


Ale, ale. Nie byłabym przecież sobą, gdybym tutaj trochę nie namieszała i na koniec artykułu o tematyce ochrony jamy ustnej nie połączyła go z jednym z głównych wrogów zdrowych zębów, a mianowicie z cukrem. :P Nie będę jednak pisać o cukrze samym w sobie, lecz o mojej słabości, czyli... o czekoladach. Nie będzie jednak to wzmianka o byle jakich czekoladach tylko o tych ze sprawiedliwego handlu. 

Ekologia, która już chyba na dobre wkroczyła do mojego domu nie ogranicza się tylko do kosmetyków i środków czystości, ale również obejmuje żywność. Przy zakupach w sklepach spożywczych zwracam uwagę zarówno na jak największą naturalność wybieranych produktów, brak niektórych szkodliwych składników w składzie, sposób produkcji (np. FairTrade) oraz o dobro zwierząt. Np. staram się kupować jajka typu 0 i 1, a tym samym unikać tych z cyfrą 3 i 2, czyli jajek znoszonych przez kury stłoczone na wielkich halach, kury, które przez całe życie nie widzą ani promyka światła dziennego i z trudnością mogą rozprostować skrzydła, bo tak jest im ciasno. Oczywiście równocześnie staram się nie wydawać na zakupy milionów, bo ich po prostu nie mam. ;-)

Jeśli chodzi o czekolady, niedawno dowiedziałam się, że żeby być eko, nie wystarczy zwracać uwagi jedynie na to, co dana czekolada ma w składzie. Już od jakiegoś czasu wertuję składy czekolad w poszukiwaniu niechlubnego składnika, jakim jest choćby olej palmowy. Przy okazji recenzji książki "Uratuj mnie" pisałam, dlaczego staram się unikać tego oleju. Nie chodzi tylko o jego działanie rakotwórcze, bo, jak mówi mój Tata: "na coś trzeba umrzeć: ;-), tylko na niszczący wpływ, jaki ma produkcja tego oleju na środowisko naturalne. Bowiem, aby zrobić miejsce na nowe plantacje palm, rokrocznie wycinane są lasy deszczowe. Efekt? Obecnie zostały już tylko niewielkie skrawki lasów deszczowych, a to oznacza nie tylko mniej tlenu dla nas. Poszkodowane są również zwierzęta zamieszkujące te lasy, gdyż najzwyczajniej w świecie tracą one swój dom. Najgorzej wygląda sytuacja orangutanów, które - pozbawione lasów - głodują, giną w pożarach, albo są zabijane. :-(

Nie tylko olej palmowy jest be


Brak oleju palmowego w składzie to nie wszystko. Ważne jest również, aby wybierać producentów czekolady, którzy kupują ziarno kakaowca od dostawców szanujących sposób produkcji. Kilka miesięcy temu natknęłam się na następującą ilustrację zamieszczoną przez Ekologikę na swoim facebookowym fanpage'u. Od tego czasu nie mogę o niej przestać myśleć. Przeczytajcie sami:




Myśl Fairtrade!


Pomyślicie może: "Ej! W takim razie którzy producenci czekolad wspierają sprawiedliwy handel? Ile takie czekolady kosztują? Jak trudno są dostępne?".

Jeśli na opakowaniu czekolady nie widnieje informacja na ten temat, można się jeszcze dopytać o tę kwestię producenta. Niestety jeśli chodzi o polskie marki (Wedel, Wawel, Terravita, Goplana, etc.) jest spora szansa, że polskie fabryki zamawiają ziarno kakaowca przez pośredników, więc trudno będzie im określić źródło pochodzenia takiego kakao. 

Myślałam, że nie ma szans na kupno taniej, smacznej i łatwo dostępnej czekolady Fair Trade. A tu jakie miłe zaskoczenie! W sklepach Lidl sprzedają tego typu słodkości!!! I to nie za miliony... Chodzi mi o dwie marki: FinCarré oraz J.D.Gross. Ta pierwsza posiada certyfikat UTZ Certified cocoa, czyli program zrównoważonego rolnictwa kakao, a ta druga Fairtade cocoa program, czyli program pomagający rolnikom małorolnym sprzedać więcej kakao na warunkach sprawiedliwego handlu. Super, co nie? - powiedziała Mama pod prąd przeżuwając kawałek czekolady FinCarré. ;-)


A Wy jakich ekologicznych rozwiązań używacie w swoich domach?
Znacie inne marki czekolad FairTrade, których cena jest przystępna?






Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB



- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

• Za wszystkie komentarze z góry bardzo dziękuję :-)
• Obraźliwe komentarze będą usuwane

Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger