wtorek, lipca 10, 2018

"Król i król", czyli trochę inna książka o miłości

"Król i król", czyli trochę inna książka o miłości
Ci, którzy śledzą mój blog, wiedzą, jak wielką wagę przykładam do wyboru książek dla swojego dziecka. Chciałabym, aby mój syn dużo się z nich nauczył, aby książki pokazywały mu, jak świat jest różnorodny, jak różni są mieszkający na nim ludzie.

Chciałabym, żeby mój syn dobrze traktował zwierzęta
Chciałabym, żeby nie bał się inności, żeby wiedział, na czym ona polega. Chciałabym, żeby na widok osoby z kraju arabskiego nie myślał przerażony, że to terrorysta.
Chciałabym, żeby nie uważał się za lepszego od osoby o innym kolorze skóry.
Chciałabym, żeby nie traktował dziewczyn jak rzeczy, tylko po prostu takiego samego człowieka jak on.
Chciałabym, żeby nie wytykał palcami osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim.
Chciałabym, żeby nie wyśmiewał się z dwóch chłopaków albo dziewczyn trzymających się za ręce na ulicy. 
Chciałabym, żeby mój syn po prostu był dobrym człowiekiem.




Skąd w ogóle nazwa bloga "Mama pod prąd"?


Dziś, zanim opowiem o nowej książeczce pod prąd, zdradzę Wam jeszcze pewien sekret dotyczący bloga Mama pod prąd. Skąd jego nazwa pisałam już w pierwszym poście: O czym będzie ten blog? Napisałam wtedy między innymi, że blog będzie również o mnie, "która idzie z tym całym swoim macierzyństwem (i nie tylko) pod prąd często wbrew przyjętym standardom, ale w zgodzie z samą sobą". 

Czy jednak stąd wziął się u mnie pomysł na nazwę bloga? Czy ta myśl przyszła mi ot tak sobie? Nie do końca. Wcześniej miałam kilka innych pomysłów na nazwę bloga, ale okazało się, że już są zajęte. Kiedy już myślałam, że nic ciekawego nie wymyślę, mój wzrok padł na okładkę książki, którą wtedy czytałam. Nota bene była to też pierwsza książka, którą czytałam na głos mojemu nowonarodzonemu synkowi. A tytuł tej książki to... uwaga, uwaga... "Robert Biedroń. Pod prąd". O rany! To jest to! "Mama pod prąd!" - pomyślałam. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i tak już zostało. ;-)


O Robercie Biedroniu słów kilka...


Roberta Biedronia przedstawiać chyba nikomu nie muszę. Nie nie martwcie się. To nie będzie wpis polityczny. ;-) Mój blog do politycznych nie należy, jednak do społecznych już tak. A Robert Biedroń jest idealnym przykładem osoby pro-społecznej. Jego postać fascynuje mnie już od dawna ze względu na jego uczciwość, miłość do zwierząt, promowanie ekologii oraz walkę o prawa niektórych grup (głównie osób homoseksualnych oraz kobiet, choć nie tylko). Po lekturze tej książki moja fascynacja jego osobą jeszcze wzrosła. Jest w niej bardzo dużo szczerości, często bardzo trudnej. Dowiedziałam się z niej choćby, że był on bity przez swojego ojca (pewnie dlatego jest teraz tak wyczulony na punkcie przemocy domowej), że nienawidzi cyrków, że nie lubi luksusu, oraz nawet, że próbował popełnić samobójstwo (na szczęście mu się to nie udało). Nie chcę Wam zdradzać więcej szczegółów, żeby nie odbierać Wam radości z czytania. Z całego serca polecam Wam lekturę biografii tego wspaniałego człowieka. 

Skoro wspomniałam postać Pana Roberta Biedronia, pewnie niektórzy z Was już się domyślają, że książka pod prąd dla dzieci, którą dziś Wam polecę będzie dotyczyła... osób homoseksualnych. I macie rację. :-)


Wydawnictwo AdPublik


Jak się okazało Robert Biedroń lata temu prowadził własne, niestety już nieistniejące wydawnictwo AdPublik. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że książka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć została wydana właśnie przez to wydawnictwo. A skoro w publikacji tej pozycji uczestniczyła tak dobra osoba jaką jest Pan Robert Biedroń, to można być pewnym, że jej treść jest naprawdę wartościowa i z pewnością odpowiednia dla dzieci. Nakład tej książeczki został całkowicie wyczerpany i, ponieważ wydawnictwo już nie działa, nie jest przewidziany żaden dodruk, a szkoda, bo książka może naprawdę niejednego z nas sporo nauczyć. Niezmiernie trudno mi ją 
było dostać, ale po miesiącach poszukiwań udało się i teraz zajmuje dumną pozycję w biblioteczce mojego syna. :-)




Wstydliwe wspomnienia Mamy pod prąd z czasów nastoletnich...


Zanim zdradzę Wam tytuł tej książki oraz opowiem Wam coś więcej o niej, w pewnym stopniu się przed Wami obnażę, a tym samym wytłumaczę, dlaczego tak bardzo zależało mi na posiadaniu tej książeczki. Będą to trudne i wstydliwe wspomnienia dotyczące mojej osoby sprzed niespełna 20 laty...

Kiedy byłam jeszcze w liceum, byłam po prostu homofobką. Niezmiernie się tego wstydzę i do dziś czuję się okropnie na myśl, że wypowiadając swoje bezpodstawne oskarżenia pod adresem osób homoseksualnych, z pewnością zraniłam nie jednego kolegę i koleżankę z klasy. Mimo że minęło już naprawdę sporo lat od moich czasów licealnych, do dziś pamiętam swoją okropną wypowiedź podczas jednej lekcji w liceum. Nasz nauczyciel zapytał się klasy, czy mielibyśmy coś przeciwko, gdyby się okazało, że jakiś z nauczycieli pracujący w szkole był homoseksualistą. Ja - jak to ja - podniosłam rękę i oburzona powiedziałam, że oczywiście, że przecież w szkole są dzieci, które przez takiego nauczyciela mogłyby zostać wykorzystane seksualnie. Tak, wiem, coś tak obrzydliwego i oszczerczego wydostało się z moich ust. :-( Niestety tak wtedy myślałam... Nie dość że nie akceptowałam osób homoseksualnych, to jeszcze na dodatek stawiałam je na równi z pedofilami. :(((

Dlaczego tak myślałam? Mimo iż byłam tak zwaną "piątkową uczennicą", tak naprawdę gówno wiedziałam o świecie. Zostałam wychowana na posłuszną, uległą dziewczynkę, która na dodatek nie potrafiła myśleć samodzielnie. Myśleć zaczęłam dopiero na studiach... Wcześniej bardzo mało integrowałam się z osobami o odmiennych poglądach od moich oraz byłam też dość mocno otumaniona przez wypowiedzi różnych osób, będących wtedy dla mnie autorytetami.

Obrót o 180% stopni rozpoczął się u mnie na studiach, kiedy zaczęłam się coraz bardziej integrować społecznie i też, kiedy poznałam pierwszy raz w życiu osoby, które oficjalnie mówiły, że są homoseksualne. Okazało się, że te osoby są  po prostu normalne. Co więcej, wiele z nich było nie tylko normalnymi, ale i ponadprzeciętnymi, wspaniałymi, wrażliwymi osobami. I tak moje dotychczasowe poglądy o życiu runęły jak domek z kart (i całe szczęście!), a ja powoli zaczęłam poznawać prawdę o świecie, no i w końcu zaczęłam myśleć samodzielnie, a szereg osób zarówno z Polski, jak i z zagranicy, które stanęły wtedy na mojej drodze, pozwoliły mi zweryfikować moje dotychczasowe poglądy. Efekt tego wszystkiego jest taki, że Ela z liceum i Ela teraz to dwie całkowicie różne osoby. Chyba tylko jako tako wygląd zewnętrzny nam się nie zmienił. Wszystko pozostałe zostało przesunięte o 180%.


Dlaczego będę z dzieckiem rozmawiać o osobach homoseksualnych


Ponieważ pamiętam swoje krzywdzące i bezpodstawne oszczerstwa na temat osób homoseksualnych i wiem, że nadal w społeczeństwie (nie tylko polskim) jest ogromna ilość osób, które myślą tak, jak ja kilkanaście lat temu. Ponieważ rozumiem, dlaczego tak może być, bo sama przecież byłam po tej drugiej stronie, postanowiłam sobie, że ze swoim dzieckiem będę rozmawiać o osobach homoseksualnych od najmłodszych lat. Tym bardziej, że niektórzy jego "wujkowie" i "ciocie" są właśnie orientacji homoseksualnej. 

Ja, Ela po trzydziestce, znam sporo osób homoseksualnych. Niektóre z tych osób są moimi dobrymi przyjaciółmi. Dlaczego niby mieliby nimi nie być? Są wspaniałymi osobami. Cieszę się, że pojawili się w moim życiu. Niektórzy z nich muszą się niestety kryć ze swoją orientacją nie tylko w pracy, ale czasem nawet przed  swoimi najbliższymi. Państwo również nie ułatwia im życia. Nie mogą choćby wziąć ślubu, mimo że często ich związki są o niebo lepsze od związków par heteroseksualnych, jakie znam. Nie zgadzam się na taką niesprawiedliwość dotyczącą tych wspaniałych osób! Dlatego też nie pozwolę, aby mój syn myślał w podobny sposób jak jego mama kilkanaście lat temu! Co więcej, nie wiem przecież nawet jeszcze jakiej orientacji jest moje dziecko. To dopiero okaże się najwcześniej za kilka lat.


Co ludzie powiedzą?


Co usłyszał Robert Biedroń od swojej mamy, kiedy ta dowiedziała się, że jej syn jest orientacji homoseksualnej? "Że teraz na pewno umrę na AIDS, że będę sam. No i najważniejsze: "co ludzie powiedzą" i "żebyś nikomu o tym nie mówił!". Czyli typowy mechanizm kontroli społecznej". Ile razy ja też usłyszałam będąc dzieckiem, żeby tego lub tamtego nie mówić poza domem, no bo właśnie "co ludzie powiedzą". Teraz mówię wszystko i tu publicznie na blogu, i poza nim. Mojemu dziecku też zawsze będę radzić mówić prawdę i całą prawdę zarówno w domu, jak i poza nim. Czy to naprawdę takie ważne, co sobie pomyśli o nas Pani Kwiatkowska z IV pietra, albo Pan Nowak z parteru? ;-)


Gej jest OK


Piękne słowa natomiast usłyszał Robert Biedroń 10 lat temu od jednej ze swoich sąsiadek, kiedy wprowadzał się ze swoim partnerem, Krzysztofem do mieszkania na Starej Ochocie w Warszawie: "Panie Robercie, proszę się nie martwić, my wszystko wiemy. Jesteśmy tutaj wszyscy tolerancyjni, i dobrze się Wam tutaj będzie mieszkało". I tak powinno być! 
Według mnie, jedyne co powinno interesować nas jako społeczeństwo, to czy drugi człowiek jest dobrą osobą, czy nie rani innych słowem lub czynem. To z kim sypia (jeśli ma to miejsce za obopólną zgodą oczywiście) nie powinno nikogo interesować. I naprawdę nie wiem, dlaczego  homo lub biseksualizm wzbudza aż tyle emocji. Miłość jest piękna i cieszę się, że moi przyjaciele w związkach najróżniejszych, jakie tworzą, są szczęśliwi. :-) I wszystkim Wam życzę miłości, bo, jak to śpiewali Beatelsi "All You Need Is Love".




Książka "Król i król"


Po tym długim, ale według mnie koniecznym, wstępie wracam do meritum posta, czyli wspomnianej książeczki dla dzieci. Jej tytuł to "Król i król", a jej autorami są Linda de Haan oraz Stern Nijland. Polskie tłumaczenie zawdzięczamy natomiast Sławomirowi Paszkietowi. Książeczka została wydana po raz pierwszy w roku 2000 w Holandii. Od tamtego czasu doczekała się tłumaczeń na co najmniej 8 języków, między innymi na język polski, co, jak już wiecie, stało się możliwe dzięki Panu Robertowi Biedroniowi i jego wydawnictwu AdPublik.





Cudowne ilustracje


Pierwsza rzecz jaka przykuła moją uwagę (oczywiście oprócz tematyki) to przepiękne, barwne ilustracje. Uwielbiam moc kolorów, a tu naprawdę ich nie brakuje. Widać też w technice ilustracji książki kreskę à la dziecięcą, którą bardzo lubię w książkach przeznaczonych właśnie dla dzieci. Niesamowita jest też sama technika ilustracji. Widzę w niej choćby wyklejanki, a jest to technika, do której zaszczepiła u mnie miłość Wisława Szymborska.


wyklejanki Wisławy Szymboskiej

Piękna i w sumie... zwyczajna baśń


Książka napisana jest w konwencji baśni. A rozpoczyna się takimi oto słowami: 

"Na szczycie pewnej góry mieszkali królowa z królewiczem i nadworny kot". 

Zaczyna się całkiem zwyczajnie i tak naprawdę powinna być odbierana jako całkiem zwyczajna, choć u wielu osób budzi skrajne emocje. 

Pewnego dnia królowa matka oznajmia w sposób dość dosadny, że jest już zmęczona tym rządzeniem, gdyż zasiada na tronie od wielu, wielu lat. Aby móc w końcu trochę odpocząć, nakazuje swojemu synowi nie mniej ni więcej wziąć ślub i to w trybie niemal natychmiastowym.


Książę trochę się opierał woli swojej matki, ale w końcu dał się przekonać. Szczęśliwa królowa niezwłocznie wyciąga swoją listę królewien i księżniczek i obdzwania wszystkie królestwa świata. 


I oto już następnego dnia pojawiają się kandydatki na nową królową. Niestety księżniczki są, jakie są (zresztą zobaczcie sami niektóre z nich ;-) ) i żadna księciu nie wpada w oko.



Nadzieja na rychły ślub księcia już prawie prysła, kiedy oto w drzwiach stanęła księżniczka... w towarzystwie swojego brata. 

"Serce królewicza wreszcie zabiło mocniej".




O co to całe halo?


Jak widzicie, całe to wielkie halo jest tylko i wyłącznie z tego powodu, że młody królewicz zamiast zakochać się w królewnie, zakochuje się w... królewiczu. Na próżno szukać w jej baśni zbereźnych treści, czy też nagich ilustracji. Ta książeczka według mnie po prostu w piękny i zarazem przystępny sposób pokazuje, jak różne mogą być oblicza miłości. Tylko tyle i aż tyle. Baśń "Król i król" według mnie w ogóle nie powinna szokować, a jedynie uczyć. I to nie tylko dzieci, ale i nas, dorosłych.

Głęboko wierzę w to, jak to powiedział Martin Luther King w swoim najbardziej znanym przemówieniu "I Have a Dream", że wszyscy ludzie stworzeni zostali równymi. On miał marzenie dotyczące przyszłości osób czarnoskórych w USA, a ja mam marzenie dotyczące przyszłości osób homoseksualnych w Polsce. Oby kiedyś nie musieli walczyć na każdym kroku o podstawowe wartości, o szacunek, o miłość. 

