Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawka. Pokaż wszystkie posty

środa, lutego 20, 2019

Mniej znane top gadżety dla niemowląt i małych dzieci

Mniej znane top gadżety dla niemowląt i małych dzieci
Wiecie, że ja nie należę do tak zwanych gadżeciarek. Wręcz przeciwnie. Jestem zaprzeczeniem matek, których torby zakupowe urywają się od bardziej lub mniej przydatnych duperelek. Co więcej, im bardziej brnę w macierzyństwo, tym bardziej zwracam uwagę na to, co kupuję i tych zakupów jest o dziwo coraz... mniej. Poczytajcie sobie zresztą choćby o mojej redukcji kosmetyków, a sami się przekonacie, jak mało kupuję. 😉 


gadżety noworodki niemowlęta dzieci

Jeszcze przed moją pierwszą ciążą natknęłam się na fantastyczną książkę, którą już wcześniej opisywałam na blogu, "Dziecko bez kosztów. Przewodnik po niekupowaniu" autorstwa Giorgii Cozzy, która - nie będę ukrywać - uratowała mój matczyny portfel. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że producenci sprzętów adresowanych do niemowląt wykorzystują niewiedzę rodziców na temat niemowlęcych potrzeb oraz ich chęć, by zapewnić dziecku wszystko co najlepsze. Ja oczywiście też chcę wszystkiego co najlepsze dla swoich dzieci. Żeby potem nie było, że ja o swoje dzieci nie dbam. 😉 Tylko że jestem świadoma, że tak naprawdę niemowlęta, a nawet starsze dzieci bardzo niewiele potrzebują produktów, jakie można kupić w sklepach. Dla nich najważniejsi są rodzice, ciepło, bliskość, poczucie bezpieczeństwa oraz oczywiście... pełny brzuszek. I tyle. Finito. Nic więcej.




Mimo wszystko całkowitą ascetką zakupową, jeśli chodzi o moje macierzyństwo, nie jestem i kilka gadżetów (oraz jeden nie tyle gadżet co pomysł) rzeczywiście się u mnie sprawdziło i, co więcej, bardzo mi pomogły. Poniżej przedstawiam Wam moją całkowicie subiektywną listę gadżeciarską (o niektórych były już osobne posty - o innych może jeszcze będą):

Mniej znane a przydatne gadżety dla noworodka i niemowlaka




1. chusto-nosidełko mei tai 

Jak może pamiętacie, pisałam o nim już w osobnym poście (link do wpisu powyżej). Mei tai posiada wszystkie plusy chusty i nosidełka bez ich minusów, czyli: szybko i łatwo się wiąże, jest tanie, lekkie i zajmuje bardzo mało miejsca oraz nie ma możliwości, żeby dziecko usadowić w nim niepoprawnie (plecy dziecka są zawsze naturalnie wygięte, a nogi ustawione na tzw. żabkę). Ponadto nosidełko posiada kawałek materiału podtrzymujący główkę, co bardzo dobrze się sprawdza przy noworodkach. Jest tak małe, że bez problemu zmieści się choćby w torbie do wózka albo plecaku.

Używany przeze mnie model nosidełka dostępny jest tutaj.




2. wiaderko do kąpieli

Z tego co się orientuję, tego typu wiaderka nie są jeszcze zbyt popularne w Polsce. Zastanawiam się jednak, dlaczego. Może ponieważ po prostu przyzwyczailiśmy się do wanienek? A może chodzi o słabą dostępność tego typu wiaderek? Osobiście nie zetknęłam się z takim produktem w żadnym z odwiedzonych przeze mnie sklepów z artykułami dla dzieci. A może świeżo upieczeni rodzice boją się, że w takim wiaderku będzie trudniej kąpać dziecko? 

No cóż. Dla mnie wiaderko do kąpieli to absolutny must have. Nie tylko łatwiej się mi w nim kąpie dziecko, ale nawet bez problemu mogę je kąpać w pojedynkę. A to wszystko dzięki temu, że noworodek utrzymuje się w wiaderku samodzielnie układając się od razu w tzw. pozycji fetalnej. Nie trzeba mu nawet podtrzymywać główki. Dziecko samo sobie ją opiera o bok wiaderka. Co więcej, noworodek w takiej kąpieli jest nad wyraz spokojny. Najprawdopodobniej dzieje się tak dlatego, że znów czuje się jak w brzuchu mamy. Ponoć również takie wiaderko pomaga w redukcji kolek u dzieci. Żadne z moich dzieci kolek nie miało, więc albo był to zbieg okoliczności, albo właśnie wpływ tego wiaderka. 😉 Jedyny mały minus, to jego cena. Koszt wiaderka to około 80 złotych. Wanienki są chyba tańsze. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy nasze dziecko podrośnie, wiaderko jest potem o wiele łatwiej odsprzedać na olx niż wanienkę. 😉


3. podgrzewacz żelowy do butelek

Mimo że karmię piersią, czasem (szczególnie w zimie), kiedy wybieram się na dłuższy spacer, odciągam wcześniej trochę mleka laktatorem. Przy drugim dziecku minęły co prawda już dwa miesiące, a jeszcze laktatora nie używałam, bo jakoś nie miałam potrzeby, ale z pewnością niedługo go użyję. U kogo sprawdzi się ten żelowy podgrzewacz? U tych kobiet, które nie przepadają za karmieniem na spacerze. Sprawdzi się też idealnie w podróży  samochodem, pociągiem, samolotem lub jakimkolwiek innym środkiem transportu. Jeśli natomiast jakaś mama nie karmi piersią, to taki wynalazek wydaje mi się, że jeszcze bardziej się jej przyda. 

Pomysł jest banalnie prosty. Butelkę z mlekiem owija się wkładem żelowym i umieszcza w torebce termoizolacyjnej. Kiedy dziecko domaga się posiłku, wystarczy kliknąć funkcję START na wkładzie, a ten ogrzewa butelkę. Przed kolejnym użyciem wkładu żelowego, trzeba go włożyć do gotującej się wody na 15 minut, a następnie poczekać, aż wystygnie. 

Co więcej, torebka izolacyjna z tego zestawu sprawdza się również u mnie jako torba na butelkę z wodą naszego syna. Dzięki niej woda nie przegrzewa się w lecie, ani za bardzo nie ochładza w zimie. Jak dla mnie - rewelacja!

4. wkładka antypotowa do fotelika samochodowego

Od tym produkcie dowiedziałam się przypadkiem od mojej przyjaciółki. Spocone plecy mojego syna podczas używania fotelika samochodowego to była nasza zmora. Nie wiedziałam, że w ogóle można cokolwiek z tym fantem zrobić poza zmianą koszulki po każdorazowym użyciu fotelika. Aż tu nagle dowiedziałam się o wkładce antypotowej! Jej cena to około 100 złotych, więc może nie jakieś grosze, ale naprawdę są to świetnie wydane pieniądze. Nareszcie koniec z ciągłym przebieraniem dziecka w podróży! A kiedy dziecko wyrośnie z fotelika,  taką wkładkę bez problemu uda się odsprzedać. Widziałam, że jest na nią dużo chętnych nawet z drugiej ręki. 😉
Jest wiele modeli tego rodzaju wkładek: do fotelików o różnych rozmiarach oraz nawet do wózków dziecięcych.



5. poduszka w kształcie motyla

Funkcją takiej poduszki jest unieruchomienie główki dziecka oraz zapewnienie jej ładnego kształtu. Co prawda fizjoterapeuci mówią, że unieruchomienie głowy noworodka tego rodzaju poduszką może hamować prawidłowy rozwój ruchowy, jednak przecież jeśli takiego wynalazku używa się sporadycznie, nie powinien on w żadnym stopniu zaszkodzić. 

Ja używam tego gadżetu dopiero przy drugim dziecku, ponieważ wcześniej po prostu nie wiedziałam o jego istnieniu. Stosuję go tylko w wózku. Dlaczego akurat tam i co taka poduszka mi daje? No cóż, kiedy Sebastian był mały i chodziłam z nim na spacery, a chodziłam bardzo dużo... Może nawet nie tyle chodziłam co prawie biegałam, bo: a tu trzeba było się pospieszyć na tramwaj lub autobus, a tu już gdzieś byłam spóźniona, albo po prostu miałam dużo negatywnych emocji do wyładowania i bardzo szybki chód mi pomagał się ich pozbyć. Innymi słowy - nie potrafiłam chodzić na spokojne spacery. Teraz już tak. 😉 Do tego podłoże na polskich osiedlach to ciągłe wertepy (przynajmniej tam, gdzie ja mieszkam). Dlatego głowa, a nawet całe ciało mojego dziecka co chwilę przesuwały się na bok wózka. Raz po raz musiałam syna podciągać i ustawiać go w poprawnej pozycji pośrodku wózka. Było to zarówno męczące dla mnie, jak i z pewnością niezbyt komfortowe dla mojego dziecka.

Dzięki poduszce w kształcie motyla moja córka trzyma się mocno w wózku i nigdzie mi się nie ześlizguje, nawet kiedy wózek "skacze" po chodniku. A kiedy ja go prowadzę, cóż począć - skacze. 
😉

Koszt takiej poduszki jest niewielki, więc nawet jeśli się u Was nie sprawdzi, nie trzeba będzie za bardzo nad tym rozpaczać. 😉


6. biały szum na komórce zamiast Misia Szumisia 

Nie jest to co prawda gadżet, ale na pewno bardzo przydatny trik przy noworodkach. A do tego darmowy. 😉

Pewnie wiecie, że noworodki nie przepadają za ciszą (w przeciwieństwie do ich rodziców, co nie? 😉). Dzieje się tak dlatego, że w macicy było im dość głośno. Podobnymi dźwiękami, do których przywykły noworodki z życia płodowego są szumy popularnie zwane "białymi szumami". Takie dźwięki wydaje właśnie popularny Miś Szumiś, ale również choćby odkurzacz, suszarka, pralka, czy też silnik samochodu. Co zrobić, aby dziecko spokojnie spało przy tego typu dźwiękach nie wydając jednak pieniędzy ani na Misia Szumisia, ani nie podnosząc swoich rachunków elektrycznych przez ciągłe odkurzanie, pranie i suszenie włosów, czy też wydatków na benzynę ze względu na nadmierne używanie auta celem uśpienia dziecka? 

Wystarczy komórka i włączenie na YouTubie nagrania o nazwie biały szum. OK, ale co zrobić, żeby to nagranie szło cały czas w tle i żeby dalej można było używać komórki, choćby żeby obczajać Fejsa, albo przeczytać ten post na blogu 😉? I na to jest rozwiązanie! Wystarczy wejść na Youtube'a nie przez aplikację, tylko jak na standardową stronę internetową. Następnie w prawym górnym rogu wybrać opcję Desktop site. Następnie nacisnąć na nagranie i wyjść z Youtube'a nie zamykając tej strony. Na głównym ekranie komórki pojawi się wtedy linijka będąca odnośnikiem do nagrania na Youtube'ie. Naciśnijcie na znak "Play" i gotowe. Komórka szumi w tle, dziecko usypia, a Wy czytacie zaległe posty na blogu Mama pod prąd. 😉

* Jest to instrukcja dla komórek obsługiwanych przez Androida.






Mniej znane a przydatne gadżety dla małego dziecka




1. najmniejszy wózek świata

W sumie nie wiem, czy wózek można nazwać gadżetem, ale taki model chyba tak. 😉 

O tym wózku w Internecie przeczytał mój mąż. GB Pockit, bo o nim mowa, został wpisany do księgi rekordów Guinnessa jako najmniejszy po złożeniu wózek dziecięcy. Jego wymiary po złożeniu to zaledwie 35 x 30 x 18 cm! Ponieważ od czasu do czasu latamy z dzieckiem samolotem, taki wózek wydał nam się wręcz idealny do podróży. I rzeczywiście taki jest. Po złożeniu mieścił się nam... w plecaku. Załoga każdego lotu była pod takim wrażeniem, że pozwalała nam wnieść ten plecak ze sobą na pokład. 😉 Dzięki temu od razu po wyjściu z samolotu mogliśmy rozłożyć wózek i usadowić w nim naszego syna. Wózek ten jest też bardzo lekki. Waży zaledwie 4.9 kg. 

Co więcej, przydaje nam się nie tylko podczas podróży samolotem, ale również, kiedy idziemy na spacer teraz już czteroosobową rodziną. Zwykle nasz syn rozpoczyna spacer żwawo tuptając. Jednak po jakimś czasie jego niespełna dwuletnie nogi odmawiają posłuszeństwa. Wtedy z torby pod wózkiem z gondolą wyjmujemy wózek GB Pockit i sadowimy na nim Sebastiana, który zapada w błogi sen.

Jednak wózek ten ma też swoje minusy: bardzo małe koła nieprzystosowane do wertepów; brak możliwości regulowania nachylenia oparcia oraz bardzo niewielki daszek, który praktycznie nigdy nie chroni przed słońcem. 

Marka GB Pockit wypuściła co prawda na rynek również podresorowaną wersję najmniejszego wózka świata - GP Pockit+. Wózek ten nadal jest bardzo kompaktowy, choć trochę większy (20 x 34 x 42 cm) i cięższy (5,6 kg). Ma za to regulowane oparcie oraz większy daszek przeciwsłoneczny.

Na temat wózka GB Pockit mam zamiar napisać osobny wpis, więc bądźcie czujni. 😉



2. wkładka antypotowa

Ten genialny wynalazek opisywałam już w tym poście przy okazji gadżetów dla niemowląt. Tak że lukajcie do góry po więcej informacji. 😉 Dla małych dzieci można zakupić większy rozmiar wkładki pasującej choćby do fotelików samochodowych od 9 do 18 kg.

3. łącznik szelek bezpieczeństwa do fotelika samochodowego

Kawałek plastiku, który może uratować życie dziecka. Nie wiem, czy Wy też macie problem z pasami w fotelikach samochodowych. Co się działo u nas? No więc Sebastian w bardzo sprawny sposób ZAWSZE się z pasów wyswobadzał. Bez względu na to, jak mocno ich byśmy nie zaciągnęli. Fotelik został profesjonalnie dobrany do naszego syna i auta w salonie fotelików samochodowych, więc to nie jego wina. Pewnie dzieje się tak dlatego, że po pierwsze nasze dziecko jest bardzo drobnej budowy ciała, a po drugie niezmiernie ruchliwe i - co tu dużo będę mówić - nie znosi być w jakikolwiek sposób ograniczane ruchowo. 😉

Kiedy po raz kolejny Sebastian w kilka sekund wyjął swoje ramiona z pasów bezpieczeństwa i znów musieliśmy zatrzymać samochód, żeby go ponownie zapiąć, pomyślałam, że może ktoś coś na taki problem już wymyślił. I nie myliłam się! Istnieje niewielki plastikowy gadżet o nazwie BeSafe, który zakłada się na pasy bezpieczeństwa na wysokości klatki piersiowej dziecka. Dzięki niemu dziecku za Chiny ludowe już nigdy więcej nie uda się wyjąć z pasów swoich ramion. Od razu też uprzedzę pytanie o bezpieczeństwo używania tego gadżetu podczas jazdy. Jak pisze producent: "Badania wykazały że w dużej ilości wypadków w których dzieci zostały poważnie ranne, pas naramienny ześlizgnął się z ramion i nie był w stanie prawidłowo ochronić dziecka. Łącznik firmy BeSafe przytrzymuje pasy w prawidłowej pozycji blisko szyi oraz utrudnia dziecku samemu zdjęcie pasów. Łącznik ulega zniszczeniu podczas wypadku i nie powoduje trudności w rozpięciu pasów". Jak dla mnie - rewelacja! 


I, słuchajcie, ten łącznik można z powodzeniem stosować też w wózkach. Sebastian równie sprawnie wyswobadzał się bowiem z pasów w wózku GB Pockit. Odkąd stosujemy w tym wózku łącznik pasów BeSafe, już tego robić nie może. Ale - i całe szczęście! - w ogóle nie denerwuje się tym faktem. 

4. kitchen helper domowej roboty

O tym gadżecie. Hmmm, czy mebel można nazwać gadżetem? Mam nadzieję, że tak, a jeśli nie, to liczę na to, że wybaczycie mi moje gadżeciarskie faux pas. 😉

Tak zwanemu kitchen helperowi poświęciłam cały osobny post na blogu (link do wpisu powyżej). W wielkim skrócie powiem, że chodzi o mebel w wersji DIY (można kupić wersje gotowe, ale są wtedy o wiele wiele droższe). Kitchen helper (po polsku w dosłownym tłumaczeniu: pomocnik kuchenny) to nic innego jak pewien rodzaj podestu, który pomaga małym dzieciom w bezpieczny sposób uczestniczyć w pracach kuchennych (i nie tylko). Dzięki niemu dziecko może stać wyżej niż na podnóżku, a co za tym idzie dosięgnąć blatu, a nie ma ryzyka, że spadnie i sobie zrobi krzywdę. 

Jak dla mnie ten mebel to absolutne must have! Nie siwieję na myśl, że może spaść z wysokości, bo ten mebel go chroni. Swoją drogą od jakiegoś czasu  Sebastian przesuwa kitchen helper po całym mieszkaniu i dzięki temu w bezpieczny sposób poznaje zawartość najrozmaitszych szaf oraz podziwia widoki za oknem. 😉

autor zdjęcia: Daga Wis Fotografia

Podobały się Wam wybrane przeze mnie mniej znane gadżety dla noworodków, niemowląt i małych dzieci? Czy znacie któreś z nich? Sprawdziły się również u Was? A może znacie jakieś inne super gadżety, które są dla Was absolutnym must have, a jednak nie są zbyt często wymieniane w tego typu zestawieniach? Powiedzcie mi o nich. Z chęcią je poznam. :-)



Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB

- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram

piątek, listopada 02, 2018

Ubrania dla niemowląt - moje hity i kity

Ubrania dla niemowląt - moje hity i kity
Co spędza sen z oczu większości przyszłych rodziców? Wyprawka dla noworodka rzecz jasna! Jak się jednak okazuje, nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tak naprawdę niewiele rzeczy z tych reklamowanych jako niezbędne będą w rzeczywistości potrzebne. Pisałam już o tym w jednym z moich wcześniejszych postów na blogu: jak można oszczędzać zarówno będąc w ciąży, jak i po narodzeniu dziecka. Dużo dodatkowych pomysłów o tym, jak oszczędzać możecie również znaleźć klikając na dział oszczędności znajdujący się u góry bloga.


Ubrania dla dzieci - noworodek to nie lalka



Moje pierwsze dziecko urodziło się na początku marca, drugie urodzi się w grudniu. Jak widzicie, obydwoje wybrali przyjście na świat w zimnych miesiącach. Dlatego moje hity i kity będą się raczej odnosić do tych zimniejszych miesięcy (choć nie tylko). Powiem Wam, co z ubrań warto kupić, a czego unikać szerokim łukiem, nawet jeśli by było nie wiem jak przepiękne. Niektóre rzeczy, wydaje mi się, zostały chyba zaprojektowane celowo, żeby jeszcze bardziej utrudnić życie rodzicom. Owszem na lalki dałoby się taką odzież założyć. Jednak warto sobie wbić do głowy raz na zawsze, że mimo iż noworodek wygląda tak ojojuś ojejciu przesłodziuchnie niczym najpiękniejsza lalka, lalką bynajmniej nie jest, o czym nam na pewno głośno da znać wiele razy podczas dnia i nocy. Jeśli jakieś ubranie nie zostało dobrze przemyślane, może ono przysporzyć dzieciom, ale również i rodzicom sporo cierpienia. Śmiem twierdzić więcej niż przebycie maratonu w niebotycznie wysokich szpilkach ze szpicowatymi noskami, albo niż uciekanie w butach na obcasach przed drapieżnym dinozaurem. ;-)





Jeśli cały czas gubicie się w nomenklaturze ubioru dla noworodków, z pomocą powinien przyjść Wam mój poprzedni wpis dotyczący pajacyków, body, rampersów, śpiochów, itd. Jeżeli natomiast macie tę kwestię już opanowaną, śmiało czytajcie dalej. :)

Czego wg mnie NIGDY nie kupować?

1. Nierozpinane swetry i bluzki z długim rękawem


Dlaczego? Ponieważ za każdym razem, kiedy będziemy się starali przełożyć takie ubranie noworodkowi przez głowę, nasze dziecko wpadnie w taką histerię, że usłyszy go nawet przygłucha ciotka z "Szikago". Noworodki NIE tolerują przekładania im czegokolwiek przez głowę. Koniec kropka. Na przytulaśne sweterki i pięknuśne bluzeczki trzeba będzie poczekać minimum kilka miesięcy, no chyba że gustujecie w hardcore'owych klimatach, a codzienna walka z drącym się wniebogłosy trzy lub czterokilogramowym człowiekiem to dla Was po prostu urok rodzicielstwa. Jeśli jednak absolutnie nie jesteście w stanie zrezygnować z nierozpinanego swetra lub bluzki, to wybierzcie przynajmniej takie z bardzo elastycznym otworem na głowę, albo z ciut rozpinaną górą (np. z kilkoma guzikami lub napami z przodu, albo z boku). Dzięki temu, otwór na głowę będzie większy i Wasz noworodek podczas procesu przebierania być może nawet o połowę cichszy. Bo całkowicie cichy na pewno nie będzie. :P

Najmniej lubiane ubranie przez mojego syna.
Wszystko dlatego, że bluzka miała bardzo mały otwór na głowę.
A taki piękny Batman, prawda? ;-(

2. Pajacyki rozpinane na plecach


Druga rzecz, której absolutnie nie trawią noworodki to ubrania zapinane na plecach lub - jeszcze gorzej - z tyłu na pupie. Oj, ile ja miałam tego typu pajacyków! Na szczęście wszystkie już sprzedałam. I jakże siarczystej mowy polskiej używałam w myślach, a czasem nawet i w słowach, przewijając mojego synka. Wszystkie Sebixy i Adasie Miauczyńskie mogłyby się przy mnie schować. ;-)

Noworodki nie znoszą przekładania ich na brzuch podczas zmieniania pieluchy. A jakże inaczej można ubrać im te cholerne pajacyki zapinane z tyłu? Albo właśnie kładąc dziecko na brzuchu, albo nieudolnie starając się postawić dziecko w pionie. No cóż, ani jedno, ani drugie raczej Wam nie wyjdzie bez upoconych pach i czoła (dla jasności - Waszych nie dziecka ;-) ). Noworodki, jeślibyście tego nie wiedzieli, albo chwilowo zapomnieli, nie potrafią stać. Ba! Przecież one nawet nie są w stanie samodzielnie trzymać głowy. Jeśli przebieracie dziecko samemu w tego typu pajacyk, mogę Wam tylko życzyć  - sarkastycznie  rzecz jasna - dużo szczęścia. ;-)
źródło: BabyLuxury.pl; najgorszy typ pajacyka: rozpinany plecach i z tyłu pupy.

Zdjęć mojego dziecka w tego typu pajacykach nie posiadam, bo założywszy na niego takowy pajacyk,
delikatnie mówiąc mój syn nie nadawał się na zrobienie mu zdjęcia. ;-)

3. Płaszcze kąpielowe dla noworodków


Strzeżcie się i tego typu ubraniowych pomysłów! Och, jaki ja piękny płaszczyk kupiłam dla swojego dziecka, kiedy byłam jeszcze w ciąży! Oczami wyobraźni widziałam już, jak po kąpieli zakładam mu go na jego maleńkie ciało i robię mu  w nim przepiękne zdjęcia. Taaaa. Rzeczywistość była zupełnie inna. Za każdym razem, kiedy kończyła się kąpiel i wyjmowałam dziecko z wiaderka (do kąpieli nie używałam wanienki, tylko specjalne wiaderko), mój syn zamiast z radością wysuwać swoje ramiona w stronę rękawów szlafroka, ustawiał wargi w podkówkę, robił się czerwony na twarzy i zaczynał koncert wokalny w bardzo wysokich tonacjach. Zapewne jego koncert roznosił się na całą długość i szerokość bloku. Po dwóch nieudanych próbach odziania go w ten piękny płaszcz, ubranie zostało przeze mnie wystawione na olx. ;-)


Zdjęcia syna w tym płaszczu oczywiście nie ma, gdyż ani razu nie udało mi się go założyć.

4. Spodnie nieregulowane w pasie

Kolejnym nielubianym przeze mnie ubraniem dla mojego dziecka są spodnie bez możliwości regulacji ich szerokości w pasie. Mój syn należy do tzw. okruszków i kiedy ma na pupie jeszcze pieluchę wielorazową, robiącą mu niezły "kuperek", to mu takie spodnie nie lecą. Jednak jeśli ma na sobie akurat ekologiczną pieluchę jednorazową, trudno mi znaleźć jakiekolwiek spodnie, które by z niego nie spadały. W zimie na po domu dobrze sprawdzały się u nas po prostu rajstopy. Fajną alternatywą dla spodni są też wszelkiego rodzaju getry (oczywiście w cieplejszych miesiącach). Łatwo się je zakłada i dobrze leżą. Spodnie dresowe to jednak u nas numer jeden. Są wygodne, miękkie i bardzo często właśnie mają wszyty w pasie sznurek do regulacji szerokości.