A co Wy sądzicie o tej książeczce? Podoba Wam się jej tematyka? Czy chcielibyście, aby Wasze dziecko miało taką książeczkę w swojej domowej biblioteczce?

środa, lipca 04, 2018

Nie róbmy z ojców idiotów

Nie róbmy z ojców idiotów
Kiedy po raz kolejny na pytanie "Z kim został mały?", słysząc moją odpowiedź "No jak to z kim? Ze swoim tatą.", zobaczyłam te pełne zdziwienia oczy i usłyszałam: "Oooochhh! Jaki on dzielny! Super, że masz takiego faceta! A da sobie radę?", trafił mnie szlag. Taki sam szlag trafia też mojego męża za każdym razem, kiedy jest traktowany jak rodzic mniej kompetentny ode mnie, taki trochę nieporadny, niedoświadczony, a może nawet ułomny. No bo ja się pytam: "W czym ojciec jest gorszy od matki w opiece nad swoim dzieckiem?" Jedyna kwestia, która przychodzi mi na myśl, a przez którą ojcu może być rzeczywiście ciut trudniej niż matce, to brak mleka w piersiach, ale to wszystko. ;-) Jednak sporo maleńkich dzieci jest karmionych butelką, a wtedy ten "problem" przestaje już być jakimkolwiek problemem.


poniedziałek, czerwca 18, 2018

BLW, czyli o co chodzi z tym całym "Bobas Lubi Wybór"?

BLW, czyli o co chodzi z tym całym "Bobas Lubi Wybór"?
Pierwszy posiłek inny niż mleko. Czyli, innymi słowy, zachwyt nad brokułem. :D

Długo zwlekałam z napisaniem tego posta. Może nawet zbyt długo. Mój syn ma w tym momencie prawie rok i cztery miesiące, a BLW zaczęłam u niego wprowadzać od samego początku, od kiedy jest to wskazane, czyli mniej więcej, kiedy skończył pół roku. Natomiast tak to chyba jest z zagadnieniami obszernymi, na których temat wie się dużo, że nie wiadomo, jak je ugryźć i przedstawić w sposób zwięzły i zrozumiały dla każdego. Tak więc czekałam na odpowiedni moment, na pewnego rodzaju natchnienie. Przyszło dopiero teraz, ale na szczęście przyszło, więc piszę. ;-)

sobota, maja 26, 2018

Uzależniony rodzic - nieszczęśliwe dziecko

Uzależniony rodzic - nieszczęśliwe dziecko


XXI wiek, czyli jaki?


Jeśli macie w tym momencie małe dziecko, urodziło się ono już w XXI wieku. W XXI wieku, czyli w jakich czasach? Po pierwsze na pewno w czasach bardzo szybkich. Chyba nigdy wcześniej ludzie nie byli tak zabiegani, jak teraz. Wszędzie trzeba się spieszyć, robić kilka rzeczy równocześnie i na dodatek zawsze ma się wrażenie że nie jest to wystarczające. Każdego dnia należy pracować, opiekować się dzieckiem, ale również umieć znaleźć czas tylko dla siebie, dbać o swoją kondycję fizyczną oraz o swój rozwój osobisty. Niestety XXI wiek wraz z rozwojem nauki nie znalazł jeszcze sposobu na rozciągnięcie tygodnia. Tydzień dalej ma tylko 7 dni po 24 godziny każdy...

poniedziałek, maja 14, 2018

Zmowa milczenia

Zmowa milczenia

Dwie grupy ludzi


Ludzi można symbolicznie podzielić na dwie grupy (nie bójcie się nie będzie o lepszym i gorszym sorcie ;-) ). Na grupę bez dzieci  i grupę dzieciatych. Ta pierwsza jest otwarta dla wszystkich. W końcu najpierw każdy z nas do niej przynależy. Jednak po pewnym czasie niektórzy (ci wybrani?) przechodzą do tej drugiej grupy, do grupy zamkniętej i pełnej tajemnic, ale jakże kuszącej - do grupy dzieciatych... 

poniedziałek, kwietnia 30, 2018

Sebastian i trzy koty

Sebastian i trzy koty

NIEMOWLĘ I KOTY


Może pamiętacie, że jakiś czas temu napisałam post na temat kotów i toksoplazmozy. Kocham koty i bardzo mnie boli, kiedy słyszę, jak często są one porzucane... bo ciąża, bo dziecko. Jak pewnie pamiętacie, w domu mamy trzy koty, w tym jednego zaadoptowaliśmy, kiedy byłam w ciąży. Część z Was pewnie wzniesie oczy do nieba. Jaka ta Mama pod prąd nieodpowiedzialna! Nie zgodzę się z tymi osobami. Naprawdę trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby zarazić się toksoplazmozą od domowych kotów i to na dodatek jeszcze takich nie wychodzących. Poczytajcie sobie zresztą wspomniany artykuł, który napisałam o kotach i całej tej strasznej toksoplazmozie. ;-) Jestem jak najbardziej odpowiedzialna, a moje dziecko urodziło się zdrowe. Koty też mają się dobrze. :-) 

środa, kwietnia 25, 2018

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!

"Alya i trzy koty", czyli moje koty napisały książkę!

Pewnego dnia buszując po Internecie natknęłam się na niesamowitą książkę pod tytułem "Alya i trzy koty". Jest to historia pisana z punktu widzenia kotów na temat dziwnego wydarzenia, jakie niedawno miało miejsce w ich domu. Chodzi o pojawienie się czegoś nowego, małego i płaczącego, czegoś, co po dłuższej analizie okazuje się być nie czymś, lecz kimś - a dokładniej - niemowlęciem. Patrzyłam na tę książkę i patrzyłam, i nie wierzyłam własnym oczom. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że to MOJE KOTY napisały tę książkę (!). Było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności. ;-) Zanim zdradzę Wam podobieństwa w fabule książki do tego, co przez ostatnie półtora roku przeżyły moje koty, opowiem Wam najpierw pokrótce o wspomnianej książce. 

środa, kwietnia 18, 2018

Wysypka, czyli o szkodliwych substancjach w kosmetykach dla dzieci

Wysypka, czyli o szkodliwych substancjach w kosmetykach dla dzieci

Byłam dziś ze swoim synem w ośrodku zdrowia na szczepieniu. Pielęgniarka przed podaniem szczepionki MMR powiedziała, że jednym z objawów ubocznych, jaki może pojawić się u dziecka to wysypka nawet na całym ciele. Dodała też, że podczas wielu lat swojej pracy tylko raz to się dziecku zdarzyło i była to akurat jej wnuczka i że nie ma się czym przejmować, że wysypka mija samoistnie po upływie 24h.  

Przewidywalna wysypka nie należy raczej do sytuacji, którymi bym się za bardzo przejmowała. Natomiast zainteresował mnie (choć nie zaskoczył) kolejny wątek, jaki pociągnęła pielęgniarka. Dotyczył on dalej tematu wysypki. A oto słowa pielęgniarki: "Ale wie Pani, ja tu mówię o możliwej wysypce poszczepiennej, która praktycznie nigdy się nie pokazuje, a tu przed Wami było inne dziecko z wysypką na ciele po głupiej oliwce dla dzieci. Kto by pomyślał, że oliwka może uczulić!". Nie byłabym sobą, gdybym na te słowa nie odpowiedziała: "Oczywiście, że oliwka może uczulić! Szczególnie jeśli się spojrzy na jej skład". Mina pielęgniarki... bezcenna. ;-)

piątek, kwietnia 13, 2018

Nosidło mei tai - moje wybawienie

Nosidło mei tai - moje wybawienie

Dotychczas myślałam, że o chustach i nosidełkach do noszenia dzieci napisano już wszystko, co jest do napisania i że taki post na moim blogu jest po prostu zbyteczny (no i wcale nie taki pod prąd ;-) ). Moją opinię na ten temat zmienił jednak pewien "uroczy" komentarz, jaki usłyszałam pod swoim adresem będąc z dzieckiem w parku na spacerze. Mój syn był wtedy oczywiście w nosidełku. Komentarz wypowiedziała pewna kobieta siedząca na ławce, a brzmiał on następująco (uwaga! cytat): 