Nie lubię także wszelkiego rodzaju jeansów i spodni eleganckich noszonych na co dzień, bo po pierwsze trudno tu o regulację w pasie, niezbyt łatwo się je zakłada oraz - co najważniejsze - są mniej wygodne dla dziecka, które przecież potrzebuje ubrań niekrępujących jego ruchów, tym bardziej, że dopiero uczy się chodzić. Niemowlętom i małym dzieciom na co dzień ubranym "jak z żurnala" mówię nie!


Niech żyje dres! Na dole spodnie dresowe z możliwością regulacji szerokości w pasie.
U góry zapinana na zamek bluza dresowa.

5. Wszelkiego rodzaju podkoszulki

Z podkoszulkami są dwa główne problemy w zależności od wieku dziecka:

1. Noworodki nie darzą ich sympatią, ponieważ są przekładane im przez głowę, czego, jak już dobrze wiecie (patrz punkt jeden) - nie cierpią. Rodzice noworodków raczej też nigdy fanami podkoszulków się nie staną, gdyż codzienna walka z bobasem podczas jego ubierania do fajnych zajęć na pewno nie należy.

2. Niemowlętom podkoszulki 
bardzo się podobają - w przeciwieństwie do ich rodziców - gdyż można je łatwo brać do buzi i ślinić ile wlezie. I gdzie tam śliniaki! One nie są aż tak fascynujące jak podkoszulki. Kiedy mój syn wszedł w tzw. fazę oralną i do tego wychodziły mu zęby, przez co ślinił się gorzej niż jakby cały czas popijał sok z miliona cytryn, porzuciłam podkoszulki na rzecz body z krótkim rękawem, albo rampersów. Syn na początku nie był tymi zmianami zachwycony, bo nie był w stanie tłamsić w paszczęce górnej części swojego odzienia, ale po kilku dniach przyzwyczaił się do zmiany i zaczął zanurzać swoje dziąsła w innych rzeczach: śliniakach, gryzakach, kocach, zabawkach, itp. My natomiast nie musieliśmy go już przebierać milion razy dziennie.


Body zamiast podkoszulka = mniej śliny na ubraniach ;-)

6. Kombinezon zimowy

Nie wiem, czy niechęć do kombinezonów zimowych to po prostu przypadłość naszego syna, czy skala uprzedzenia do tej części garderoby jest u dzieci bardziej rozpowszechniona. Dla zobrazowania naszych bolączek z kombinezonami zimowymi, przytoczę Wam fragment jednego z moich wcześniejszych postów, gdzie opisałam niebywały antagonizm Sebastiana do kombinezonów: "Może którąś/któregoś z Was zastanowi dlaczego w zimie nie zakładam dziecku kombinezonu? Nie zakładam, ponieważ reakcja mojego syna była jeszcze szybsza, głośniejsza i czerwieńsza na kombinezon niż na kurtkę. Podczas ubierania kombinezonu moje dziecko przez cały czas wyglądało mniej więcej tak:


!!!

/\
oo
-
~


Jak widać, radością to mój syn w kombinezonie nie tryska. Tak wyglądał po jego założeniu". 



Co warto kupić dla noworodka?


1. Pajacyki rozpinane z przodu i w kroku



To chyba najwygodniejsze wdzianko dla noworodków, szczególnie jeśli urodziły się w zimniejszych miesiącach. Mają zakryte stopy oraz bardzo często dłonie (opcja wywijania rękawów, tak aby zasłonić ręce noworodków, żeby te nie drapały się po twarzy). No i koniecznie niech będą to pajace, które są zapinane na napy (czyli małe zatrzaski) z przodu i po wewnętrznej stronie obydwu nóg. Takie są najwygodniejsze, ponieważ:

- przebiera się dziecko leżące na wznak (jedyna pozycja akceptowana przez noworodki)

- kiedy trzeba zmienić pieluchę, wystarczy rozpiąć napy na dole pajacyka bez zdejmowania całego ubrania.

- nie trzeba wykręcać nóg dziecka, żeby włożyć mu nogi do pajacyka, a tak się  czasem dzieje, kiedy w dolnej części pajacyk ma otwarcie tylko na jedną nogę.

2. Body z krótkim rękawem lub rampersy


Najlepiej kupić body z bardzo elastyczną szyją, albo zapinane z przodu kopertowo. Wtedy może być nawet body z długim rękawem. Te widoczne na poniższych zdjęciach mają właśnie bardzo elastyczną szyję. Dobre są też wszelkiego rodzaju rampersy.



3. Sweter typu kardigan (czyli rozpinany z przodu)


Ponieważ noworodki NIE tolerują przekładania im czegokolwiek przez głowę, kardigany są chyba jedyną akceptowalną alternatywą dla swetrów nie pobudzającą strun głosowych noworodków do niewyobrażalnych wibracji. Mądra po szkodzie, w drugiej ciąży kupuję już tylko rozpinane swetry lub kaftaniki.


4. Kurtka

Pamiętając jeszcze drastyczną reakcję mojego syna na wszelkiego rodzaju kombinezony zimowe (patrz punkt 6 w części: Czego wg mnie NIGDY nie kupować?), przy moim drugim dziecku na zimowe wyjścia będę zakładać mu jedynie kurtki. Wydaje mi się, że kurtka zostanie przez noworodka przyjęta o wiele łatwiej (co wcale jednak nie musi oznaczać "z radością") niż kombinezon. 



5. Koc lub otulacz do owinięcia dziecka 

Pamiętając jeszcze najgorszy hardcore mojego macierzyństwa z Sebastianem, czyli brak snu, drugie dziecko będę starała się opatulać bardzo ciasno albo za pomocą zwykłego małego kocyka, albo specjalnie do tego przeznaczonego bawełnianego otulacza dla noworodków. Może dzięki temu będzie spokojniejsze i chętniejsze do dłuższych drzemek. ;-) Żeby było mu cieplej, na to wszystko nałożę jeszcze pewnie rożek. Nie będę jednak raczej stosować już samego rożka jako otulacza, bo wiem, że tej funkcji nie spełnia zbyt dobrze. 


źródło: https://woombie.pl/
otulacz noworodkowy


I tyle. Według mnie to najlepsze zestawy noworodkowe. :-)

Miej w dupie, co inni powiedzą. :P

I nie przejmujcie się opiniami innych ludzi, którzy może będą się dziwić, że np. noworodki chłopcy nie chodzą w jeansach i eleganckich koszulach, a noworodki dziewczynki, nie mają założonych non stop sukienek. "Że co?" - pomyślicie. "Kto przy zdrowych zmysłach mógłby negatywnie skomentować pajacyk na niemowlęciu?" No cóż. Są tacy ludzie. Przynajmniej ja takich spotkałam na swojej drodze. Nie wiem, czy przy zdrowych zmysłach, bo nie mnie to oceniać, tylko psychologowi, albo psychiatrze, ale są. ;-) Na przykład jedna moja koleżanka została zapytana przez dalszą krewną, czy nie stać jej może na sukienki i dlatego ubiera swoją nowonarodzoną córeczkę non stop w pajacyki i bodziaki. :D

Mini test z ubranek dla noworodków


A na koniec jeszcze mini test (widać, że jestem niespełnioną nauczycielką, co nie? ;-) ). Co na poniższych zdjęciach jest nie tak z ubraniami dla noworodków? Innymi słowy, jakie elementy w nich mogą przyspieszyć pracę serca i gruczołów potowych u rodzica?


1. Co jest nie tak z tą bluzą?


 2. Co jest nie tak z tym pajacykiem bez stópek?



3. Co jest nie tak z tym pajacykiem?



4. Co jest nie tak z tym podkoszulkiem?


Odpowiedzi do mini testu poniżej. ;-)



I jeszcze jedno pytanie do Was. Patrząc na ubrania, jakie kupiłam dla swojego baby number two (tych robionych na tle ściany w pasy), jak sądzicie, będzie to chłopiec czy dziewczynka? ;-)



Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z moimi działaniami i niczego nie przegapić:

- obserwuj mnie na Facebooku - Mama pod prąd FB


- zaglądaj do mnie na Instagramie - Mama pod prąd Instagram
Copyright © 2016 Mama pod prąd , Blogger