"To jest wygoda dla matki, a nie dla dziecka. Ci*a jedna".


Cóż za piękne słowa, nie uważacie? Czy rzeczywiście jestem ci*ą, bo używam nosidełka? Jak to jest z tymi chustami? Czy naprawdę jest to tylko wygoda dla matki (ojca/babci/dziadka/cioci/wujka/niani, itd)? Czy dziecko przez noszenie w chuście cierpi w jakikolwiek sposób? Czy może cierpią plecy dorosłego dźwigającego kilku(nasto)kilogramowy tobołek na swojej klatce piersiowej lub plecach? A może właśnie dziecku jest tak najwygodniej i rodzicowi przy okazji również? Już Wam odpowiadam. :-)

wtorek, kwietnia 03, 2018

Zdrobnienia i spieszczenia, czyli zdrobnionka i śpieściońka

Zdrobnienia i spieszczenia, czyli zdrobnionka i śpieściońka


Wcześniejsze wpisiki na blogusiu



"Pamiętacie mój wcześniejszy wpisek na bloguśku dotyczący spacerku z dzieciaczkiem? Dzisiejszy pościk to opisek mojej wczorajszej próbki wyjścia z dzieciątkiem na spacerek. Missionek impossiblek do kwadracika".

"Przyznam się, że mam pewien problemik z książeczkami dla najmłodszych dzieciaczków (czyli dla tych poniżej roczku), a taki wieczek ma w tym momenciku moje dzieciąteczko". 

"Na długo jeszcze zanim zaszłam w ciążunię przeczytałam, że ktoś wpadł na pomyślik napisania książeczkusi dla dzieciaczków na temat... kupeczki. Pomyślałam wtedy, że światek zwariował. Czasik mijał, zdziwionko pozostało". 

"Kiedy byłam w pierwszym trymestruniu ciążeczki i jeszcze nie znałam płećki dzieciąteczka, weszłam do jednego sklepiczku z używaną odzieżunią i zapytałam sprzedawczyniusi, gdzie znajdują się ubraneczka dla maleńkuśnych dziecinek. Chciałam zrobić taki wstępny rekonesansik. ;-) Sprzedawczyneczka zapytała się od raziku: "Ale to będzie dla chłopczusia, czy dla dziewczyneczki?".

środa, marca 28, 2018

Książeczka na zszargane nerwy, czyli "Śpij już, kurwa, śpij".

Książeczka na zszargane nerwy, czyli "Śpij już, kurwa, śpij".
książka, rodzice, sen, dziecko


Bezsenność


Godzina 15:21. Mój syn w końcu usnął. Starałam się go uśpić od... 11:30. Bezskutecznie. Obudził się dziś o 08:30 i jak to zwykle, około 2 godziny po obudzeniu zaczął być markotny. Jest to pierwszy sygnał, że zbliża się pora drzemki. Zwykle nie ma problemu, żeby, kiedy moje dziecko jest zmęczone, zmorzył je sen. Poczekałam troszkę dłużej i włożyłam go do nosidełka (tylko tak zasypia). Szybko zamknęły mu się powieki. Niestety tak niefortunnie go potem z tego nosidełka wyjęłam, że rozbudził się na dobre. Na nic zdały się moje kolejne próby ululania go w nosidełku. Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie było mowy o tym, żeby ponownie zasnął.
Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger